Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości

<< < (38/139) > >>

Yarpen aep Thor:
Yarpen bywał wredny i opryskliwy, na śniadanie nie miał zamiaru nikogo wołać. Pełnił wachtę w kuchni i uznał że jak ktoś będzie głodny to sam przylezie po racje, a jeśli owsianka nie pasuje to wystarczy rudzielca poprosić o coś lepszego. Przynajmniej dopóki jest wybór.

Armin:
- Dzień dobry! - zawołała z uśmiechem ciemnoskóra i posłała krasnoludowi całusa. - Widzę, że się nie wyspałeś... Miałeś jakieś koszmary? - zapytała z troską maurenka. Następnie usłyszała tekst Evening o chrapaniu i wtedy kobieta również się zaśmiała, chociaż dobrze wiedziała, że słowa anielicy nie spodobają się mężczyźnie. - Oj, Evening przesadzasz. - powiedziała spokojnym głosem. - Moim zdaniem należy przeprowadzić śledztwo nad tą sprawą. - zwróciła się do przyjaciółki. - Jak chcesz mogę być twoim pomocnikiem i zapisywać wszelkie zeznania. - zaśmiała się. Uśmiech nie schodził z jej twarzy, był on pogodny i radosny. Armin podeszła do krasnoluda i spojrzała w jego błękitne oczy. - Wszystko w porządku? - spytała się cicho.

Silion aep Mor:
Krasnolud nie strzelił focha natomiast przetarł dłonią piekące, zaczerwienione oczy po czym ziewnął zakrywając przy tym usta dłonią.
- Nie mogłem zbytnio spać więc nie chrapałem ale gdy budziłem się w nocy to słyszałem że tobie to akurat dość nieźle wychodziło chrapanie. Przez chwilę myślałem że ktoś wpuścił niedźwiedzia pod pokład ale potem sobie przypomniałem że jesteśmy na morzu. - rzekł delikatnie się uśmiechając.
Krasnolud poczochrał się po czuprynie i wskazał dłonią na paladyna.
- Ale pajac. - zaśmiał się widząc jak człowiek mocuje się z własnym ciężarem próbując robić pompki na jednej ręce.
Wrócił wzrokiem do kobiet i spojrzał na nie.
- Idę do kambuza bo aż boje się tego co tam wyczyni Yarpen. Aniołek, chodź, będziesz siekać cebulkę. - zaśmiał się mówiąc do Evening - Bo jak narazie te rączki uchylają się obowiązków, ktoś tutaj obrósł w piórka, dosłownie i... - znów się zaśmiał.
Posłał Armin ciepły uśmiech po czym odwzajemnił całusa. Gdy maurenka podeszła bliżej mężczyzna powiedział tylko. - Wszystko w porządku, to tylko koszmary.
Rzucił wzrokiem na orka, podał mu dłoń. - Witaj Kenshinie! - rzekł po czym skierował się do kambuza.
Liczył że kobiety jednak pomogą mu w kuchni.
Gdy dotarł na miejsce rzekł do Yarpena. - Przejmuję tą kuchnie, jakoś nie mam ochoty na śniadanie wpieprzać korników

Evening Antarii:
-Cóż za zacny humor tak od rana, Silionie- rzekła z powagą siląc się, żeby się nie uśmiechnąć. -Co jak co, ale ja nie mam z tym problemów- spochmurniała na moment, by oddać swoje oburzenie uwagą Sila i wzbudzić w nim poczucie winy.
-Ta, on to tylko do cyrku by pasował...- mruknęła anielica marszcząc brwi ze zdziwienia. Zaskakujące było to, że on w ogóle jeszcze żyje odczyniając takie cuda, i że ostał się w Bractwie. Eve nie chciała dłużej zaprzątać sobie nim głowy, więc szybko wróciła wzrokiem do Sila i Ar.
-Siekać cebulkę?- westchnęła z zawodem. -Niee, od tego się płacze...- mówiła idąc niechętnie za przyjaciółmi. Poza tym bała się stracić palce. Kuchnia to nie było jej środowisko, zdecydowanie. Tylko ciasteczka imbirowe umiała upiec.

Armin:
- Jeśli chcemy śniadanie to trzeba im pomóc. - zwróciła się do anielicy. - Evening coś musisz zrobić, sami w takim tempie nic nie zdziałamy, a tak to przynajmniej uwiniemy się szybciutko i nawet nie zdążysz ponarzekać... - powiedziała z zadziornym uśmiechem. Ruszyła w stronę ''kuchni'' i zeszła po schodkach. - Potrzebujecie pomocy chłopcy? - zwróciła się do krasnoludów.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej