Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Kenshin:
No i odpłynęliśmy. Powiedział w sobie duchu Kenshin i robiąc sobie tymczasową przerwę postanowił połazić po pokładzie. Wiaterek wiał dość przyjemnie a jednostka nabierała rozpędu. Ork już nie mógł się doczekać posiłku jaki zaoferuje jeden z niższych towarzyszy podróży a chodziło mu tutaj o Silliona oraz jego znacznie wyższą pomoc, a mianowicie chodziło mu o nieznajomą czarnoskórą kobietę. Jednak nim kiszki mu marsza zagrały postanowił zaczepić i porozmawiać ze starym Salazarem w nowym ciele, bo praktycznie jego jedynego znał tutaj najlepiej! Innych dopiero pozna później, o ile będą chcieć.
- Kopę lat Salazarze, co tam słychać? Wyciągnął swoją czarną dłoń w geście powitania.
Canis:
Słysząc rozdawanie obowiązków... cichcem wymknął się z towarzystwa czym prędzej starając się nie wzbudzić niczyjego zainteresowania.
Słysząc kenshina aż się wzdrygnął bowiem inny plan pełznął mu po głowie i słowa orka wyrwały go z zadumy niczym grom z jasnego nieba. wyciągnął dłoń do orka i uścisnął, więcej pokierował drugie ramię da bark w geście przyjaźni i uśmiechnął się.
- Bardzo miło mi cię widzieć... - powiedział bardzo miłym głosem rozglądając się dookoła. - Ale nie teraz... - powiedział i mrugnął oczkiem puszczając dłoń orka i zabierając swoją od jego ramienia. Rozejrzał się prędko wracając do siebie niczym bo nagłym zderzeniu z okrutną rzeczywistością. Dalej ruszył...
Widząc stojącą przy burcie bajkową postać ze skrzydełkami, widząc to co go nie tylko onieśmielało co pobudzało jego osobę do uczuć zwanych przez mędrca Assorta - wyższymi, nie mógł przejść obok, obojętnie. Podchodził... nie robił tego cicho... bezszelestnie czy z gracją... nie, zwyczajnie podszedł, no tak normalnie. Będąc tuż obok, delikatnie wyciągnął dłoń i musnął ostatnie piórka, lotki palcami chcąc jakby ostrzec bezsłownie, że się zbliża, jakby jego buciory stukające o pokład nie robiły dość dużo hałasu. Stanął obok opierając jedną dłoń na burcie, drugą, kładąc tuż obok dłoni Evening... Spojrzał tam w dal, w kierunku oddalającego się miasta portowego... Spojrzał po chwili w bok na Evening i delikatnie malutkim paluszkiem zahaczył jej palec co by zwrócić jej uwagę na siebie.
- Mhm... Czy coś cię trapi? O czym tak myślisz? - Zagadnął wpierw przekrzywiając głowę unosząc wbrew i jeszcze delikatnie próbując się uśmiechnąć.
Kenshin:
Ork nie wiedział jak powinien zareagować na taki gest Slazara, ale na twarzy druida dało się zauważyć wiele emocji jak radość, smutek, rozpacz, a na końcu dziwną wesołość! nie wiedząc czemu, jednakże trwało to chwilę, bo w końcu oprzytomniał a na poważnie wyglądało to dziwnie, przez ten ułamek sekundy!
- Rozumiem.
Odpowiedział Slazarowi kiedy ten puścił jego dłoń i poszedł do panny Evening to wiele pytań narodziło się w jego głowie, niektóre były wręcz banalne. Ork w końcu wzruszył ramionami i poszedł dalej zwiedzać okręt aż zawołają na posiłek bądź będzie miał okazje z kimś innym do pogadania, o wszystkim i o niczym.
Melkior Tacticus:
Oparty o ster Melkior zastanawiał się kiedy im powiedzieć, gryzło go to że oszukał wszystkich. Ale z drugiej strony... sytuacja tego wymagała.
- Ahmed, zmień mnie.
- Mhm. Mruknął mauren zamieniając się miejscami z elfem, ten zszedł na pokład by się przejść i w spokoju popatrzeć na ostatnie widoczne światełka z Atusel. Długo ich nie zobaczą, o ile zobaczą z powrotem w ogóle. Eve miała to szczęście że była nieśmiertelna. Melkior "pufnął" sobie. i oparł się o reling. Pod morską tonią zauważył delfina płynącego tuż obok i co i rusz wyskakującego z wody.
Armin:
- Najważniejsze to zachowanie spokoju. - zaśmiała się ciemnoskóra. Uważnie przyglądała się produktom, które były dostępne. Wybór nie był duży, ale również nie był wcale taki mały. - Jeżeli chcemy zrobić coś bardziej treściwego to faktycznie dobrym pomysłem byłby gulasz z dodatkiem aromatycznych przypraw i ziół. Natomiast jeśli chcemy małą kolację to możemy podsmażyć śledzie. Albo zróbmy piersi z drobiu podawane z ziemniakami... - w tym momencie to nawet maurenka nie wiedziała co zrobić na kolację. - Gulasz można zrobić na obiad, ja natomiast jestem za drobiem. - Armin po chwili namysłu wyraziła swoje zdanie. Miała nadzieję, że chociaż odrobinę pomogła mężczyźnie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej