Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Kenshin:
Kenshin również przeszedł się do kambuza, bo jako że na śniadanie nie wołali to postanowił sam sprawdzić, co "upichcił" brodacz. Ork idąc za kobietami i krasnoludem milczał, bo jakoś nie wiedział jakby pociągnąć rozmowę czy żartować z normalnych rzeczy on był po prostu sobą, szukając swojego kąta na tym świecie. W końcu jednak dotarł do miejsca wydawania posiłków a tam zasiadając na jednym z krzeseł patrzał, co zostało przygotowane.
- Dzień dobry Yarpenie. Widzę, że śniadanie przygotowałeś owsianki dawno nie jadłem, więc jak najbardziej skosztuję.
Powiedział i nabrał sobie do miski tyle ile mógł, by się nasycić, bo po takiej obfitej kolacji należało zjeść coś znacznie lekkiego. Ork wziął drewnianą łyżkę i nabierając sobie jedzenia dmuchał, aby się nie poparzyć po spróbowaniu postanowił wyrazić opinię na temat śniadania.
- Owsianka dobrze Ci wyszła krasnoludzie.
Uśmiechnięty druid z racji tego, że je coś ciepłego nie powiedział nic więcej, choć gdyby ktoś zrobił coś lepszego również, by nie odmówił skosztowania, bo nie chciał żeby jedzenie się zmarnowało.
Yarpen aep Thor:
- Spróbowałbyś Kenshin powiedzieć że niedobra... Prosze bardzo Silion, kambuz jest twój.
Kenshin:
Ork oczywiście mógł powiedzieć, że nie wyszła zbyt dobrze, ale wyszła z drugiej strony Sil znów zarządza kambuzem to raczej było pewne, że ugotuje, usmaży, przyrządzi coś dobrego a jako, że już jest na miejscu to zaoferował swoją pomoc.
- Sillione jeśli chcesz mogę pomóc i tak już prawie skończyłem dobrą owsiankę, więc mam czas i chęci.
Gdy, tylko skończył mówić zjadł jeszcze parę łyżek z talerza. Ork miał nadzieję, że jego pomoc zostanie wzięta pod uwagę i nie zostanie zignorowany.
Dragosani:
No a Dragosani cały czas siedział pod pokładem. Było mu tam dobrze. Nikt mu nie zawracał głowy. No i było dość ciemno. Oczywiście nie na tyle, żeby mógł siedzieć tam bez pełnego stroju z blokującej promienie słoneczne skóry tralessta. Ale było i tak lepiej, niż na zewnątrz. Krążył więc pod pokładem, badając zakamarki statku. Przecież musiał znać go dobrze, tak w razie nagłego wypadku!
W pewnym momencie usłyszał kroki pewnej liczby osób i głosy kilku członków załogi. Poznał.Armin, Siliona i.narzekającą Evening. Był tam ktoś jeszcze, ale to nieistotne. Istotne było to, że cała ta zgraja weszła do kambuza. Oznaczać to mogło dwie rzeczy. Albo załoga była niezadowolona ze śniadania, które przygotowała osoba zajmująca się obecnie przyrządzaniem posiłków i zamierzała zlinczować pechowego kucharza. Albo też wszystkie te osoby postanowiły wspólnie przyrządzić jakiś posiłek. W każdym razie szykował się ubaw po pachy. A takiego czegoś Drago nie mógł przegapić. Ruszył więc także do kambuza. Dotarł tam w chwilę po grupce załogantów. Stanął w wejściu, do środka nie wchodził. I tak nie było tam za bardzo miejsca, tyle osób postanowiło szykować jedzenie.
- Co tu się dzieje? - zapytał wampir, bacznie przyglądając się całemu zbiorowisku.
Yarpen aep Thor:
- Robimy z kambuza burdel jak widać. Odparł krasnolud.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej