- Tak to prawda, Mary jest wspaniała. - Powiedział ponownie gładząc jej piórka na skrzydle. Jednak odrywając się od tych pieszczot, podszedł bliżej stając przed zebraną trójką w karczmie. - Pożar trochę z mojej winy... Okręt to tylko rzecz, naprawi się albo kupi nowy.
- Coś wyjaśnić... no wypadało by. Widzieliście tą samą postać co i ja, prawda? Nie chcę by zabrzmiało to źle, ale obdarzyła mnie nagrodą, ukojeniem... dała mi coś, czego pragnąłem od wielu lat. - Przerwał na chwilę by szczerze i serdecznie się uśmiechnąć do Eve. - Dała spokój mojej szarganej od wielu lat duszy. Dała mi coś,czego nie mogłem osiągnąć sam. Dokonała tego, na co sam nie potrafiłem się odważyć. I oto jestem, zdrowy, żywy i mający szansę na szczęście, spokojną starość i godną człowieka śmierć. A jednak, największym moim szczęściem jest, że mogę tu być z Tobą, wami... - Mówił dalej nie wiedząc jaka będzie reakcja na jego słowa, a ciężko było mu wyjaśnić co zaszło.
Karczmarz podał wam 3x Mocne Piwo, talerz zamkniętych, pieczonych małż oblanych sosem, zaś w kubku obok zupa a'la rosół, talerz krewetek zasmażanych, oblanych ciemnym sosem pieczeniowym przyprawionych mnogą ilością zielonych ziół, do tego również w miseczce zupa a'la rosół i do tego miseczkę z zupą z wodorostów, jakże zielonkawą zakrapianą śmietana, gdzie pływały fragmenty tychże roślin.
Na pytanie "Ile" powiedział 20 grzywien i milczał wyczekując dalszych scen pełnych napięcia.