Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości

<< < (47/139) > >>

Kenshin:
- Jednak wróg. Stwierdził posępnie. No i okazało się kim są ludzie, którzy płyną na spotkanie z wesołą załogą "Czarnej perły", a byli to nie kto inni niż piraci! Ork już wiedział, że musi złamać dane słowo o nie zabijaniu i będzie zmuszony pozbawić kogoś życia, ale że robi to dla dobra załogi pozwalało mu na uspokojenie swojego sumienia. Kenshin wiedział, co ma robić zabrał jedną zwykłą kulę oraz trochę prochu proch nasypał na tył armaty tam gdzie należy to wszystko podpalić, aby wystrzelić niestety druid zapomniał jak to powinno się prawidłowo nazywać, nie miej jednak wiedział co robi. Następnie przygotowując dalej działo wsadził armatnią kulę prosto do lufy. Kule były wielkości jego dłoni, więc nie miał zbyt większych trudności ze wzięciem ich, ale innym nie było tak łatwo, jakby można było się wydawać. Teraz jeno pozostało poczekać na dogodną odległość i z jednej armatki można było wystrzelić. Ork swoje czynności z armatami robił akurat na bakburcie. 
- Ja już jedną przygotowałem. Teraz pozostało zrobić to z pozostało siódemką, ale trzeba wszystko przyspieszyć, także do roboty!
Zakrzyknął i rozpoczął przygotowywać pozostałe działa według schematu najpierw proch na zapalnik a później kula do lufy. Starał się w pełni sił i możliwości wyrobić się na czas zanim piraci oddadzą pierwsi salwę!

Melkior Tacticus:
//Armin nie ma Wilka Morskiego, ona siem nie zna  ;[

Melkior był zdziwiony, ten szlak powinien być bezpieczny. Byli teraz na wysokości Mor Andor, 53 mile morskie od brzegu, za czasów Gordiana wody wokół Valfden były jakieś bezpieczniejsze.
- Eve, piraci zawsze atakują na otwartym morzu. Zawsze na szlakach handlowych. A to trasa na Zuesh i Chatal, zresztą ponoć na archipelagu jest piracka melina.

Canis:
- Ty się archipelagu nie czepiaj. Ja już raz z fajerwerkami do wody wpadłem... A czy tam są czy nie tam... gdzieś są, jak nie tam to gdzie indziej i niezależnie gdzie z morza się ich nie wypleni... - zauważył wychodząc z tej noclegowni pod pokładem gdzie zaszył się unikając obowiązków cicho pod pierzyną. - ÂŁadnie się bawicie no, ładnie. - Zauważył tak doglądając jak ludzie masują, pieszczą głaszczą lufy armat.

Silion aep Mor:
- My się nie bawimy a ty łap za kule i ładuj armaty bo ponownie jak Evening opierniczacie się po całości. - rzekł z zawadiackim uśmiechem ładując kulę do ostatniej, czwartej, armaty po swojej stronie burty.
Przyturlał beczkę z prochem, otworzył ją i zaczął napełniać nim mechanizm który upodobał sobie nazywać zapalnikiem. Sypał do każdego z nich po równo prochu, potem dokładał lont.
Po chwili działa były gotowe do strzału, odwrócił się i oparł o żagiel.
- Dlaczego wy macie takiego lenia? To nie wakacje. - zapytał z krzywą miną, drapiąc się po brodzie.

Dragosani:
Spod pokładu, z kuchennej nory, wyszedł również Dragosani. Oczywiście w pełnym pancerzu, skrywającym całe ciało. Wszak słońce świeciło jak oczy krasnoludzkiego bankiera na widok złota. W prawej dłoni .jak krzywy nóż kuchenny. W lewej cebulę.
- Co się tu znowu dzieje? - zapytał. - Jak mam tę cebulę obrać to... - Zupełnie przypadkowo spojrzał w kierunku, z którego nadpływali piraci. - Aaa... - Odrzucił nóż i cebulę na bok, obok zejścia pod pokład. Na później. - To co, kroimy frajerów? - nieświadomie zacytował pewną rudą piratkę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej