Tereny Valfden > Dział Wypraw

Brunetki, blondynki i inne... trucizny

<< < (6/8) > >>

Evening Antarii:
-Ja i owszem, o portalu słyszałem. Każdy go zna. Jest też taki, który do koloni karnej przenosi. Magiczne diabelstwo! Sam jednak przez tyle lat, przez żaden nie przechodziłem. Od urodzenia mieszkam na wyspie, ale do portali mnie nie ciągnie, oo niee. A walczyć- dobrze że umiesz. Różne potworki w tych lasach mieszkają. Ale nie bój się! W razie jakby co, to ja cię ochronię!- powiedział. Edward także umiał walczyć, ale mieczem, a nie toporem. Choć wolał się oczywiście tym nie trudzić - od czego ma swe sługi?
 -Nudzisz!?- oburzył się jakby Edward. Aż uniósł ze zdziwienia swe gęste brwi. - Uwierz, z tymi moimi strażnikami to ja sobie zbytnio nie poględzę. Z dziewczętami z resztą też - one są  od czegoś innego. Właściwie...  one nie są zbyt wykształcone. Tyle co im o interesach pogadam; prawym wleci, lewym wyleci. Dla nich najważniejsze jest, aby miały dach nad głową i zupę w misce - niezależnie od ceny, jaką muszą ponieść- wytłumaczył.  -A ty? Ho ho, to zupełnie co innego- zaśmiał się szczerze. Naprawdę polubił swego towarzysza.

Wtem wszystkie wozy zwolniły, jakby ugrzęzły. Do wozu wdzierała się gęsta mgła. Choć przed wjazdem do lasu dzień był słoneczny, tu zdawało się, jakby był pochmurny. Stisla z Edwardem usłyszeli krzyki dochodzące z tyłu i z przodu konwoju.



- Stoimy!- dobiegł  głos strażnika jadącego na przodzie.
- Co? Co się dzieje? Co to za miejsce?- z tyłu było słychać wystraszone służki.
- I czego się baby boicie?! Chicho mi tam!...- kazał im się uspokoić Edward. -Toż to zwykły las!
- Wozy ugrzęzły, panie. Konie nie dają rady ciągnąć- odezwał się strażnik prowadzący "karocę".
-No już! Wysiadać wszyscy. Trzeba pchać!- rozkazał gniewnym, bardzo zmienionym, głosem.

Stisla:
- Sie robi! - Stisla usłuchał kupca, po czym prędko pobiegł do pierwszego wozu, by pomóc wyciągnąć.
Nie było wcale łatwo sobie z tym poradzić. Krasnolud krzepę miał niemałą a i sam przecież nie pchał. Musieli się wszyscy sporo natrudzić, żeby choć ruszyć.
- I raz i dwa. I raz i dwa - głośno zakomenderował ryżobrody i pchał w takt rytmu wytyczonego przez własne dźwięki.

// Udało im się przepchnąć? :)

Evening Antarii:
I pomógł Stisli nawet Garbatonosy. Jego karoca była uwolniona. Jednak gdy zabrali się za kolejny wóz, na powierzchni wody zaczęły pojawiać się bąbelki, jakby ktoś nurkował pod jej powierzchnią. Atmosfera stała się naprawdę złowroga.
- Aaa... To tylko jakieś gazy, albo ryby pod wodą- rzekł strażnik. Panny odetchnęły z ulgą.
Udało im się też wypchać wóz pełen jedzenia. Ten pojazd utknął naprawdę głęboko, ale także konie mocno ciągnęły, więc szybko poszło.
Bąble znów się pojawiły.
A potem ręka wypełzająca na brzeg. Potem kolejna i jeszcze jedna. Za nimi pojawiły się na wpół zgniłe głowy ludzkie, a także całe ciała. Całe stadko ożywieńców, które wyczuły ruch i łatwą ofiarę... Podróżni zakłócili ich spokój.
Z bagiennej wody zaczęły wychodzić kolejne utopce. W sumie było ich dziesięć, jednak jeden zaplątał się  w jakieś korzenie, drugi ugrzązł zbyt głęboko by móc się wydostać, a trzeci był za bardzo zgniły by móc atakować. Na Edwarda i jego konwój ruszyło siedem utopców, głodnych i nadzwyczaj szybkich.
-Te bagna są zdradliwe. Pochłonęły już wiele ofiar- rzekł Garbatonosy w ramach wyjaśnienia. -Dupy w troki i jedziemy! Brać ich! Pilnować koni!- krzyknął kupiec i dobył swego miecza. Tak samo zrobili jego strażnicy, a służki wystraszone wróciły do swego wozu.




7x http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Utopiec wyszły z bagien po on=bu stronach konwoju i atakują od prawej i lewej.

Stisla:
- No to do dzieła! Zdecydujmy o waszej przyszłości Zgniliźniaki! - krasnolud wrzasnął doniośle, po czym zwinnie dobył topór. Stanął pewnie na nogach czekając na atak zwinnych pomiotów. Stisla stał z prawej strony wozu z jedzeniem. Miał przed sobą obszar, który ogarniał wzrokiem czterech Utopców. Pierwszy z nich zbliżył się do niego w zatrważająco szybkim tempie. Gdy był już w zasięgu topora Stisla próbował wykonać zamach, ale nieumarły był szybszy. Wykonał zamach ręką, chciał poharatać twarz krasnoluda z ryżą brodą. Stisla zdążył zablokować trzonkiem topora pazury napastnika, dosłownie kilkanaście centymetrów od twarzy.
Następnie sam przeszedł do kontrataku i mocnym odepchnięciem spodem stopy odrzucił przeciwnika o kilkadziesiąt centymentrów. Szybko zebrał się w sobie i wykonał zamach z nad głowy, prowadząc topór z prawej strony ciała ku dołowi zataczając tym samym niewielki łuk. Utopiec został trafiony końcem ostrzem, ale na tyle delikatnie, że nieznacznie uszkodził powierzchnię, którą u człowieka żywego nazwalibyśmy skórą. Osocze z wewnątrz ciała zaczęło lecieć ciurkiem. Utopiec był jeszcze bardziej rozsierdzony tym zranieniem.

Evening Antarii:
-No! Chłopy! Brać się ono do roboty! Stisla już ubił jednego!- ponaglał strażników Edward. Równocześnie sam zabrał się za jednego ożywieńca. Był dość masywnym mężczyzną, ale umiał władać mieczem i szło mu to wyśmienicie! Kilka wyuczonych pchnięć i uników wystarczyło, by ubić atakującego go potwora. Także jego "ochrona" wzięła się wreszcie do roboty. Jeden walczył sztyletem, drugi bardzo dobrze władał mieczem. Każdy z nich ubił po jednym utopcu broniąc całej karawany, zapasów jedzenia, pięknych dziewcząt... Pocieszającym był fakt, iż z wody nie wychodziły kolejne bestie.
-Jeszcze kilka i koniec! Ahhh!.... nie dam się tym umarlakom!- dało się słyszeć głos walczącego kupca.


//zostało: 3x utopiec

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej