Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na straży pokoju
Licho:
Myśl Mohameda była trafna. Odebranie karteczki nie było łatwe. Ciągnął, ale mężczyzna trzymał mocno i delikatny papier przerwał się na pół. W tym czasie zdążył zawołać już straż z głębi domu, ta dwójka co stała na zewnątrz wyjęła już swoje miecze i naprężyli się do ataku. Ci jednak nie byli zbyt rozgarnięci, a co za tym idzie- groźni. Mężczyzna krzyknął coś zachęcając swych chłopców do pościgu, a Mohamed musiał zwiewać, ile sił w nogach, z tym co miał - czyli połową kartki.
Parna noc nie ułatwiała zadania więc mauren co chwilę napotykał przeszkody typu kałuża, końskie łajno, jakieś wózki na warzywa, murki, czy nawet trupy. Za nim bowiem pędziło pięciu rosłych mężczyzn i byli w dobrej kondycji, gdyż biegli naprawdę szybko mimo obciążającej ich broni.
Kruk czuł już na sobie ich oddechy, a musiał odnaleźć się w tych ciasnych uliczkach.
//Opisz ładnie pościg :) Masz akrobatykę więc wykorzystaj to, powspinaj się trochę po dachach, skacz z nich, ale nie zapomnij o strażnikach deptających ci po piętach, więc dodaj także to co oni robią. Masz więc pewną dowolność ale tak też bez przesady :)
Mohamed Khaled:
To był pościg jego życia. Pięciu wielkich, groźnych, napakowanych i uzbrojonych mężczyzn postanowiło go zabić. I to nie tak na niby. Tak na śmierć! Kruk nie był z tego faktu zadowolony. Zwłaszcza, że miał jedynie połówkę kartki, a nie całą – a życie naraża w pełni! Nie miał jednak czasu na swoje dziecinne przemyślenia. Musiał uciekać. Daleko. Wysoko. Był bowiem sam, ich było więcej. Nie dałby rady zmierzyć się z nimi ostrzem, zginąłby niemal od razu.
- Dachy będą najlepszym rozwiązaniem. Z ich osprzętowaniem, nie mają szans podążać tam za mną.
Jego myśl była może i trafiona, ale nie w tym momencie. Póki co, ciężko było gdziekolwiek i jakkolwiek wyjść. Nie miał żadnego kamienia, żadnego parapetu, nic. Bez tego jego plan spełzł. Póki co.
Biegł dalej.
Słyszał za sobą kroki, dużo kroków. Ciężkich i niezgrabnych, ale szybkich. Zdziwiło go to. Jak ktoś, kto nosi na sobie tyle żelastwa, może doganiać kogoś, kto w normalnych warunkach mknie w mroku niezauważalnie, szybko i bezszelestnie.
Obrócił głowę.
Pościg nie ustawał. Mimo zmęczenia, jakie najpewniej odczuwali, „dzielni” wojacy podążali za nim jak cień. Co to się dzieje na tym świecie?
Mknął dalej, uważnie wyszukując okazji do wskoczenia na dach. A nóż jakaś się trafi?
//ÂŻeby nie dać się ponieść za bardzo fantazji, wolałbym jednak reagowania z Twojej strony :p Nie chce potem cofania akcji, bo za bardzo... dałem się wciągnąć :P
Licho:
Szczęk stalowych zbrój, sapanie rosłych mężczyzn i mocno stawiane w biegu kroki - te właśnie dźwięki towarzyszyły Mohamedowi w ucieczce. Strażnicy nie marnowali czasu na jakieś wołania i przeklinania na kruka, który dość cwanie im zmykał. Jednakże Efehidon był pełen oczu i uszu, oddziały straży czaiły się wszędzie, nawet nie będąc na służbie. "Chłopaki" znały swoją robotę, bo od każdej głowy dostawali dodatkowe grzywny i uciekający złodziejaszek czy inna patologia to była dla nich okazja. Niejeden wybiegłby z domu widząc ten pościć, by gonić z innymi... uciekające pieniądze w kształcie ciemnoskórego więźnia.
Okazji do ucieczki gdzieś w górę było kilka. Pierwsza z nich to kartony poustawiane jeden na drugim tworzące piramidę, a prowadzące na niewysoki domek. Mohamed jednak nie zdążył tam wskoczyć. Zauważył jednak na rogu ciasnych uliczek budynek z drabiną - wprost na dach dwupiętrowego mieszkania. Stamtąd mógłby uciekać dalej, gdyż szczeliny między domami nie były duże a nawet prawie wcale ich nie było.
Mohamed Khaled:
Pudła były jego szansą, Tą pierwszą, ale nie ostatnią. Kruk rozglądając się, dostrzegł drabinę prowadzącą na dach dwupiętrowego mieszkania. No cóż. On jest sam, ich jest pięciu. Nawet jeśli zechcą za nim biec po dachach, będą musieli wychodzić jeden po drugim - a w ten sposób, rozdzielą się. No chyba, że zaczekają. Ale w ten sposób zgubią Kruka.
Gdy znalazł się dostatecznie blisko drabiny, odbił w jej stronę i skoczył, łapiąc się szczebelka. Jest, pomyślał Kruk. Połowa ucieczki za mną.
Zaśmiał się skrycie w duchu, gdy postawił nogę na kolejnym szczebelku. Jeszcze trzy... dwa.. półtora! Jest, udało mu się. Gdy poczuł pod dłońmi dach, wiedział, że musi biec dalej. Strażnicy nie zamierzali się bowiem tak łatwo poddać.
Licho:
Mohamedowi udało się czmychnąć. Nieobciążony zbroją czy innym niepotrzebnym żelastwem, przemykał górą, przeskakiwał szczeliny i wspinał się po śliskich dachach. Słyszał nawoływania tamtych, ale gdzieś daleko, nie były one już zrozumiałe. Strażnicy stracili trop, na górę dotarł tylko jeden ale niezdolny był do wykonywania tak akrobatycznych wyczynów. Krzyknął coś w stronę uciekającego kruka, który był teraz tylko ciemną postacią przenikającą na tle ciemnego nieba. Zaklął siarczyście, pogroził pięścią, ale tego mauren nie mógł już widzieć. Udało mu się zbiec, połowa kartki tkwiła gdzieś w kieszeni względnie bezpieczna. Można było powrócić na ziemię.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej