Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości

<< < (8/139) > >>

Silion aep Mor:
//To samo co ty zrobiłeś w jednym poście, mogło by zrobić kilka osób nie tracąc na klimacie :(
Co znaczy "kiep"?  ;[

Krasnolud dosłyszał słowa Melkiora o gotowaniu i zaciekawił się tematem. Podszedł bliżej.
- Melkiorze, jeśli potrzebuje kucharza czy coś, to ja mogę. - rzekł wesoło - Chociaż nie chciałbym zabierać innym zajęcia. - tutaj spojrzał na Dragosaniego.
Oparł się o burtę i przyglądał się uwijającym się orkom.

Evening Antarii:
Eve zignorowała krzyki krasnoluda o bagażu. Udała, że nic nie wie. Poza tym, ona nic na środek nie rzucała! Osobiste rzeczy położyła gdzieś obok łóżka, by mieć wszystko pod ręką i w razie czego pilnować. Teraz zaś stanęła przy burcie spoglądając na Atusel niechętnie. Gdyby nie duży port, z miast wciąż byłaby wiocha jakich wiele. ÂŻycie mieszkańców byłoby monotonne, a tak co rusz jakaś atrakcja. A to statek pełen szlachciurów wypływa w morze, a to mężowie wrócą z wojaży - często bez grosza, a nawet uzębienia. Brak witamin w marynarskim jedzeniu jest powszechnym zjawiskiem.
Nic nie mając do roboty (A przecież taka monotonna będzie cała podróż, aż do samego celu.) Eve oparła ręce o balustradę i nasłuchiwała to pokrzykiwań kapitana, to złorzeczeń krasnoludów, a potem jak Drago coś mówi o włosach na jajach. W skrócie: zapowiadała się przyjemna verisowa podróżu ku cieplejszym niż Valfden wyspom.

Gorn Valfranden:
//Kiep to usunąłem bo zapomniałem. A co do pracy na Okęcie to jeszcze cumy trzeba zarzucić.

Kenshin:
- Zatem pomogę ze wszystkim czym będzie potrzeba. Powiedział Ork słysząc a, że już jednostka ma odpływać reszta jak krzyki, wrzaski brodaczy go nie interesowały, gdyż czarny ork nie miał praktycznie bagażu! Odziany był skromnie i tak samo pozostał przygotowany na ewentualne walki. Zatem druid postanowił pomóc uwijającym się orkom, przy kotwicy a później miał zamiar pomóc im przy masztach. Kenshin nie cierpiał na brak zajęcia na ten moment, więc szybko wziął się do roboty i zaczął kręcić wajchą, do której przyczepiony był łańcuch z kotwicą. Kręcenie szło mu całkiem sprawnie z racji swojej wrodzonej siły, ale i tak musiał się sporo napracować do tego stopnia, że aż się spocił! ÂŁańcuch powoli zaczął piąć się w zwyższ, zwalniając statek z okowów cumowania w porcie. Kiedy skrzypiący łańcuch znalazł się na szpuli a  kotwica była już gotowa do ponownego użytku to czarny ork na szybkiego poszedł rozwinąć żagle. Druid podchodząc do masztu pomógł pozostałym orkom odwiązywać liny a następnie przywiązywać je do specjalnych otworów, by można w krótkim czasie podczas nagłego przypadku rozwiązać i zmienić ustawienia żagli. Kończąc swoją pracę postanowił ogłosić.
- Kotwica w górze! ÂŻagle rozwinięte!   
Teraz czekał, żeby ktoś go zaprosił do rozmowy, bo tak samemu to smutno trochę!

Melkior Tacticus:
- Nie Drago, nie chcę byś podpalił przez przypadek Ocean. Odparł wampirowi, orkowie przy pomocy specjalnych tyczek odepchnęli okręt od nabrzeża, Melkior zakręcił sterem ustawiając się ku wyjściu z portu. "Perła" nabrała wiatru w żagle i rozpoczęła podróż.
- Silionie, skoro potrafisz to oddaje kambuz w twe ręce.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej