Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości

<< < (26/139) > >>

Dragosani:
Gdy Gorn zszedł z bocianiego gniazda, jego miejsce zajął Dragosani. Szybko i zwinnie wspiął się na górę. Sama wspinaczka byłą całkiem przyjemna. Dawno nie miał okazji się powspinać. Więc korzystał. Wszedł na górę i zajął miejsce w bocianim gnieździe. Stąd miał doskonały widok na wody wokół statku. I na gwiazdy, które tak lubił obserwować.

Evening Antarii:
Eve też zebrała się w sobie i wstała od stołu. -ÂŻyczę dobrej nocy wszystkim- powiedziała z ciepłym uśmiechem, albo przynajmniej się starała. Oczywiście wzięła ze sobą puchar, w którym było jeszcze trochę wina. Wyszła na górny pokład, gdzie było pusto i cicho. Chciała zaczerpnąć świeżego powietrza. Tylko przytłumione dźwięki dochodziły jeszcze z dołu. Zerknęła na drzemającego Gorna i skrzywiła się nieco ironicznie. Nie zaprzątała sobie jednak długo głowy paladynem. W górze dojrzała ruch. W sumie trudno nie dojrzeć wspinającego się po maszcie wampira, choć robił to całkiem zgrabnie.
-Nie za wygodnie ci tam?- zawołała Eve zadzierając głowę do góry.

Silion aep Mor:
Krasnolud siedział i słuchał opowieści wampira, zamknął oczy i czuł się jakby przeniósł swoją świadomość na Zielone Równiny. Czuł ten ból, widział tą masakrę, przelaną krew i pot wsiąkający w ziemię. Rozerwane kończyny i poturbowane ciała walały się wszędzie, to była masakra. Czuł jakby był jednym z walczących i zginął od pierwszego lepszego ciosu. To było straszne. Wybujała wyobraźnia krasnoluda w takich sytuacjach działała aż nazbyt dobrze, nieraz tworząc straszne wizje.
W połowie opowieści otworzył oczy i resztę słuchał na pełnej świadomości. Gdy wampir skończył, popił wina i wstał szybko kontrując wypowiedź maurenki.
- Nie musisz, ja pozmywam. Ty możesz iść spać. - krasnolud był dobry i troskliwy tak więc nie chciał by jego zmęczona kobieta musiała zmywać gdy on był jeszcze pełen sił. Może i nie chciało mu się za bardzo zmywać ale przecież nie można pozwalać lenistwu panować nad sobą.
Uśmiechnął się do zebranych i rzekł.
- Tak więc dobranoc. Mówię to teraz bo pewnie zanim skończę wszyscy już zdążą posnąć. Zobaczymy się rano o ile nic nas przez noc nie załatwi. - z takim niezbyt fajnym tekstem na koniec zebrał wszystkie talerze i szklanki ze stołu po czym wyszedł z pomieszczenia.
Szybkim krokiem przeszedł do pokładowej kuchni i wszystkie te brudne naczynia włożył do wielkiego drewnianego wiadra. Wziął to wiadro za ucho do jednej ręki a drugie wiadro wziął do drugiej ręki i udał się na pokład.
Szedł powoli, ostrożnie by nie stłuc porcelany i szkła bo nie było by na czym podać śniadania. Tego nie chciał.
Dotarł na miejsce, rozejrzał się wokół i dojrzał opartego o ścianę, już dosyć bladego, niezbyt rozgarniętego paladyna. Nie wiedział dlaczego tutaj siedzi, zemdlał? ÂŹle się poczuł? Zrobił to z własnej woli? Na te pytania nie znał odpowiedzi, wiadra postawił na ziemi i podszedł do mężczyzny.
Przykucnął przy paladynie, przyjrzał mu się dokładnie i sprzedał mu soczystego "liścia" w policzek.
- Ej, człowieku! Czy już cię twój Zartat opuścił? Spać na otwartym morzu na pokładzie? Pogrzało cię? Zamarznąć chcesz? Wstawaj i maszeruj pod pokład na łóżko! - skarcił mężczyznę po czym wstał i wrócił do swoich wiader.
Podszedł z wiadrami do burty, z fartem znalazł tam dość długi kawał powroza, linę mocno przywiązał do rączki pustego wiadra i po chwili wyrzucił je za burtę trzymając mocno sznur.
Było cholernie ciężko ale jakimś cudem udało mu się nabrać trochę wody.
Wciągnął wiadro na pokład, mógł myć naczynia.

[member=24983]Gorn Valfranden[/member]

Dragosani:
A wampir siedział sobie w bocianim gnieździe. Właściwie to stał, średnio można było tam usiąść. Ale jemu to nie przeszkadzało. Wolał spędzić noc tutaj, niż pod pokładem, w pomieszczeniu pełnym chrapiącym i pierdzących załogantów. Tutaj przynajmniej miał czym oddychać. Co było miłe. Wystawił głowę zza barierki gniazda, gdy usłyszał anielski głos i spojrzał w dół.
- Nie gadaj, tylko skocz mi po piwo, kobieto! - zawołał do anielicy. - Wtedy to już będzie idealnie - dodał. Rozejrzał się wokół.
- Widać stąd wszystko wokół, choć to dość monotonny widok - powiedział jeszcze.

Evening Antarii:
-Mam wino. Nie chce mi się wracać po piwo żeby spełniać twoje wampirze zachcianki- zawołała z dołu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej