Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości

<< < (93/139) > >>

Evening Antarii:
Evening dosiadła się do reszty. Super, kolejny powód do picia. Chyba tylko na tym im zależało. Ale nie dziwiła im się wcale. Także miała na to ochotę. Bez słowa nalała więc sobie trunku do kubka i szybko wypiła. Musiała strasznie wyglądać, załzawiona i jeszcze z grymasem na twarzy. Wytarła nos w rękaw, nic lepszego się nie znalazło. Siedziała tak ze zwieszoną głową przy stole i próbowała nie myśleć o smaku krasnoludzkiego wynalazku.

Melkior Tacticus:
I zasnęła nad niemal pustą flaszką.

//Fast travel.

6. Sześć długich dni później. Byli gdzieś na Oceanie Zarkoru, między Kontynentem a Doral. ÂŚmierć Salazara u większości załogi zaczęła schodzić na drugi plan. Teraz musieli się skupić. Po prawej mieli okupowany Ilusmir, po lewej zaś anarchistyczne Doral. Za niecałe dwa dni dopłyną do celu. Był wieczór. Armin troszke chorowała*, [member=26120]Silion aep Mor[/member] i Melkior gotowali a reszta...


//*Choroba morska  ;[

Armin:
Armin straciła rachubę po którymś kubeczku. Czwarty lub piąty. Komu by się chciało liczyć, to teraz nie było zupełnie ważne. Ciemnoskóra usłyszała kroki i zauważyła, że Evening do nich dołączyła. Tak, dołączyła do zapijania smutków. Po prostu świetnie, ale co innego można było w tej sytuacji zrobić?
Maurenka widziała wcześniej, że anielica ciężko przeżyła śmierć jej przyjaciela. Gdyby ona straciła by kogoś bliskiego z pewnością również by go opłakiwała. Po policzkach Eve nie spływały już słone łzy, ale twarz nie wyglądała na zbytnio uspokojoną. Armin wyprostowała się, przybliżyła do anielicy i mocno ją przytuliła. - Będzie dobrze. - powiedziała na ucho przyjaciółki. Pragnęła, by nie przejmowała się tym aż tak bardzo. Chciała jej pomóc, a to był jedyny sposób jaki jej w tej chwili przyszedł do głowy.

Kilka dni później Armin stała na pokładzie statku i przyglądała się widokom. Niestety dopadła ją choroba morska i ciemnoskóra troszeczkę cierpiała. Stała przy burcie cała blada. Bujanie statku nie pomagało jej w przetrwaniu tej durnej choroby. Maurenka próbowała być silna, ale niestety wymioty robiły swoje. Co jakiś czas musiała zjedzone posiłki oddać bogu morskich odmętów Nalasowi. Ciemnoskóra miała już dość tej wyprawy i zrezygnowana usiadła przy burcie.

//Nie musiałeś przypominać.

Dragosani:
Jakoś tak przypadkiem i Dragosani znalazł się przy tej burcie. Bynajmniej nie z tego powodu co Armin. Ot, przechodził obok. Widząc wyczerpaną chorobą morską Armin, przystanął obok, opierając się o barierkę.
- Pamiętam swoje pierwsze rejsy - powiedział. - Rzygałem cały czas i ustać na nogach nie mogłem. Wołali na mnie "prezes". Tak niby mówili wtedy na osoby z chorobą morską. - Trochę nagiął fakty. Nie pamiętał swoich pierwszych rejsów. Ale też nie kojarzył, aby cierpiał na tę morską przypadłość. Jednak jakie to miało znaczenie?

Armin:
- Ale tobie przeszło... - powiedziała blada maurenka. Chociaż, czy maureni mogą być bladzi? - A mi nie i muszę się z tym użerać, a to zbytnio przyjemne nie jest. - dodała patrząc się na wampira. - Prezes? Dlaczego prezes? - zwróciła się do Dragosaniego.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej