Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Silion aep Mor:
- Ja niemrawy? Wydaje ci się, spójrz jaką mamy dziś piękną pogodę - uśmiechnął się nieznacznie - A tak na poważnie to nie wiem o co chodzi, może morze tak na mnie działa, nie wiem, może to odosobnienie daje mi sie we znaki. Zauważyłem że zdarza mi się często podczas tego rejsu spędzać samotnie chwile w jakichś ciemnych kątach, tak jakoś wychodzi. Wszystko jakby się działo dla mnie zbyt szybko. - skrzywił się.
- Cóż, mimo wszystko od kubeczków wolę kości bo w kubki nie idzie z tobą nijak wygrać - zaśmiał się - Spróbujesz się w tą krasnoludzką grę? - zapytał.
Spojrzał na słabą i smutną maurenkę i zrobiło mu się bardzo smutno na sercu. - Chcesz by pobyć przy tobie chwilę aż zaśniesz?
//Aruś, krasnoludzki poker różnił się czymś od zwykłych kości?
Evening Antarii:
-Nie jestem do końca przekonana, czy to sprawka tylko i wyłącznie morza. Dużo się wydarzyło... faktycznie...- Eve nie wiedziała co poradzić krasnoludowi. Pewnie nie był zbyt chętny, by jej się zwierzać. -To przez monotonię. Mnie też już zaczyna łapać coś w stylu depresji. Niedługo dopłyniemy, wtedy nie będzie czasu na takie rozmyślania- stwierdziła.
-Nie, dziękuję. Dość hazardu na dziś- także się uśmiechnęła. -Poza tym ten sztorm... Nigdy nie przeżyłam tak silnej burzy- dodała cichym, zaniepokojonym głosem.
-Armin, lepiej się nie kładź, w kubryku jeszcze gorzej będziesz się czuła. Tak mi się wydaje. Za nisko i głośno od fal pewnie...
Armin:
- Eve ma rację, no dole będzie jeszcze gorzej. - powiedziała maurenka zmęczonym głosem. Ponownie zrobiła się blada i wróciły do niej nudności. Sztorm i burza zupełnie nie były ciemnoskórej na rękę. Przez to zaczęła czuć się jeszcze gorzej i już teraz raczej nic jej nie pomoże... - Może jest tutaj jakaś dłuższa ławka albo coś takiego... - kobieta zaczęła szukać wzrokiem czegoś, na czym mogłaby się położyć.
Silion aep Mor:
Mężczyzna tak więc odłożył kości i wszystkie przyrządy do gry na stół.
- Raczej omija mnie wszystko co fajne. - szepnął do anielicy.
Mężczyzna przysunął się bliżej do ciemnoskórej kobiety po czym otoczył ją ramieniem i przytulił. Co jak co ale taki gest zawsze podnosi na duchu.
- Będzie dobrze, jeszcze tylko jutro. - uśmiechnął się delikatnie - Mimo wszystko uważam że na ławce nie będzie ci zbyt wygodnie. Stara drewniana ława to raczej ostateczność a nie szczyt komfortu poza tym mało tu miejscam.
- Zdrzemnąłbym się, brakuje mi snu. - dodał mi chwili.
Dragosani:
- Nie martw się, Eve. Teraz, jako anielica, na pewno tę burzę przeżyjesz - odparł.Drago, nawet nie zauważając jak bardzo źle jego słowa zabrzmiały. A może.właśnie powiedział akurat to całkiem świadomie? Diabli go wiedzą. Podniósł butelkę z krwią do ust, ale nagły przechył statku sprawił, iż tylko uderzył się w wargi jej szyjką. Zaklął pod nosem. W jakimś obcym języku, chyba starowampirzym. Wszak nie wypada blizgać przy damach! Więc równie dobrze mógł powiedzieć "motylek" czy coś. Spróbował jeszcze raz się napić i teraz się udało. Zakorkował butelkę. Resztę wypije sobie jak się morze uspokoi.
- A co byś powiedziała na wspólny lot w taką pogodę? - zażartował, wyszczerzając się.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej