Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Evening Antarii:
-Biorąc pod uwagę moją nieśmiertelność... I umiejętności walki...- zaczęła powoli. -...bo dyplomatką być nie potrafię, to jeśli będę widzieć na wyspie jakieś w miarę bezpieczne miejsce, mogę się rzeczywiście tam przemieścić. Ale i tak muszę wzlecieć, najlepiej bardzo wysoko jeszcze gdy nie będą nas widzieć, i wtedy obniżać lot i obejrzeć wyspę z góry. Wtedy się najwyżej gdzieś przemieścić- wytłumaczyła Eve. -Myślę, że krasnoludy powinny nam zaufać... Owszem, ujrzeć nagle anielicę między atakami Meaneba, mogliby uznać to za podstęp. Wydaje mi się jednak, że Meaneb jest zbyt silny na jakieś podstępy i krasnoludy mogłyby o tym wiedzieć. Nie wiem jak zareagują na moje pojawienie się- dodała jeszcze, rozglądając się po zebranych, na dłużej zatrzymując się na Silionie. Może on coś by wiedział na ten temat. Poza tym, odwiedza rodzinny kraj.
Armin:
A Armin nic nie mówiła, nie chciała się wtrącać pomiędzy słowa innych. Siedziała sobie cicho, popijając co chwilę ciemnoczerwony trunek. Wiedziała, że zostało im jeszcze sporo czasu do dobicia do brzegu, więc nie widziała sensu stresowania się tym. Poza tym, najlepiej się myśli w łóżku, tuż przed zaśnięciem. Ciemnoskóra uważała, że następnego dnia z całą pewnością każdy członek załogi będzie miał głowę pełną nowych pomysłów czy planów. Toteż trzeba do problemu podejść, kiedy umysł jest zupełnie czysty od jakichkolwiek zmartwień. Maurence przeszła wstępna fala gniewu i strachu, więc teraz była całkowicie wyluzowana, chociaż liczyła się z tym, iż w następnych dniach może umrzeć. Przysłuchiwała się więc rozmowie z niemałym zaciekawieniem.
- Silion, a ty nie mógłbyś się z nimi dogadać? No wiesz jak krasnolud z krasnoludem. - zwróciła się do mężczyzny.
Domenik aep Zirgin:
- EKHM EKHM. Dwa słowa. "Zielone Równiny". To jeden z powodów dla którego po zobaczeniu flagi Valfden mogą nas powitać salwą z dział. Dlatego tyż szacowna panienka Antarri powinna zrobić jak mówi, po za tym jej argumenty Dwa konkretnie... - Przemówią do rozumu każdego. Odezwał się Domenik wpatrzony w argumenty Eve.
Kenshin:
Oczywiście bitwa na Zielonych równinach, gdzie armie Torgonu poniosły sromotną klęskę, jednak ork miał wiele spraw sobie do przypomnienia! W tym momencie nie miał nawet pomysłu, coby powiedzieć zwłaszcza ani jakim pomysłem rzucić, jednakże kiedy Eve zgodziła się na ten karkołomny wyczyn, bo mimo nieśmiertelności rany i upadek będą boleć to druid nie protestował jeno znów napił się winka. Czerwony trunek szybko przelał się do żołądka dając o sobie znać rozgrzewając mu brzuch a na twarzy pojawiły się wypieki. Wtedy już w milczeniu przysłuchiwał się obradą, gdyż nie chciał niepotrzebnie mielić jęzorem!
I tak niczego tutaj nie wnoszę, więc lepiej będzie jak pomilczę.
Gorn Valfranden:
Gorn dalej siedział na bocianim gnieźdźcie i rozglądał się po okolicy. Zarówno podziwiał krajobrazy jak i wypatrywał różnych rzeczy. Nie musiał siedzieć na dole i słuchać ich omawianiu taktyki. Po prostu jak zejdzie to zapyta się co ustalili i tyle. Rozejm z krasnoludami będzie bardzo przydatny dla ich królestwa toteż trzeba się będzie postarać pomyślnie wykonać zadanie. Chociaż pewnie jeśli spotkają ich jakieś zaszczyty to nie jego tylko innych ale nie obchodziło go to.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej