Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zsiadłe mleko

<< < (3/5) > >>

Patty:
Sama również zeskoczyłam z siodła, przywiązałam konia do najbliższego drzewa i zabrałam się za oprawianie zwierzyny. Szybko i sprawnie wycięłam wszystkie pazury i kły, ściągnęłam skóry i upuściłam krew. Wszystko to przytroczyłam do siodła konia, nie zamierzałam tego nosić. Następnie zabrałam się za przeładowanie pistoletu.
- Jedźmy dalej - stwierdziłam jedynie oczywistość.

Pozyskuję:
32 pazury wilka
10 litrów krwi wilka
4m2 skóry wilka
8 kłów wilka

Funeris Venatio:
- Ano tak, jedźmy. Szkoda zwierząt, ale trofea myśliwskie się przydadzą. - Ponownie wskoczył na siodło, pewnym i ćwiczonym niemal codziennie ruchem. Ruszyli przed siebie, spokojnie przemierzając kolejne kawałki traktu. Podążali dokładnie tak, jak polecił Drago, więc bez problemów znaleźli chatkę na odludziu, gdzie mieszkała ta, którą znano pod imieniem Kroowsko. Domek był drewniany, pokryty strzechą, raczej niewielki, z dwoma oknami wychodzącymi naprzeciw ścieżki. Za domkiem na polance pasło się parę krów, które spokojnie skubały trawę. Babsko, bo inaczej kobiety tak wielkiej nazwać się nie dało, siedziało na ławie zbitej z desek i wyrabiało masło. Podniosła głowę, gdy konie zarżały.
- Czego?! - warknęła, gdyż nie wiedziała, kim są przybysze. Gdyby przybyli w zbrojach Bractwa, to od razu by było wiadomo.

Patty:
"Bandyci, oddawaj złoto!", chciałoby się krzyknąć w odpowiedzi na wdzięczne przywitanie owej niewiasty. Odpuściłam sobie jednak krotochwile w obawie przed powodzeniem naszej wyprawy, wszak kto wie, co białogłowej mogło przyjść na myśl, gotowa jeszcze wyskoczyć na nas z widłami.
- Przybywamy z Bractwa ÂŚwitu, przysłał nas kucharz Drago. Zabrakło mu twojego... "specjału".

Funeris Venatio:
Widłami? Ona miała kuszę pod ręką. Jednak jak usłyszała odpowiednie słowa, czyli "Bractwo ÂŚiwtu", 'kucharz Drago", czy "specjał", to raczej nie było wątpliwości, że to swoi. No, oczywiście mogła to być dobra podpucha, ale wtedy raczej by ją potraktowali od razu z bełta, czy czegoś, nie bawili się w podchody.
- A to zapraszam, zapraszam. Poczekajcie no moment, skoczę ino do chałupy - powiedziało babsko i podniosło swój wielki tyłek z ławy. Musiała ważyć ze sto dwadzieścia kilo, a to było naprawdę sporo jak na kobietę. Nie było jej może ze dwie minuty, które ciągnęły się naprawdę mocno, gdy wyszła. Niosła jakieś zawiniątka, które wyglądały jak zaczopowane dzbany.
- Przeproście tylko Draga, że grzybów nie dostanie, bo nie zdążyłam pójść do suszarni. Chyba, że wy skoczycie, co, kochanieńki?

Patty:
Zastanowiłam się chwilę i krótki przebłysk materializmu pozwolił mi stwierdzić, że kucharz pewnie rzuci nam nieco więcej grzywien, jeśli w ogóle, jak już przywieziemy mu wszystko na raz. A przy tym wolałam załatwić sprawę od razu.
- Jak nic nas nie pożre po drodze to myślę, że damy radę podołać temu zadaniu. Jakie to grzyby?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej