Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości

<< < (46/139) > >>

Evening Antarii:
Eve z nudów bawiła się piórem, które jej wypadło. Obserwowanie morza było jednym z bardziej monotonnych zajęć, jakie można sobie wymyślić. Dlatego też bujała w obłokach, tym razem nie dosłownie. Myślała o tak zwanych "pierdołach". Po kilkunastu minutach zdecydowała się chociaż rozejrzeć. Na horyzoncie majaczył punkt... dziwnie podejrzany... Eve zmrużyła oczy, skoncentrowała się na nim. Jej domysły potwierdziły się.
-Ej, halo, załoga!- zakrzyknęła z góry i pomachała. -Bryg na... yy... mojej lewej!- wskazywała palcem kierunek. -Jakieś jasne żagle, ale dość brzydkie. Kto to może być?

Kenshin:
- Mi też nie najgorzej w sumie to zawszę wolę coś robić niż siedzieć na tyłku. Nawet taka praca wydaję się potrzebna. Oczywiście zgadzam się z Tobą, że kobiety nie powinny tego robić, ale cóż można poradzić. Wzruszył ramionami i dalej polerował działo na błysk. Odpowiedział pogwizdującej maurence, ale oczywiście musiał coś dopowiedzieć względem śniadania.
- Jak to mówią, kto rana wstaje temu Ventepi daje- Kenshin mimowolnie się zaśmiał z gry ty słów, po czym wrócił dalej do rozmowy - Miałem szczęście i załapałem się na owsiankę i jako, że życie w puszczy nauczyło mnie skromnie żyć to i taki posiłek mi wystarczył. Ork zrobił jeszcze kilka przetarć, aby następnie popatrzeć na morze zwłaszcza wtedy, kiedy Evening ogłosiła jakiś obcy okręt. Ork postanowił również popatrzeć na lewo i dojrzał jakiś tam okręt, ale nie wiadomo było czy załoga ma do czynienia z wrogiem? A może był to przyjacielski okręt wkrótce wszyscy się mięli o tym przekonać.
- Ciekawe kto do nas płynie?
Zapytał ni to siebie ni to wszystkich wokoło.

Melkior Tacticus:
- Oho! Mówi się na bakburcie... - elf podbiegł na dziób okrętu i chwyciwszy lunetę spojrzał w kierunku wykrzyczanym przez anielice - Piraci! Krzyknął gdy tylko zobaczył "Wesołego Rogera" na banderze.
- ÂŁadować działa! Krzyknął i pobiegł zająć miejsce przy sterze.

//Po 4 armaty na burte

Silion aep Mor:
Melkior, ty mnie lepiej nie denerwuj... - jak na życzenie, krasnolud w duchu zbulwersował się gdy wielmożny pan kapitan pobrudził to co on wyczyścił.
No ale co miał zrobić? Musiał to zetrzeć i żyć dalej. Wypucował, wypolerował, działa aż lśniły.
Po skończonym czyszczeniu artylerii, rozprostował plecy, rozejrzał się po pokładzie i zagadnął do ciemnoskórej i orka.
- Jak wam idzie? - uśmiechnął się.
Niestety długo nie pogadali gdyż aniołek w oddali dojrzał statek, jak się okazało, piracki. Nie było na co czekać, rozkazy były jasne - strzelać.
Podbiegł do skrzyni z kulami i wyjął jedną, była cholernie ciężka, mimo to dał radę.
- Kenshin, ty połowę, ja połowę? Dobrze? Trzeba to szybko załadować... Armin, nasypiesz prochu do zapalników w dziale? - zapytał taszcząc kulę w stronę wylotu działa i umieszczając ją w nim.
Zaraz po tej jednej kuli pobiegł po drugą, by załadować ją do następnej armaty.

Evening Antarii:
-Piraci!? Na środku niczego?- zmarszczyła brwi anielica. Musieli mieć cholerne szczęście, żeby trafić na piratów. Chyba, że byli bliżej lądu niż jej się zdawało. Trudno jej to było ocenić, nie ona tu nawigowała. Poza tym na morzu musiał być spory ruch, jeśli piraci znali główne trasy podróży statków kupieckich i nie tylko(?).
Z bocianiego gniazda przemieściła się na pokład. Już wszyscy znali pozycję wrogiego statku, teraz tylko czekać, aż się zbliżą.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej