Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na straży pokoju
Licho:
- Sprawa jest prosta. Sekores potrzebuje gońca. Ostatni... nie wrócił. Masz tylko jedno zadanie. Odebrać pewną karteczkę. I chyba wiesz, żeby jej nie czytać? No!, bo inaczej jaja bym ci musiał urwać. Ekhem, ekhem... Z posterunku prowadzą cztery uliczki. Jedna na podgrodzie, druga nad rzekę i do jakichś tam parków, trzecia do dzielnicy handlowej, a czwarta chuj wie gdzie. Pójdziesz więc tą trzecią do gildii kupieckiej. Jest to biały budynek, czteropiętrowy, ma nawet zdobione... te... no wiesz kurwa... parapety. Nie przeoczysz choćbyś chciał. Pójdziesz tam, zajdziesz budynek od tyłu. Są tam jedne drzwi. Zapukasz cztery razy szybko, potem przerwa, dwa wolno, przerwa i następnie jeszcze trzy razy. Otworzy się zasuwka, ktoś na ciebie spojrzy. Wtedy podasz hasło "widząc te histerie, euforie patriotyczne, wiem, jak to w momencie tragicznym się kończy". Ta druga osoba powinna odpowiedzieć "I życzę tym, którzy tę nic niekosztującą histerię pobudzają, żeby ich los nie wypróbował." Jeśli powie coś innego, uciekaj tak szybko jak dasz radę, chyba ze będzie za późno. Potem wróć tutaj, dokładnie tutaj. I nie wracaj po jednym dniu, ale po kilku. Nikt nie może cię śledzić, rozumiesz? Powinieneś, wszak Kruki to niegłupie ptaszyska. Wtedy mój pan da ci zapłatę. Chyba nie muszę ci tego na kartce zapisywać, hę? Acha, i mam twój złom- zakończył.
Mohamed Khaled:
Słuchał w skupieniu, notując wszystkie kody, powiedzenia, fragmenty. Gdy człowiek wspomniał o Krukach, chwilowo go zatkało. Czyli wiedział, kim jest Mohamed? No cóż, kolejna osoba do zlikwidowania. Przynajmniej na razie.
- Cztery szybko, przerwa, dwa wolno, przerwa i trzy razy... No dobrze - zrobił krótką przerwę, by podrapać się po policzku. - Jak stąd wyjdę? Jak tu wrócę? I co z moim osprzętowaniem? Dostanę z powrotem?
Licho:
- Nie obchodzi mnie to jak wrócisz. Masz wrócić i tyle. Albo zginąć. Masz tu katanę... i ukryte ostrze i kuszę. Reszta mnie NIE OB-CHO-DZI. Jak zginiesz, to trudno. Tu i tak miałbyś gorzej. Chociaż... powiem ci tak: musi ci się udać. Nie masz innego wyjścia, chyba że życie ci niemiłe- po czym oddał Mohamedowi jego bronie. Mauren wreszcie mógł nie czuć się bezbronny. - Masz maksymalnie miesiąc, przewiduję nawet duże problemy. Karteczka jest dość ważna, ale czas nie gra aż takiej roli. Wypuszczę cę a ty masz tu wrócić. Moi ludzie cię rozpoznają, nie bój się o to. I żadnego oszukiwania bo cię dorwę, obiecuję ci to przed wszystkimi bogami. Zrób tylko jakiś błąd, spróbuj uciec i nie dostarczyć mi karteczki... Twoje flaki jeszcze tego wieczoru zawisną na bramie wjazdowej do stolicy - zrobił krótką przerwę. - Zapewniam jednak iż mój pana sowicie cię wynagrodzi, kruku.
//Odzyskujesz wcześniej utracony ekwipunek czyli wszystkie bronie.
Mohamed Khaled:
- Skoro ta kartka jest tak ważna, powinieneś pomyśleć o tym, jak mam tu wrócić... Straż raczej nie będzie skłonna mnie z powrotem wpuścić... - mruczał, jednocześnie wsuwając katanę do pochwy na plecach, nakładając ukryte ostrze na lewą rękę i sprawdzając stan kuszy.
Narzucił na głowę kaptur.
- Jeszcze mi się nie zdarzyło, bym coś spartaczył. Nadal żyje - uśmiechnął się kpiąco. - Tak więc. Ja już może ruszę, mhm?
Licho:
- Doprawdy nie wiem co ten mój szef w tobie dostrzegł, że zaryzykował i dał ci szansę. Staruch widocznie nie ma co z grzywnami robić. Chłopcze, koncentrujesz się nie na tym co trzeba. Zostało ci powierzone zadanie. Jedno kurwa proste zadanie. Chyba potrafisz dostarczyć świstek papieru?! Reszta cię nie obchodzi- wytłumaczył mu nieźle rozwścieczony już mężczyzna. - To twój problem jak wrócisz. Powiedziałem ci wszystko co powinieneś wiedzieć. Zadawaj tylko konkretne pytania.
Pochodnia oświetlała mu twarz tylko po części. Jedna połowa była oświetlona, druga ginęła w mroku. Teraz wyglądał naprawdę jak jakiś upiór, niczym demon z otchłani w ogniu piekielnym. Wzrok miał groźny a światło płomienia odbijało się w jego oczach. I na dodatek ten szyderczy uśmiech jaki wywołał na jego twarzy wygląd maurena. Trudno stwierdzić co go tak rozbawiło. - Niezłe z ciebie barachło. I to czarne na dodatek- burknął do siebie gdy ruszyliście korytarzem do wyjścia.
Zza krat, z mroków celi, nóg Mohameda dosięgały chude ręce z powyginanymi palcami. To więźniowie błagali o wolność. Na niektórych kończynach kruk dostrzegał kawałki zwisającego mięsa, na innych żywe rany, inne były dziwnie czarne jakby od węgla czy brudu. Z pomieszczeń wylewały się dziwne ciecze na których powstawały świetlne refleksy od ognia.
Mohamed znowu minął wielką salę, tę, w której po prostu dostał w łeb. Przesłuchanie było krótkie, Kapitan nie chciał go słuchać, a raczej nie chciał odpowiadać na jego wyjaśnienia. Teraz spał tu jeden strażnik, zasnął nad papierkową robotą- tak mogło zdawać się maurenowi. Tak naprawdę został otruty i leżał martwy z twarzą w niedopałku papierosa.
Doszli do wyjścia. Na zewnątrz była noc. Druga albo trzecia w nocy sądząc po pustkach na ulicy. - Bierz się do roboty- rzucił facet i wszedł z powrotem do środka nie zważając już na nic. Oczekiwał po prostu wykonania usługi. Jeśli to się nie powiedzie - nic strasznego się nie stanie. Jeden mauren mniej. Znajdzie się kolejną ofiarę, którą będzie można łudzić sowitym wynagrodzeniem. Pieniądze - to one rządzą tym światem - kupują nawet życie albo śmierć, czasem po bardzo zaniżonych cenach.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej