Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości

<< < (91/139) > >>

Domenik aep Zirgin:
Jo pirdziele... Przydałby sie jaki sztorm, albo krajken coby towarzystwo rozbawić... Pomyślał schodząc do kambuza z dodatkowymi dwiema butelkami Pavulonu, wiedział że się przydadzą.

Dragosani:
Dragosani zaś nie spoglądał na wodę, nie odprowadzał wzrokiem ciała. Mogło się to wydać trochę bezduszne, ale wampir był po prostu przyzwyczajony do tego, że wszyscy wokół niego umierają. Sam nie musiał obawiać się śmierci naturalnej, więc żył, jeśli tylko uważał na tyle i miał na tyle szczęścia, aby nie zostać rozerwanym przed demona, czy inną paskudę. Za swojego życia widział już wiele śmierci. Musiał do tego przywyknąć, aby nie oszaleć. Taka była cena nieśmiertelności.
Powoli zapadał zmierzch. ÂŚwiatło słońca opornie, lecz nieubłaganie, ustępowało ciemności nocy. Oddawało to całkiem dobrze nastrój jaki dopadł załogę. Wampir złowił wzrokiem Evening, która schodziła pod pokład. Niepokoił się o nią. Była tutaj bez wątpienia najpotężniejsza. Kluczowa dla powodzenia misji. Nie byłoby dobrze, gdyby pogrążyła się w rozpaczy. Tak sobie racjonalnie tłumaczył ten niepokój. Jednak w głębi umysłu dobrze znał jego powód. Po prostu nie chciał brać go pod uwagę. Zszedł pod pokład, rozmyślając co by tu zrobić. Rozumiał, że coś zrobić powinien.

Armin:
Maurenka wyciągnęła ponownie rękę w stronę butelki z alkoholem. Nalała sobie wódki do kubeczka i patrzyła się przez pewien czas na ciecz, która przelewała się w naczyniu. Po paru chwilach bezsensownego wpatrywania się w szklankę podniosła ją i wypiła zawartość. Nie przeszkadzało jej już zupełnie pieczenie, które rozprzestrzeniało się w przełyku i żołądku.
- Kuźwa, jaki ten świat niesprawiedliwy... - powiedziała cicho ciemnoskóra.

Domenik aep Zirgin:
- Wiem dziecino. Odparł klepiąc maurenke po plecach, tam gdzie dosięgnął. - Ja tyż straciłem coś bliskiego.

Kenshin:
- Prawda.
Wtrącił się ork do tematu maurenki. Sam ponownie sobie nalał pavulonu, który przyniósł Domenik i bez większego żalu pociągnął na raz zawartość kubeczka. Pieczenie już tak nie bolało jak wcześniej, bo strata towarzysza bolała znacznie mocniej. Jednak cóż czas Salazara minął i trzeba było teraz jakoś z tym żyć a alkohol był dobry w takim przypadkach, aby się jakoś odstresować, zapomnieć i wrócić w końcu do szarej normalności, którą tworzyli pozostali członkowie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej