Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości

<< < (4/139) > >>

Melkior Tacticus:
- Na razie nic, powiedz mi co umiesz. Po za walką, chodzi mi o gotowanie, stolarke czy wiedze medyczną. Odparł mauren.

- Zirgin! To jest bardzo dobry okręt! Na potwierdzenie tych słów z całej siły tupnął w pokład, przebijając nogą spróchniałą deskę. Lekko się zachwiał mając nadzieję że nikt nie widział. - Także tego, nie znasz sie i tyle.

Domenik aep Zirgin:
- Taaa... pływałem na gorszych. Powiedział stawiając tajemniczą skrzynkę na ławeczce.

Evening Antarii:
Eve weszła na pokład, jak zwykle w takie podróże zabierając kilka toreb i skrzynek. Jedna na pierdółki typu flakoniki z perfumami, kremy, pudry, świecidełka i dodatki. Połowy i tak nie używała, ale ciężko było jej się pozbyć tego, jakby nie patrzeć, nadbagażu. Druga torba zawierała rzeczy przydatniejsze bo ubrania na zmianę. Poza tym bronie i zestawy do ich ostrzenia i czyszczenia. Ledwo to wszystko wniosła na pokład. Nie wiedząc gdzie podziać te wszystkie rzeczy, stanęła przy burcie przy samym wejściu i otarła czoło ręką. Rozejrzała się po pokładzie. Nie było jeszcze tłoczno, a ona nie lubiła tłoku. Plątało się za to już kilka znajomych twarzy.
Cały bryg trzeszczał, choć wciąż stali w porcie. Skrzeczenie mew i dźwięk fal rozbijających się o statek - lubiła to, mimo iż miała skrzydła i mogła podróżować w przyjemniejszy sposób- w przestworzach. Nie chciała na razie zaciągać się morskim powietrzem gdyż tu, w Atusel, bardziej śmierdziało szczynami marynarzy, martwymi rybami i ogólnym miejskim brudem.
Po chwili odpoczynku anielica wzięła swoje pakunki i walnęła je gdzieś tam, pod pokład.

Kenshin:
- Z tych rzeczy to nie bardzo. Jestem zwyczajnym orkiem bez zwinnych łap. Musisz znaleźć do tego innego człowieka ja jedynie ewentualnie pomogę przy noszeniu, rozładowaniu rzeczy i tym podobne no chyba, że mogę robić za pomoc kucharską takie obieranie ziemniaków, ale kucharz ze mnie żaden.
Odpowiedział Ahmedowi całą prawdę, coby jakoś to wyglądało.

Dragosani:
Dragosani wyszedł na pokład. Robiło się już coraz ciemniej, wszak był wieczór, o czym już wspominano. A jak wiadomo, gdy ciemno wszędzie, wampiry harcują. A jak wampiry harcują, to dziewki... ee... rajcują? W każdym razie dziewki nie rajcowały, gdyż było za zimno i w ogóle niesprzyjające warunki były. Złe ciśnienie powietrza. Wampir wyszedł na pokład i przeciągnął się. Podszedł do Melkiora i Domenica. Uniósł brwi, widząc wykopaną dziurę w pokładzie. Może kupno własnego statku tak na szybko nie byłoby złym pomysłem?
- Jak tam w Ekkerund, Domenic? - zapytał krasnoluda, tak w ramach powitania.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej