Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości

<< < (110/139) > >>

Armin:
- Obyś miał rację. - zwróciła się do krasnoluda. - Jak zejdę na stały ląd to się położę na ziemi i zacznę ją tulić. - zaśmiała się maurenka. - Wiem, że ławka jest zbyt twarda, ale chyba nie mam innego wyjścia... - dodała po chwili i rozejrzała się, ale nie szukała czegoś na czym by się mogła położyć. Szukała raczej jakiegoś okrągłego, metalowego przedmiotu... Ciemnoskóra poczuła się jakby przez moment odleciała w inny świat. Nudności zaczęła gwałtownie narastać, a twarz maurenki stała się całkiem blada. Statek ciągle kołysał się to w prawo, to w lewo. Armin zamknęła oczy i chciała się jakoś wyciszyć, ale to nic nie pomogło. - Przepraszam Sil... - powiedziała wyrywając się z objęć ukochanego i jak oszalała pobiegła przed siebie. Akurat znalazła to, czego szukała. Wiadro. Kobieta przykucnęła, nachyliła się i można by się domyśleć co się dalej wydarzyło.

Evening Antarii:
-Dlatego też wcale się nie boję. Gorzej jak statek się rozbije, a ja będę musiała dryfować po męczącym locie jak kaczka do brzegu- odparła. I spojrzała na tą jakże romantyczną sytuację, w jakiej znalazła się Armin.
-Jeszcze dziesięć takich wypraw i się przyzwyczaisz - zaśmiała się. -Na to nawet sen nie pomoże. Obudzisz się pewnie w jeszcze gorszym stanie- mimo wszystko anielica próbowała jakoś pomóc. Ale przecież się nie dało. Jedyna nadzieja w tym, że morze się uspokoi i nie będzie fali.
-Taki odważny jesteś? Małego nietoperka wiatr szybko strąci do wody. Ale gdy się wypogodzi, czemu nie. Lecz wtedy to już chyba będziemy w pobliżu Torgonu i zacznie się najgorsze...

Kenshin:
Cała załoga w kambuzie była dziwnie spokojna! Ork nie wiedział czemu to zawdzięczają, a on sam myślał, że zaraz okręt się przewróci i wszyscy zginą poza panną Anatrii nieśmiertelną anielicą. Ventepi na co mi był ten rejs? Zapytał boginię, na którą liczył w tym momencie. Kesnhin jednocześnie zaprzestał jeść, bo po prostu nie mógł jak zobaczył Armin, która dorwała się do wiadra robiąc wiadomo co. Jednak nawet ten sztorm nie pozbawił go dobrych manier, bo pomimo szalejącego sztormu poszedł pozmywać po sobie inni mogli zachodzić w głowę dlaczego to robi, bo skoro w każdej chwili mogą utonąć to brudne naczynia umyją się samoczynnie, jednakże druid to robił aby się czymś zająć i starając się zapomnieć o teraźniejszości. Właściwie to nie wiedział jak zareagować na propozycje Draga, którą skierował do Evening jedynie co mu przyszło do głowy to jedno magiczne słowo. Szaleńcy! Jakby mało mięli atrakcji na dzień dzisiejszy!

Dragosani:
Drago zaśmiał się, gdy usłyszał o dryfowaniu Evening. Nie rozśmieszyły go same jej słowa, co.wyobrażenie tego. Taka anielica unosząca się na wodzie na plecach, ze skrzydłami równo przylegającymi co wody, jak u ćmy czy innego motyla w podobnej sytuacji. I machałaby tak bezradnie nogami w górze, nie mogąc się odwrócić! Komiczny widok. Jednak nie uznał za konieczne podzielenia się tym wyobrażeniem.
- Pamiętam jak kiedyś próbowałem lotu w hemis, w zamieci śnieżnej - rzekł zamiast tego. - Cóż, nietoperze.zmysły średnio wtedy działają. Niewiadomo skąd pojawiło się przede mną drzewo. Obudziłem się jak jakiś lis się mną zainteresował.

Evening Antarii:
-Ja jeszcze nie miałam takich przygód, że się z czymś zderzyłam. JESZCZE- trzeba było to zaakcentować. Przecież im więcej się lata, to niby nabiera się wprawy, ale jest się bardziej rozkojarzonym, bo przecież się to umie. Ostrożność zaś trzeba zachowywać zawsze.
-Nie odmroziłeś sobie skrzydełek?- zaśmiała się.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej