Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Isentor:
Fort położony jest na wysokim klifie. Najbliższy stały ląd, na który można zejść znajduję się 40 kilometrów na północny wschód. Należy płynąć wzdłuż klifu.
//Tak.
Melkior Tacticus:
Kurwa... - Drago! Ktokolwiek?! Krzyknął wynurzywszy się przy ścianie klifu, jakaś większa deska przepływała obok, uwiesił się jej wyglądając kogokolwiek.
Isentor:
Zza ściany fortu wyłonił się przód krasnoludzkiego galeonu, co w pierwszej chwili dało wam iskierkę nadziei. Był to jednak okręt przejęty przez demony. Zmieniono mu maszty, zawieszono banderę Ardenosu, burtu zabito metalowymi płytami zakończonymi ostrymi kolcami. Na dziobie stał wielki, biały demon, wydawał głośno rozkazy wskazując na was.
Evening Antarii:
Spokojne szybowanie, które miało na celu dokonanie skutecznego zwiadu, bardzo mocno się skomplikowało. Cicha, martwa z pozoru okolica, nagle ożyła i posłała w jej stronę setki strzał. Przeszywały one niebo lecąc w górę, prosto na nią. Nie było czasu na manewrowanie. Nie teraz, teraz nie mogła po prostu sobie spokojnie skręcić i dalej podziwiać świat z góry. Zrobiła zatem coś innego. Skupiła się i skoncentrowała, co zabrało jej bardzo mało czasu - miała to wszak wytrenowane. Zaczerpnęła boskiej energii i spojrzała w górę, w jedno wyznaczone miejsce w powietrzu. Cząstki jej ciała przemieściły się i zmaterializowały w wybranym przez nią miejscu, wyżej, niż mogły dosięgnąć strzały. Groty przeszyły niebo w miejscu, w którym przed sekundą jeszcze była.
Serce zabiło jej mocniej, gdy dostrzegła tonącą Perłę. Tam przecież byli jej przyjaciele, nie mogła ich tak zostawić. Już jedną bliską osobę straciła w morzu, nie chciała ponownie doświadczać tego. Poczuła, że jest spięta. Zaczęła się denerwować, starała się myśleć szybko, coś zrobić. Lecz najpierw musiała sama rozeznać się sytuacji by móc pomagać.
Wiedziała, że nie mogła latać po linii prostej, ale jakimiś zygzakami, raz wyżej, raz niżej, czasem przemieszczając się o pewien dystans.
Szybko skręciła w bok, chcąc podlecieć nad sam ląd. Niech skoncentrują się na niej, niech nie strzelają do ludzi w wodzie...
Dragosani:
- Uuurwaaa! - odezwał się Drago. Klął i parskał, ale unosił się na wodzie. Jeszcze. Siła bestii przydawała się. Podobnie jak Melkior, znalazł się przy klifie. Trzymał się jakiejś beczki. Pustej beczki.
- Musimy... pfrr... się wynosić... - wysapał do elfa. - Cholera wie, czy nie zaczną zaraz czymś jeszcze walić... - Rozglądał się wokół, szukając czegokolwiek, co mogłoby pomóc im w obecnej sytuacji. I wtedy zobaczył galeon.
- O kurwa... mruknął. W zasadzie niewiele mogli zrobić. Ani się na toto wdrapać, ani uciec. Gdyby tylko udało się jakoś dostać na pokład, można by spróbować walczyć. Ale wampir nie miał pojęcia jak tego dokonać.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej