Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ciemna strona miasta.
Armin:
Ta wiadomość maurenkę zaskoczyła. Szybko musiała przejąć inicjatywę i stać się szefem nierozgarniętej grupy kobiet.
- Lepiej się nie rozdzielajcie. I nie odchodźcie za daleko! - powiedziała Armin do dziewczyn. - A jak jakiś łotr się pojawi, to walnijcie go czymś... - po tych słowach pobiegła w stronę piwnicy. Po drodze minęła trupa bandyty i szkarłatną plamę z krwi na podłodze. Kto mógł je zaatakować? Oh... Głupie pytanie, oczywiście, że bandyci. Ale dlaczego nic nie słyszałam wcześniej? Mam tylko nadzieję, że to nic poważnego. Po kilku sekundach czarnoskóra wyhamowała i weszła do miejsca skąd dobiegały niepokojące odgłosy.
Rodred:
Sytuacja ponownie stała się dla ciebie zaskoczeniem. "Rannym" okazała się owa kobieta, którą spotkał los gorszy od śmierci. Nadal pochlapana krwią z bandyty, którego zad nią zabiłaś trzymała się za krocze i szlochała skulona przy ścianie. Wkoło niej stały trzy kobiety. Jedna ją obmywała jakąś ścierką a reszta starała się ją pocieszyć.
Armin:
Armin stała jak słup soli. Z trudem postrzymywała się od zwrócenia treści swojego żołądka. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziała. Podeszła do kobiet i spróbowała jakoś pomóc biednej, płaczącej istocie. Próbowała się też uspokoić, ale musiała zadać kobietom kilka pytań.
- Kiedy to się stało? - Armin miała pewne przypuszczenia, ale wolała się upewnić. - Jak myślicie, wyjdzie z tego? - spytała z troską maurenka. Na co dzień nie miała komu okazywać uczuć. Mieszkała sama, a jej rodzina już nie istniała na tym świecie... To już za wiele. Nie daruję tego bandytom! Przysięgam, że zemszczę się na nich, za to co zrobili nam wszystkim, a w szczególności tej kobiecie.
Rodred:
Naglę cię olśniło i zdałaś sobie sprawę, że w ferworze walki całkowicie zapomniałaś o wykorzystanej dziewczynie. To jest właśnie ona nadal przeżywająca ten moment. Musiało ją to spotkać po raz pierwszy. Zaraz za tobą weszła ta ruda dziewczyna. - No co? Wychędożono ją i tyle. Jedna z opiekujących się kobiet zgromiła ją nienawistnym spojrzeniem po czym wróciła do pocieszania towarzyszki. - No już.. Nic ci nie jest. Choć musimy się zbierać. Mówiła to bardzo miłym łagodnym głosem. o czym spróbowała podnieść ją na nogi.
Zdałaś sobie sprawę, że naprawdę musicie już iść. Nigdy nie wiadomo kiedy ktoś po was przyjdzie.
// Zauważyłem, że powstaje wiele nieporozumień. Naprawdę pisze tak nie jasno? Jeżeli czegoś do końca nie rozumiesz to proszę zapytaj ;)
Armin:
//Sorka, to ja się pogubiłam. :) Rozumiem, że mam już wszystkie bronie?
Armin wyszła wraz z pozostałymi kobietami z 'krwawego' pokoju. Mijała po raz kolejny matrwego bandytę, który nie robił na niej żadnego wrażenia. Szły tak korytarzem, gdy maurenka weszła do drugiego pokoju i zawołała:
- Idziemy na górę. Trzeba w końcu się stąd wydostać. - zawołała do towarzyszek. - I proszę, bądźcie ostrożne. Nigdy nie wiadomo co może znaleźć się za rogiem. Po tych słowach czarnoskóra przygotowała sztylet i ostrożnie zaczęła wchodzić po schodach.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej