Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Dragosani:
Wampir wzruszył ramionami.
- Nie mam pojęcia, to chyba taka tradycja. Wątpię, aby nawet sami żeglarze znali genezę tego określenia - wyjaśnił. Istotnie nie miał pojęcia czemu akurat takiego słowa używano. Ale cóż, z tradycjami żeglarskimi się nie dyskutuje.
- Ale masz rację, przeszło mi. Z tym, że miałem odrobinę więcej czasu na uodpornienie się, niż ty - powiedział jeszcze, trochę żartobliwym tonem.
- Ale mogę doradzić jedno. Staraj się nie połykać - dodał. Po prostu musiał powiedzieć coś chorego.
Armin:
Ciemnoskóra jedynie uśmiechnęła się. Jeżeli wampir nie wiedział skąd pochodzi to określenie, to już chyba nikt tego nie wiedział.
- Odrobinę. Dobre określenie. - zaśmiała się maurenka. Skoro kilkadziesiąt czy kilkaset lat to odrobina, to czym będzie cała wieczność? Dłuższym momentem? - Wierz mi, wszystko co mi podchodzi pod gardło, tego nie połykam. Nalas się ucieszy, że coś ode mnie dostanie. - powiedziała trochę zrezygnowanym głosem. - Powiedz mi, bardzo źle wyglądam? - zwróciła się do Dragosaniego.
Dragosani:
Wampir spojrzał na maurenkę. Spojrzał od prawej i od lewej. I od góry też, bo przecież on stał, a ona siedziała. Oceniał jej wygląd. Wszak o to zapytała, a chciał odpowiedzieć jak najlepiej. Jak najdokładniej. I, oczywiście, jak najbardziej szczerze. Nie lubił fałszywych komplementów.
- Szczerze? - zapytał. - To tak średnio. Ledwo siedzisz i blada jakaś jesteś. Nie sądziłem nawet, że to u maurenów możliwe. Ale przynajmniej nie leżysz zarzygana w kącie - wystawił werdykt.
Armin:
- Czyli nie jest bardzo źle? - upewniła się ciemnoskóra. - To dobrze... Chociaż średnio mnie nie zadowala. - dodała po chwili namysłu. Ostatnim razem, kiedy płynęła statkiem choroba morska specjalnie jej nie zaatakowała. Teraz chyba mści się podwójnie... - Widzisz, każdy uczy się przez całe życie. Nie przypuszczałbyś, że maureni mogą być bladzi, a tutaj proszę - masz żywy dowód. - zaśmiała się. Szczerze mówiąc, ona sama nie wiedziała, że jej rasa może być blada. - Fakt, nie leżę zarzygana. Na razie jeszcze siedzę. - powiedziała niepewnie kobieta. - Wnioskuję z tego, że opinia jest dosyć optymistyczna. - uśmiechnęła się leciutko. Miała nadzieję, że nudności nie wrócą tak szybko jak się tego spodziewa.
Dragosani:
- Hmm... - zamyślił się Drago i spojrzał w stronę zejścia pod.pokład. Gdzieś tam powinny kryć się krasnoludy, ich trunki i inne siły ciemności.
- Może poszukaj Yarpena albo Domenica. Nie zdziwiłbym się, gdyby mieli gdzieś jakiś swój specyfik na chorobę morską. - Coś mu mówiło, że jeśli ktoś na tym statku ma coś, co mogło ulżyć Armin, to tymi osobami były właśnie krasnoludy.
- Chociaż zapewne to co.dadzą, wypali ci gardło... - dodał jeszcze, gdyż był tego pewien.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej