Tereny Valfden > Dział Wypraw

Brunetki, blondynki i inne... trucizny

<< < (5/8) > >>

Stisla:
- Co ta bestyja mi tu o zagadce mawia, hę? Mamy zgadywać? Czy jużem zgadł? Gadaj no Sfinksiku co chcesz. - Stisla nad wyraz spokojny rozpoczął dialog ze spotkanym osobnikiem.
Nie wiedzieć dlaczego nie przejął się zagrożeniem jakie wynikało z konfrontacji ze sfinksem. Nie był może głupi, ale inteligencją o niespotykanych rozmiarach także nie grzeszył, mimo to coś mu w duszy mówiło, że poradzi sobie z
czymkolwiek do czego zostanie przez bestię zmuszony.
Następnie zwrócił się bezpośrednio do Edwarda:
- Nie ma stresowania Mości Kupcu, ja się tym zajmę. Zobaczymy na co stać tą bestyję. - Uśmiechnął się rześko i pokrzepił wyraźnie zdenerwowanego Garbatonosego.

Evening Antarii:
Strażnicy, a nawet piękne niewolnice, z trwogą spojrzały na Stislę. Wszyscy bali się o swoje... życie. Nikomu nie uśmiechało się zginąć śmiercią głupców.
- Twoja odpowiedź jest dobra. Razem z towarzyszami możesz ruszać dalej- odezwał się stwór. Mówił dostojnie i tak też się zachowywał, choć kilka minut temu mógł po prostu ich pozagryzać. Machnął ogonem i odszedł w swoją stronę. Znów zaczął nasłuchiwać kolejnych podróżnych.
-Fiu fiu!- Garbatonosy otarł pot z czoła. Na jego poczciwej twarzy malowała się ulga. - Tobie zawdzięczamy życie! No już, wsiadać z dupskami do wozów! Szybko, Jadymy dalej!- rozkazał i sam się władował wraz z krasnoludem do wozu.
-Ho ho, robotny i całkiem intelygentny... I gdzie ty się ukrywałeś ha ha... Z łatwością znalazłbyś posadę gdzieś w spokojnym urzędzie albo innym kurwidołku! Tym więcej jestem ci winien, mój drogi.
Droga wiodła przez wąwóz jeszcze przez pół godziny powolnej jazdy. Dalej zaczynał się znów trakt przez pola i lasy, wśród zbóż i wysokich dębów. Do Gryfiego Gniazda było coraz bliżej...

Stisla:
- Nie ma za co dziękować. Kompanija zawiać cztery litery i spierniczamy stąd, choć miły ten sfinks. - ryyżobrody zażartował i jednocześnie odetchnął z ulgą. Spodziewał się, że zadanie będzie trudniejsze, ale mimo to był zadowolony z siebie.
Wiedział, ze teraz będzie miał przewagę nad Edwardem. Szybko zasiadł na swoim miejscu w wozie kupieckim
- No to jak, gdzie teraz się udajemy? Pod lawę umyć łepetynę? Ha ah haha, ekhm (kaszel) - Stisla aż się zakrztusił tak się uradował, że to dzięki niemu przebyli drogę niezaatakowani.
- Inteligentny czy nie, trza jechać dalej. A urzędas ze mnie taki jak z Mości Druhu żebraczyna z jakiego kurzowiska. - mrugnął porozumiewawczo do kupca, że to kolejny z jego średnio błyskotliwych żartów.

Evening Antarii:
-Teraz będą mokradła. Tak mi się zdaje... Bagniska straszne w środku lasu. Czasem czają się tam jakieś stwory. Przejedziemy tamtędy w dzień, to będzie łatwiej- wytłumaczył. Potem już droga prosta - do domu! Zatrzymamy się jeszcze po drodze. Dziewczęta muszą rozprostować nogi...- zaśmiał się. Potem poprawił na sobie swoją długą szatę. -Umiesz ty walczyć? Ten toporek to chyba nie dla ozdoby?

Stisla:
- Czy umiem? No niby coś tam już pomachałem, ale żadne to cacko, co wbija się we wszystkie pomioty i inne takie. Jam prosty i biedy krasnolud, majętność nie jest moją dobrą stroną. Oj, ale jeśli chodzi o bitkę to chętnie w obronie karawany kupieckiej stanę. Oj, tak, stanę i będę bronił Mości Kupca i panienek, choćby miały nóg nie rozprostować, żywiutkie dowiozę gdzie sobie zażyczycie. - pół żartem, ale i pół serio Stisla ponownie wpadł w wir opowiastek.
I tak też Edward Garbatonosy, chcąc nie chcąc dowiedział się o kilku nowych faktach z życia ryżobrodego krasnoluda. O tym jak trafił gdzieś w okolice Efehidionu przeniesiony przez magiczny portal, o pewnej przygodzie z bandytami...
Wtem stało się coś niezwykłego... Stisla zapytał:
- Czy ja cię Dostojny, nudzę? Tak gadam i gadam, a może Tyś żeś kcioł, tfu, kurka nioska, chciał powiedzieć?
Najwyraźniej poczuł, że mówi za dużo. Zdarzyło mu się to chyba pierwszy raz w życiu...

//Wybacz zastój, obowiązki służbowe mnie wykończyły

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej