Tereny Valfden > Dział Wypraw
Próba siły #3 - Edgard
Funeris Venatio:
Kreshar zdołał wyskoczyć i odbić się łapami od ściany. Jego paszcza zmierzała na wysokość kolana orka. Sekunda na reakcję...
1x Kreshar, półtora metra przed Tobą, w skoku, atakuje paszczą kolano.
Edgard:
To co wydarzyło się potem, miało pozostać tajemnicą zabraną do grobu wraz z orkiem. A każdy kto próbowałby poznać ten najmocniej strzeżony z sekretów, zabity by został samym spojrzeniem Eda. Otóż w chwili gdy nasz ork wykonywał zamach nogą i ta leciała już w kierunku brzucha bestii, by pogruchotać jej kości, breja na której stał, spowodowała poślizg i jak można się spodziewać, stracenie równowagi. Wielkie cielsko przechyliło się w tył i zaczęło lecieć na plecy. Ed już wiedział, że na jego spotkanie nie wychodzi twardy grunt, a ciepłe, obsrane i płynne coś, w które niebawem się zanurzy. Już nawet nie przejmował się kłami bestii, bo to dosłowna plama na honorze już nigdy nie zostanie zmazana. Szczęśliwie dla niego, bezwładna noga, której to nadał pęd, leciała dalej ku celowi i bucior, mimo że nie tak dokładnie jak zamierzał, trafił w cielsko lecącego kotopodobnego, powodując, że ten przeleciał nad zwalającym się na podłogę orkiem. Ułamek sekundy potem, Ed poczuł miękkie, rozbryzgujące się na wszystkie strony goo, a tuż pod nim twardy grunt. Starał się sobie wyobrazić, że to kupki liści i kwiatów, ale nic to nie dało. Smród otrzeźwił go natychmiast. Nikt jeszcze w historii wszelkich ras, nie próbował tak szybko powstać z ziemi jak ork w tej chwili. Cały w gównie, odwrócił się i zaczął wyszukiwać kreshara, by wyładować na nim swoją złość.
Funeris Venatio:
Kreshar wylądował równie miękko, ale przede wszystkim na łapach. Zaskomlał wyraźnie, odwrócił się szybko i ruszył do kolejnego ataku. Wyskoczył lekko w powietrze, zamachnął się prawą łapą najeżoną pazurami na wysokość krocza orka, a jego paszcza leciała na brzuch osłonięty tylko gównianą koszulą.
Edgard:
Ed wściekł się nie na żarty. Ale był szkolony by reagować szybko i używać tego co miał pod ręką. Dlatego gdy lecąca na niego kupa kłaków, przymierzała się by wyszarpnąć z jego ciała kawał mięsa, ork sieknął w zmierzającą ku niemu łapę i odbił ją na bok. Jednocześnie pochodnia wciąż trzymana w drugiej dłoni posłużyła mu jako prowizoryczna broń, którą postawił na sztorc, a jej koniec skierował w stronę otwartej paszczy kreshara.
- Udław się, ty uparty sierściuchu! - Warknął, napierając mocno pochodnią, by ta jak najdotkliwiej poparzyła napastnika.
Funeris Venatio:
Kreshar cofnął się przestraszony. Twarz osmaliła mu się, futro nieco spaliło, a on sam poślizgnął na śliskiej posadzce i wylądował na boku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej