Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości

<< < (12/139) > >>

Dragosani:
I tak oto wypłynęli. Mało kto wiedział co było prawdziwym celem. Ci, którzy wiedzieli na razie milczeli. Ci, którzy nie wiedzieli mieli się wkrótce dowiedzieć. Dragosani stał na pokładzie, przy jednej z burt, z dala od reszty. Oczywiście i tak słyszał prawie wszystko co działo się na pokładzie. Ignorował jednak to, gdyż zajął się obserwacją gwiazd. Lubił na nie patrzeć, z pozoru wieczne i niezmienne. Ale sam pamiętał gwiazdy z lat swojej młodości. Wyglądały nieco inaczej niż te, na które patrzył teraz. Oczywiście zmiana nie była wielka. Wampir przymknął oczy, delektując się przyjemnym, morskim wiatrem o zapachu soli. Prócz soli wyczuł coś jeszcze. Całkiem przyjemny zapach, który dobiegał spod pokładu. Poznał w nim jedzenie. Rzecz jasna jako wampir nie potrzebował takiej formy pożywienia, krew była dla niego znacznie lepsza pod wszystkimi względami. Ale potrafił docenić zapach i smak. Uznał więc, że zajrzy na dół, jak radzi sobie Silion. Bo dlaczego nie? Zszedł więc z pokładu i ruszył tropem zapachu. Jego źródło znalazł szybko i bezbłędnie. Niewielkie pomieszczenie w którym to Silion i Armin uwijali się przy gotowaniu. Wampir wszedł do środka.
- I jak tam? - zapytał, pochodząc do jednego z garów i zaglądając do środka. - Nie macie krwi, co nie? - zapytał, chyba tylko po to, aby coś powiedzieć.

Armin:
- Po prostu dajmy dodatki i tego kurczaka. Kolacja powinna być lekka, więc mam na myśli warzywa. I tak powinniśmy je jak najszybciej zużyć, więc zużyjmy je teraz. Poza tym każdy sobie weźmie to co będzie chciał, a w innym przypadku mogło by się okazać, że ktoś czegoś nie lubi i tak dalej... - uśmiechnęła się maurenka. - Tak jest, szefie. - zaśmiała się.
Najpierw ściągnęła z ognia garnek, w którym gotowały się jajka. Wyciągnęła je na blacie i włożyła do dużej miski, by się ostudziły. Potem zabrała się za przygotowywanie dodatków. Znalazła w magazynie pomidory, kilka ogórków, rzodkiewkę oraz sałatę. Umyła wszystkie produkty w wodzie i zaczęła od krojenia pomidorów. Obmyła nóż, którym kroiła kurczaka i pokroiła czerwone warzywa w równe plasterki. Skoro pomidory to jagody, to dlaczego są warzywami, a nie owocami? Czyli jagódki powinny być warzywami? - pomyślała przez chwilę Armin. Kiedy ciemnoskóra skończyła z pomidorkami, zaczęła kroić ogórki, również na plastry. Tak samo stało się z rzodkiewką. Kiedy wszystkie dodatki były gotowe, kobieta wyłożyła je na talerze. Sałatę natomiast podzieliła na liście i włożyła je do miseczki. Następnie wyciągnęła chleb i pokroiła go na równe, nie za grube kromki wcześniej umytym nożem. Gotowe skibki włożyła do koszyczka. Trzeba było przyznać, że dla takiej załogi potrzeba było dość dużo jedzenia. - Ja skończyłam. - oznajmiła kobieta spoglądając na mężczyznę. - Jak widzę też finiszujesz. - dodała po chwili. W tej właśnie chwili usłyszała kroki. Obróciła się i ujrzała Dragosaniego, który najwyraźniej czegoś szukał. - A dobrze, jakoś idzie. - zaśmiała się. - Krwi? Wydaje mi się, że nie. Przykro mi. - zwróciła się do wampira. - Za niedługo będzie kolacja. - oznajmiła.

Evening Antarii:
-Nie tak wcale długo- nie dla mnie dodała w myślach od niechcenia. Gdyż dla niej czas nie miał większego znaczenia. -Knowania? Prawda jest taka, że i mnie trochę w mieście nie było. Nawet na Valfden mnie nie było jakiś czas. Musiałam trochę polatać po prostu. I nie tylko. Odpocząć. Choć nie da się, gdy wszędzie zwracają uwagę tylko na moje skrzydła. Wiesz, czasem chciałabym ich nie mieć- westchnęła. -Ale zaraz potem, gdy jestem wysoko nad ziemią, dziwię się jak mogłam bez nich żyć- zaśmiała się krótko. -Teraz będę musiała się trochę zająć "ważnymi" sprawami. Na przykład ziemią, moją gminą w dżungli, w której jeszcze nie byłam. A to prezent. Od Draga- oznajmiła bez większych wyjaśnień.

Aldyn:
Aldyn stał przy burcie wpatrzony w bezkresne wody, gdzie zaraz mają się znaleźć. Oderwał wzrok od hipnotyzujących fal i zrobił krok w tył, zanim zacznie mu się kręcić w głowie. Odwrócił się w stronę pokładu, gdzie znajdowała się reszta załogi skupiona na swoich zajęciach. Trochę przykro mu się zrobiło, gdyż nie może pomóc w pracy przy rzeczach, których nawet nie zna nazwy. To była jego pierwsza podróż statkiem i pierwsza wyprawa tak daleko. Nawet ucieczka na Valfden była prostsza dzięki portalowi. Jednak robił się szczęśliwszy na myśl, że ma bogów po swojej stronie. Całe życie im zawierzył, a teraz niemal cała wyprawa od nich zależy. Zwłaszcza od Nalasa, do którego modlił się od kiedy wszedł na pokład. Prosił go o pomyślne wiatry i spokojne wody. Nieprzyzwyczajony do bujania na statku, chwiejnym krokiem podszedł do Melkiora, u którego zauważył niepokój.
-Witaj Melkiorze, czy kapitanie. Wybacz, nie jestem dobrze zaznajomiony z tymi terminami. Widzę, że coś cię trapi. Może mógłbym ci jakoś pomóc?

Silion aep Mor:
Szybko skończył piec mięso, wyłożył je na duży porcelanowy półmisek by ładnie wyglądały i było je łatwiej pozabierać sobie.
Później wszedł wampir.
- Hej Drago! Co do krwi to w zapasach nie zauważyłem ale może któryś z załogantów zgodzi ci się trochę ofiarować w imię wyższego dobra. - zaśmiał się - Rzecz jasna nie mówię teraz o sobie. - dodał szybko.
- No cóż... To mamy już chyba wszystko? - skierował się do Armin - Ach... Jeszcze masło. - podszedł do kostki masła i ukroił z niej większy kawałek który położył na półmisku.
Stanął na środku kuchni i sprawdził wszystko. Był chleb, było masło, piersi kurczaka, jajka gotowane, warzywne dodatki, brakowało sztućców. Wyciągnął widelce, noże i włożył do małego koszyczka.
Wszystko było gotowe choć według krasnoluda wyglądało trochę biednie, taka jego samokrytyka, mimo wszystko starał się zrobić z tego co się dało.
- Drago, możesz spytać Melkiora czy ma tutaj gdzieś jakąś beczkę z winem? Czymś pasowało by to popić. Bardzo mi tym pomożesz. Z góry dziękuje. - można powiedzieć że nie dał Dragowi dojść do głosu ale może po prostu liczył że wampir ma choć trochę dobre serduszko i pomoże mniejszemu brodatemu przy pracy skoro sam się pofatygował do kuchni.
Krasnolud gdy powiedział co miał powiedzieć zabrał mięso, masło, sztućce i chleb po czym zwrócił się do Armin.
- Moja droga, zabierz te dodatki i jajka, zaniesiemy to na stół pod pokładem. Na przeciwko kajuty w której się śpi. - powiedział i sam jako pierwszy wyszedł z pomieszczenia kierując się właśnie do tegoż miejsca.
Gdy tam dotarł co zajęło około minutę, otworzył niezgrabnie drzwi i rozłożył ładnie na środku stołu jedzenie, starając się przy tym by wyglądało ono dość elegancko.
Rozłożył je i czekał na Armin.


//Aruś, nie burz się o to warzywa, uznałem że skoro dopiero odpływamy z Atusel to one się tam mogły znaleźć. Wykorzystamy je i potem będę używał tylko tych trwałych produktów. ;)

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej