Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Melkior Tacticus:
Durshlak i Borug zawinęli ciało Salazara w szmaty, obwiązali je łańcuchem i na komendę Melkiora wrzucili je do morza. Melkior głośno westchnął, dopiero teraz, gdy zeszła zeń adrenalina poczuł że jest mu zimno. Wzdrygnął się i zszedł do kambuza, grzejąc się przy kuchni i resztkach cebulowej, nie omieszkał też wychylić pavulonu wciąż stojącego na stole.
//Zmierzcha
Evening Antarii:
Anielica nic nie powiedziała. Ciało, wrzucane do morza, odprowadziła wzrokiem. Potem zwiesiła głowę i walczyła sama ze sobą, żeby nie rozpłakać się jeszcze bardziej, choć w nocy pewnie i tak tego nie uniknie. Zagryzła wargi na których czuła słony posmak. Czuła wstyd, że okazała słabość, chyba jako jedyna. Tylko że ona miała w głowie te słowa i gesty Salazara o których przecież nikt inny nie miał pojęcia. Skrzyżowała ręce na piersi, jakby chciała się od tego odciąć. Po drodze jednak znalazła na ziemi Kulę Północy. Wiedziała, co to za przedmiot. Pod wpływem magii statek zamknięty wewnątrz zaczął swą walkę z falami. Prószył śnieg. Chwilę potem cała sceneria znów była nieruchoma. Kulę schowała do kieszeni.
Powoli ruszyła w dół, pod pokład. Chyba ten trunek krasnoluda będzie jedynym ratunkiem przed przygnębiającymi myślami...
Gorn Valfranden:
Gorn z racji tego że zgłodniał gdyż jako jeden z niewielu nie poszedł na posiłek przygotowany przez elfa teraz poszedł do kantyny. Nalał sobie zupy i wziął kilka kromek chleba do niej. Jadł powoli i spokojnie przeżuwając każdy kęs jedzenia. Tymczasem zaczęło już zmierzchać.
Armin:
Ciemnoskóra nawet nie wiedziała co myśleć. Salazar już nie żył i wszyscy musieli się z tym pogodzić. Niektórzy nie przeżywali tego prawie wcale, a inni zataczali się w żałobie. Maurence było przykro, ale nie chciała tego okazywać. Nie lubiła pokazywać innym swoich słabości, wolała być twarda, lecz w niektórych sytuacjach po prostu się nie da.
Kiedy ciało zostało rzucone do morza, Armin poszła na praktycznie sam koniec pokładu i usiadła na pokładzie. Zwróciła swój wzrok na księżyce, które właśnie wędrowały po niebie. Wyglądały pięknie na tle gwieździstego nieba. Może ten widok odwróci myśli maurenki od tego co się przed kilkoma minutami stało. Siedziała sobie patrząc przed siebie i starając się nie myśleć o tamtym wydarzeniu. Jedynym sposobem na nie myślenie jest upicie się. - pomyślała ciemnoskóra po czym wstała i udała się do kambuzy. Tam znalazła wódkę Domenika. Usiadła przy stoliku, nalała sobie do kubeczka i wypiła całą zawartość. Piekący smak przeszył jej organizm, ale kobieta się tym nie przejęła. Bynajmniej. Nalała sobie nawet drugi kubeczek i równie szybko wypiła go jak pierwszy.
Kenshin:
Ork spojrzał jeszcze na chwilę na ciało w wodzie, nie wiedział co o tej sytuacji sądzić i skąd ta nagła choroba? Wyglądał i zachowywał się normalnie i zdrowo. Kenshin w milczeniu poszedł do kambuza, bo wiedział, że żadne słowa nie pomogą a jakoś trzeba to przeboleć i milczenie jest właśnie jedną z tych rzeczy. Kesnhin już wiedział, że ta wyprawa nie będzie tą samą beztroską jaka była przed chwilą. Teraz każdy będzie się zastanawiał nad własnym życiem i wyborach jakich dokonał do teraz! Taka powinna nastać melancholia i liczył na to, że ktoś w końcu złamie tą mowę milczenia będąc już w kambuzie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej