Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na straży pokoju
Licho:
- Aha...- jeden z nich, ten wyższy, który go zawołał, podrapał się po brodzie. - Imię i nazwisko, jeśli masz. I w którym domu na podgrodziu mieszkasz? To podejrzane, że na trzeźwo tak po mieście hulasz. A może jakieś ciemne sprawki masz do załatwienia? Co? Gadaj szybko...
Mohamed Khaled:
- Przepraszam, że jak? Mam wracać pijany z długiej podróży koniem z północy? Oczywiście. Tylko, że taki jeździec sprawia społeczeństwu duże problemy. Nawet nocami - odparł, uśmiechając się. - Ahmed ibn Khaled Sirid. Dom... Jeden z tych na środku. Bo, jakby panowie nie zwrócili uwagi, każde domostwo na podgrodziu jest takie same..
Licho:
- Ta... Panie Ahmedzie, jak pan będziesz tak się mądrował to zaraz skończy pan z urwanymi jajami- nie wiadomo skąd pojawiła się taka agresja w głosie tego wysokiego. - Pan w tej okolicy lepiej niech uważa, a i tak wyglądasz mi na jakiegoś rabusia... Cho no tu...- podszedł do maurena bardzo blisko, wyjął swój scyzoryk i podniósł nim głowę Mohameda opierając ostrze na podbródku. Chciał mu się przyjrzeć w lepszym świetle, zapamiętać twarz. - ...niech ci się przyjrzę...- mówił.
Nagle okienko w drzwiach otworzyło się i dało się w nim widzieć jedno, poruszające się oko, badające sytuację na zewnątrz. Potem rygiel otworzył się z charakterystycznym dźwiękiem a drzwi zaskrzypiały.
- Hola, panowie! Zostawić proszę tego uprzejmego przechodnia!- odezwał się gruby mężczyzna po pięćdziesiątce z krzaczastymi brwiami, który właśnie wyszedł z tych drzwi, do których kruk miał się zgłosić. Tamci nagle spotulnieli, wysoki schował scyzoryk do kieszeni i stanął na baczność. Nagle to Mohamed stał się ważniejszy od nich. - Ja wiem, po co pan do mnie przychodzi...- zwrócił się uprzejmie do maurena. A tamtych pogonił. - No już! Jazda mi stąd! Prawych obywateli nachodzić!? A pfe! No... zapraszam tutaj... do środeczka...
Mohamed Khaled:
Kruk, mimo iż był wdzięczny człowiekowi, zachował bezpieczny dystans. Spoglądał raz na strażników, raz na jegomościa w drzwiach. Nie zbliżał się.
- Widząc te histerie, euforie patriotyczne, wiem, jak to w momencie tragicznym się kończy - wyrecytował wyraźnie słowa powiedziane w więzieniu. Czekał na odzew.
Licho:
- I życzę tym, którzy tę nic niekosztującą histerię pobudzają, żeby ich los nie wypróbował... To ty jesteś gońcem... Poprzedni skończył z poderżniętym gardłem. Widzę, że cię to nie zniechęciło - mężczyzna mówił, ale nie prowadził cię w głąb domu. Szukał w kieszeni czegoś. I wreszcie wyjął złożoną kartkę. - Po to przyszedłeś prawda?- spytał wskazując na papier.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej