Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości

<< < (52/139) > >>

Silion aep Mor:
Krasnolud szybkim ruchem zdjął z pleców swój stalowy topór po czym szybko przebiegł po kładce na wrogi okręt, zaraz za Ashogiem.
Przywitany został szybkim cięciem od góry, mężczyzna zablokował cios trzonkiem swej broni po czym wprawił ciało w ruch obrotowy i z impetem uderzył pirata ostrzem topora w plecy.
Rubinowo czerwona krew trysnęła z ciała oponenta powoli zalewając pokład statku, ciało wygięło się w nienaturalny sposób lecz o dziwi przeciwnik miał na tyle silnej woli by zadać jeszcze jeden desperacki cios od lewa na prawo.
Krasnolud odskoczył w tył po czym zamachnął się i uderzył od góry w głowę przeciwnika.
Człowiek padł martwy...

0xPirat

Melkior Tacticus:
Nastał cisza, taka cicha i złowroga cisza. Jednakże nic się nie stało, nie przyleciał smok, kraken czy inny lewiatan. Chociaż ten ostatni leżał martwy na dnie oceanu. Melkior zawiesił kuszę przez ramię i przeszedł na "ÂŁososia".
- Bierzcie co chcecie. Rzucił krótko i sam wpierw udał się do trupa kapitana którego dokładnie przeszukał. Zabrał pistolet, oraz zestaw kluczy. Nic wartościowego.

Nazwa broni: pistolet pirata
Rodzaj: pistolet skałkowy
Obuch: 15 + obuch materiału pocisku
Opis: Wykonany z 0,57kg stali Valfdeńskiej i 0,37kg drewna o zasięgu do 50 metrów, uszkodzony

Nazwa: Pęk 8 kluczy
Opis: No... pęk 8 kluczy

Dragosani:
Dragosani chciał coś wziąć. Nie kosztowności czy broń, nie potrzebował takich śmieci. Ale chciałby zrobić sobie zapasy. Aby takowe zrobić potrzebował jednak naczyń. Przy sobie miał jedno, fiolkę o pojemności trzech dziesiątych litra. Trochę mało. Złapał za nogę jednego z trupów (tego, którego zastrzelił) i zaciągnął go pod drzwi prowadzące pod pokład pirackiego brygu. Chciał tam poszukać jakiś butelek i pozyskać krew. Tak nie na widoku, coby nie narzekali co wrażliwsi członkowie załogi. Wampir spróbował otworzyć drzwi. Wszak mogły być zamknięte na klucz, czy coś.

Armin:
Maurenka schowała kuszę i sztylet. Na razie bronie nie będą potrzebne, chyba. Armin rozejrzała się dookoła, nikt z jej towarzyszy nie była ranny, co było dobrym znakiem. Chociaż wiadomo było od samego początku starcia, że piraci byli przeciwnikiem słabym, o ile można ich nazwać przeciwnikami. Byli raczej nic nie umiejącymi ludźmi. To wszystko...
Ciemnoskóra również ruszyła na drugi, o łososiowych żaglach okręt. Podeszła do mężczyzny, którego trafiła prosto w szyję żelaznym bełtem. Przykucnęła przy nim i stanowczym, dość silnym ruchem wyciągnęła bełt z krtani morskiego złoczyńcy. Wytarła metalową część, która była cała ubrudzono ciemnoczerwoną cieczą, w ubranie zmarłego i schowała bełt do kołczanu. Przy okazji zaczęła przeszukiwać trupa. Kto wie, może będzie miał coś ciekawego w kieszeniach...

26+1= 27 bełtów

Evening Antarii:
Eve równie ochoczo jak inni ruszyła na pokład wrogiego statku. Choć teraz to on nie był wrogi. Omijała trupy z wbitymi strzałami i te mocno pocięte przez miecze. Uważała na kałuże krwi.
Anielica szukała zaś kompasu. Nie jakiegoś drogiego, przesadnie zdobionego kompasu, tylko zwykłego urządzenia nawigacyjnego. Mogło być w formie małej okrągłej szkatułki, którą się otwierało, a w środku igła pokazywała kierunek północny. Zwykle kompas powinien być gdzieś przy kapitanie, mógł go mieć na przykład w wewnętrznej kieszeni. Podeszła do trupa kapitana, przy którym szperał już Melkior.
-Pistolet? Ja najpierw musiałabym nauczyć się strzelać- zagadnęła Eve. -Szukam kompasu, powinien być choć jeden na statku. Chyba że stopił się bo był przy którymś z tych piratów, których ja zabiłam- anielica przeszukiwała kieszonki w obraniu kapitana.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej