Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

To państwo zasługuje na to, by je ocalić. Kontynuuj moje dzieło!

<< < (7/9) > >>

Canis:
Nikogo? To coś podejrzanego... Myślał i dotknął dłońmi swojego ciała. ÂŚląc energię mortokinetyczną pokrył swe ciało delikatną strukturą, barierą mogącą chociaż chwilę chronić jego "życie". Jaszczur kazał zjawą poknąć przed sobą schodami do góry, sam zaś szedł tuż za nimi dzierżąc dzielnie swój sztylet. Starał się być ciągle czujny, widzieć i dostrzegać wszystko, co mogłoby mieć znaczenie. dźwięki, hałasy, odgłosy, każdy najdrobniejszy ruch i element, który byłby czymś niecodziennym.

3x zjawa

Hope:
Z sali audiencji dobiegł Salazara dźwięk lutni, okrzyki i śpiewy nie zdawały się cichnąć. Jaszczur musiał natrafić na biesiadę Gomeza. Watażka żołdaków zwykł odprawiać podczas takich imprez większość straży.

Canis:
Och... ty niedobry... Lutniarz mi nei szkodzi, kobiety mają już zajęte pewnie mężczyzn, nie będą zdolni do błyskawicznej reakcji... Pomyślał. Sięgnął sztyletem do prawej dłoni i zrobił delikatne płytkie nacięcie na wierzchniej stronie dłoni. W miejscu cięcia pojawiło się kilka kropel szkarłatnej cieczy. Delikatnie schylił się i odłożył sztylet na miejsce. Szedł wyżej puszczając zjawy przed sobą, niemal biegiem chciał wybladnąć do sali, o ile była w ogóle otwarta, zaś jeżeli nie, to zatrzymał się przed drzwiami by je otworzyć.

Zamierzał z zaskoczenia wtargnąć, wykorzystać zjawy do wygenerowania zamieszania i przy pomocy zaklęcia wrzątku unieszkodliwić, lub sparaliżować wroga, jakim miał być pan Gomez.

3x Zjawa

Hope:
Salazar wpadł do sali z impetem wprawiając w konsternacje hucznych biesiadników. Zakrapiane przyjęcie okraszone orgią Gomeza i jego ośmiu nałożnic było nieodzownym elementem życia władcy kolonii karnej. Watażka został zastany nagi, w pozycji stojącej, kiedy u jego krocza jedna z kobieta pochłonięta była przez Layanoiskie techniki pieszczot. Pozostałe z niewolnic oddawały się lubieżnym ekscesom.

Canis:
Nachlani... nie będą precyzyjni... a ten zbereźnik... Jaszczur posłał zjawy przed sobą, by zabiły bezbronne kobiety wszystkie 7 zajmujące się lubieżnymi ekscesami. Dla każdej zjawy po dwie, a jedna na trzech. Salazar wiedział, że było to dobre. Zabić je, zniszczyć. Słał rozkazy do zjaw napawając chęcią mordu zjawy na niegodne życia kobiety.

Zjawy mknęły przed siebie w kierunku kobiet i rżnęły je szponami tnąc w okolicach szyi by zadać śmiertelne rany i prowadzić do wykrwawienia, zalania posadzki piękną szkarłatną cieczą.

Jaszczur stojąc tak idąć w kierunku Gomeza i kobiety zajmującej się nim, gdy już rozpętało się dzieło zjaw, skierował ręce w kierunku kobiety oporządzającej bezpośrednio Gomeza, a tym samym sam posłał energię magiczną w kierunku jej szyi i oplótł ją w mortokinetycznym uścisku. ściskając ją i dusząc przekręcił ręce dając tym samym impuls energii, by złamać jej kark. Tak też się stało. Bezwiedne ciało puścił.

Samemu Jaszczur dalej kroczył w kierunku Gomeza wyciągając obie ręce przed siebie. Chciał zmniejszyć dystans między sobą a Gomezem do 10 metrów. Zginiesz pomiocie... tylko chcę wiedzieć dlaczego... Hipnoza mi pomoże...

Gdy zjawy zabiły niewolnice, dostały rozkaz uderzenia w pozostałych biesiadników, by uniemożliwić im  powstrzymanie Salazara.

3x Zjawa

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej