Tereny Valfden > Dział Wypraw

Na straży pokoju

<< < (5/11) > >>

Mohamed Khaled:
Musiał się udać do dzielnicy handlowej. Trzecia odnoga uliczna. Dwie pierwsze prowadziły w całkowicie inne miejsca, do których obecnie na pewno nie chciał się udać.
Ruszył w stronę handlowej, masując delikatne dłoń. Czuł, jak się zrosła. Minął już wyznaczony czas, odkąd wypił miksturę. Kość była w pełni zreperowana, co wielce ucieszyło Kruka. Zwłaszcza, że mógł spodziewać się trudności. I to wielkich.
Stawiając każdy następny krok, Kruk zastanawiał się, kto był takim "dobroczyńcą". Na pewno była to osoba wpływowa, ktoś kto znał jego zawód. Może to kapitan, który podstępem chce zdobyć tajemniczą rzecz? Albo któryś z jego ludzi? Albo szlachcic? Opcji było wiele, żadna konkretna.

Licho:
Noc była wyjątkowo ciemna. Na niebie były gęste chmury, o czym świadczył brak gwiazd i księżyców na nieboskłonie. Było ciemno i parno bo w dzień padało, a teraz mgły unosiły się nad stolicą, a ciężkie powietrze dokucza śpiącym (i nie tylko) mieszkańcom.
Noc charakteryzowała się jeszcze przeróżnymi odgłosami. Po Efehidonie niosły się śpiewy pijaków z trudem próbujących znaleźć drogę do domów. Wesołe melodyjki i sprośne piosenki docierały do uszu Mahomeda. Za rogiem słychać było, jak ktoś rzyga i krztusi się, albo już umiera bo nie może pozbyć się wymiocin z gardła. ÂŚpiewom wtórowały kociska ganiające się po płotach i rozpaczliwe miauczenie samców podczas ich walk. Wszystkim tym dźwiękom wtórowały też stękania kobiet i posapywania mężczyzn, którzy toczyli swe nocne życie. Z powodu gorąca okna nierzadko były otworzone na oścież ujawniając życie domowników.
Mohamed pałętał się po stolicy i zwykły obserwator mógłby sobie zadać pytanie co mauren robi o tej porze na mieście, i że pewnie snuje się jak kocur w marcu po ulicach i zadziera nosa - zupełnie niepotrzebnie. Jaką odwagę trzeba mieć by wyściubiać nos z domu i kusić los... Ale Mohamed szedł po wolność i po życie.
Minął jakieś kartony gdy przechodził obok tyłów sklepów szewca i garbarza. Przeskoczył przez niewysoki murek, ochlapał się wodą z kałuży, ale parł dalej. Napotkał też truchło jakiegoś faceta, lecz je także ominął i wzrokiem szukał białego zadbanego i wysokiego budynku - gildii kupieckiej.

Mohamed Khaled:
Człowiek z więzienia powiedział mu, że nawet jeśli chciałby, to i tak nie ominie gildii kupieckiej. Duży, biały, zadbany budynek o pięknych, zadbanych i zdobionych... no kurwa... parapetach!
Była noc. Wyjątkowo ciemna noc. A on był czarny, co sprzyjało. W ciemności ciężej dojrzeć ciemniejszego. A o tej porze, samotny mauren przechadzający się po tej dzielnicy, to podejrzane...
- Gdzie on jest...? - rozejrzał się raz jeszcze i ruszył dalej.

Licho:
W ciemnościach biały budynek szybko dał się dostrzec. Wokół niego kręcili się jednak jacyś strażnicy, a kruk miał przecież zajść od tyłu i zapukać do drzwi. Nie mogłoby to być zbyt proste... Gildii kupieckiej pilnowali uzbrojeni faceci, na razie było ich dwóch, ale kto wie, czy w zaułkach nie czai się ich więcej. Nie pilnowali oni samego budynku - mieli po prostu nocny patrol, kontrolowali sytuację na ulicach,  w razie czego mieli interweniować.
No i tak... właśnie... Przyczepili się oni do Mohameda. Już z daleka go przyjrzeli gdy mijał pochodnię i krzyknęli do niego. - Proszę pana! Proszę nie odchodzić, proszę do nas na chwilę- gadał jeden z nich.

Mohamed Khaled:
- Tak? - zbliżył się do strażników na bezpieczną odległość. - W czymś rzecz? Wracam właśnie z długotrwałej podróży z północy. Chce w spokoju dojść na podgrodzie, a wieści mówią, że tedy szybsza droga. Odwiedzam przyjaciela. Kratosa. Uczonego. Oczekuje mnie już od czterech godzin - uśmiechnął się, wskazując na ostrze na plecach. - Mieliśmy drobny kłopot z bandytami. Trochę się nam ociągnęło...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej