Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości

<< < (5/139) > >>

Armin:
Ciemnoskóra weszła na pokład mając ze sobą nie za dużą torbę na ramię. Miała w niej tylko najpotrzebniejsze rzeczy, takie jak ubrania. Maurenka rozejrzała się dookoła i dostrzegła sól rozsypaną na barierkach. Zapewne miała to być ochrona przed złą mocą czy demonami. Kobieta odwróciła się na pięcie i szukała wzrokiem swojego ukochanego krasnoluda. Jeszcze go nie widziała, ale lada moment powinien się pojawić na statku. Armin rzuciła torbę pod pokład, koło bagażu Evening, który do najmniejszych nie należał. Dziewczyna odetchnęła głęboko morskim powietrzem i zaczęła czekać na Siliona.

Silion aep Mor:
Krasnolud był jak prawdziwy podróżnik, zawsze gotowy do drogi, co znaczyło mniej więcej tyle że nigdy nie potrzebował zbędnych bagaży.
Dreptał sobie spokojnie na swych małych, krasnoludzkich nóżkach przez uliczkę prowadzącą z "u Tomiego" w stronę portu po drodze podrzucając sobie w ręce nożyk.
Maszerował tak sobie omijając pijanych marynarzy, sprzedawców ryb, podejrzanych typków którzy aż prosili się o to by uderzyć ich czymś ciężkim. Ogólnie omijał szemrane towarzystwo. Nie żeby nim gardził, sam jest tym kim jest.
Dotarł na koniec ulicy i zakręcił ku szumowi fal.
Po nie całej minucie drogi, dojrzał ot taki sobie stateczek, zapewne już nie pierwszej młodości, co nie znaczy że nie nadawał się do rejsów. Podszedł bliżej i uważniej przyjrzał się mu, ogólną opinie zachował dla siebie.
Przyspieszył kroku zmniejszając dystans dzielący go od łajby i wszedł na trap a z niego na pokład.
- Dobry wieczór! - rzucił w stronę wszystkich - Przepraszam za spóźnienie. - dodał.
Rozejrzał się po pokładzie i dojrzał wiele znajomych twarzy, mimo wszystko szybko namierzył maurenkę i skierował swe kroki w jej stronę.
- Mam nadzieję że nie musiałaś długo czekać. - rzekł wesoło.

Aldyn:
Archont wyszedł z tawerny i skierował się do portu, gdzie już czekał statek. Poprawił kij na plecach i wszedł na pokład.
-Niech Nalas czuwa nad naszą podróżą.
Rzekł bardziej do bogów, niż do zgromadzonych. Przeszedł na dziób i przyglądał się horyzontowi, gdzie mają zaraz odpływać. To była jego pierwsza podróż statkiem i był pełen niepokoju, dlatego uciekał się do modlitwy.

Canis:
No i jako ostatni wszedł Salazar tachając w łapkach spore zawiniątko, po prawda niewiele ważące, ale sporej wielkości, do tego jeszcze skrzynię sygnowaną wizerunkiem białego węża z zawartością, która podzwaniała co rusz co chwilę różnymi dźwiękami... Ha! Futerał jak i narzędzie w nim zawarte części osób było już znane byłą to jego gitarka na której średnio kiepsko grał ale miał!

Gdy już wyminął slalomem te obsypane solne wężyki na trapie, w końcu kto normalny sypie sól na trap i barierki? no chyba ktoś kto chce wskazać bezpieczną drogę poruszania się - taka była interpretacja Salazara, zwłaszcza po tym, gdy ujrzał ruderę, która była nic lepsza w jakości i kondycji niż jego poprzednia latryna w podgrodziu...

Salazar gdy w końcu znalazł się an pokładzie podszedł do zebranej kupki ludzi w pobliżu dziury w pokładzie. Nie skomentował... powstrzymał się.
- Melkiorze. - zaczepił torując sobie drogę i chwytając jeden tobołek w rękę. - Masz, twój strój... bez czapki. na czapkę trzeba sobie zasłużyć. - Zauważył podając tobołek z wykonanymi już elementami odzienia.


//Przekazuję:

Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.


Została ostatnia skrzyneczka jego bagaży, futerał z gitarą. Zszedł prowadzony wężykiem prowadzących ludzkich i nieludzkich ciał w jedną i drugą stronę tak pod pokład do kubryku jak i z niego.

Salazar jako jeden  ostatnich gości miał okazję dojrzeć pełen arsenał wszystkich bagaży zniesionych przez tymczasowych lokatorów tego statku! I wiedział kto jak wiele targa ze sobą mimo trudu, znoju i ciężaru! Bardzo to wszystko wpływało na zanurzenie okrętu... Ale nigdy nie wiadomo co może być potrzebne! Oparł futerał pod ścianę nieopodal łóżeczka.

Melkior Tacticus:
- O dziękuję Salazarze, nie trzeba było się śpieszyć. Powiedział przyjmując pakunek i dając go w ręce Ahmeda. - Rozliczymy się po powrocie? Spojrzał na zegar wiszący na wieży, jedynie Gorn się spóźniał a Melkior nie chciał przegapić idealnej pogody do wypłynięcia. - Proszę się nie obawiać, po tym rejsie zasłużę.


//Melkior stoi przy sterze tak btw.
//Przyjmuję

Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.


--- Cytat: Kenshin w 02 Styczeń 2016, 22:49:48 ---- Z tych rzeczy to nie bardzo. Jestem zwyczajnym orkiem bez zwinnych łap. Musisz znaleźć do tego innego człowieka ja jedynie ewentualnie pomogę przy noszeniu, rozładowaniu rzeczy i tym podobne no chyba, że mogę robić za pomoc kucharską takie obieranie ziemniaków, ale kucharz ze mnie żaden.
Odpowiedział Ahmedowi całą prawdę, coby jakoś to wyglądało.

--- Koniec cytatu ---

- To pomóż ludziom przy bagażach.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej