Tereny Valfden > Dział Wypraw

Na straży pokoju

<< < (11/11)

Licho:
Mgła unosiła się nad kamiennymi uliczkami. Z okien nie padały żadne promienie światła gdyż ludzie spali głębokim snem. Pewnie niejeden z nich usłyszał odgłosy walki, lecz wolał nie narażać się zapalaniem świecy i sprawdzaniem kto to. Mieszczuchów, kupców, matki z dziećmi, młodzieńców, handlarzy, marynarzy, wszystkich ich nie obchodziło nic więcej prócz tego co związane z ich pracą czy rodziną. A jeszcze narażać własne życie dla jakiejś błahostki? Toż to głupstwo...
Mohamed szedł przez jakieś dwieście metrów sam. Nie słyszał żadnych kroków, tylko czasem kundel przebiegł mu drogę przecinając mrok. Wreszcie kruk wyszedł na plac. Plac jakich wiele w mieście, w dzień kwitnie tu życie, lecz teraz jest dość ponuro. Z uliczek wychodzących na plac wyszło kilku rzezimieszków. Byli odziani na czarno, przy sobie mieli miecze, raczej liche. Jeden wyglądał na 14-15lat, nie więcej. Reszta trochę starsza ale nie wyglądali na wyszkolonych w walce. Jednak było ich aż pięciu. Otoczyli oni Mohameda łypiąc na niego z odrazą swoimi czarnymi ślepiami.
- Oddawaj wiadomość- warknął najroślejszy z nich. Reszta stała wokół niego, trzymając ostrza wymierzone w jego stronę...


//
5x Bandyta
Na razie postaraj się z nimi pogadać.

Mohamed Khaled:
- Panowie, czy to na pewno rozważne, pałętać się nocami po tych uliczkach? - zwrócił się do osób, które w mig go otoczyły. - Nie chce z wami walczyć, żałowałbym potem waszej śmierci przez naprawdę długi czas...
Strach, który towarzyszył mu od dłuższego czasu, uleciał z niego w mgnieniu oka. Był teraz sam, pośród mroku i zła, na przeciw jeszcze większemu złu.
- Odejdźcie w pokoju, proszę was. Wróćcie do matek, do ojców i rodzeństwa. Znajdźcie uczciwa pracę, z godną zapłatą. Czy opłaca wam się ryzykować życie dla typów spod ciemnej gwiazdy? - zapytał. - Nie, nie opłaca wam się. Tacy ludzie jak ten, który was wynajął, są zdradliwi i kłamliwi. Wyprą się was przy pierwszej okazji, albo zabiją. Co powiedza wasze matki? - kierował pytanie do najroślejszego.

//Używam perswazji, czy są podatni, sama zdecyduj.

Licho:
- Nie gadaj nam tu głupot- warknął i splunął na ziemię. - Może nie jesteśmy wyszkoleni w walce, ale jest nas wielu- mówiąc to kiwnął głową w stronę chłopaków. Zaczęli oni zbliżać się do maurena tak, że w końcu poczuł ostrze na swych plecach, drugie wbijało mu się w bok, kilka dotykało brzucha. Otoczyli go naprawdę ciasno a cała sytuacja, choć miał do czynienia z chłopcami, a nie prawdziwymi mężczyznami, była groźna. - Gońce z gildii kupieckiej padają tu jak muchy. Aż dziw, że jeszcze was tam posyłają. Z resztą... - postanowił więcej nie gadać i ciął z góry swoim mieczem, celując w barki Mohameda. - Kolejny do kolekcji!- ryknął gdy ostrze spadało i miało za chwilę wbić się w mostek kruka...

Reszta chłopaków nie reagowała. Trzymali tylko Mohameda w ryzach, by nigdzie nie uciekła. Nawet jeśliby chciał, nabiłby się na ich żelastwo. Przeciwnicy nie byli wysocy, to zaledwie dzieciaki, i to słabe. Tylko liczebność była ich mocną stroną. Najmłodszy z nich, ośmioletni, ze strachu zmoczył bawełniane spodnie i opuścił swoją broń, rozglądając się z przerażeniem na pozostałych, podczas gdy miecz tego największego zmierzał, by ranić kruka.


//
5x Bandyta

Licho:
Mohamed za długo zwlekał z walką. Nagle z ciemnej uliczki wyszło kilku rycerzy Bractwa ÂŚwitu. Widocznie patrolowali okolicę na własną rękę. Może chcieli uchronić mieszkańców przed demonami nawiedzającymi okolicę? Przepłoszyli oni chłopaków z lichymi mieczami, ale jeden z nich zdążył wyrwać Mohamedowi zza pasa bardzo ważny świstek papieru, który kruk miał dostarczyć do oddziału straży miejskiej. Chłopaki uciekli ze zdobyczą, a Mohamed został sam "uratowany" przez rycerzy...

Wyprawa zakończona niepowodzeniem!
Mohamed został omyłkowo wzięty za złodzieja pewnego drogocennego przedmiotu. Strażnicy przeszukali go lecz nic nie znaleźli. Na wszelki wypadek wzięto go na przesłuchanie, ale kruk niewiele mógł powiedzieć. Zamknięto go w celi. Tam odwiedził go pewien jegomość - zaproponował Mohamedowi układ, by za zarobione pieniądze mógł wykupić się z aresztu. Mauren ruszył na poszukiwania karteczki, miał być gońcem i dostarczyć ją z powrotem na posterunek. Po drodze odbył walkę z demonem, niestety kilku wystraszonym chłopaczkom nie dał rady.




//
[member=1698]Szarleǰ[/member]   Do zamknięcia. Pisałam pw do gracza, widocznie nie miał pomysłu...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej