Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zsiadłe mleko

<< < (4/5) > >>

Funeris Venatio:
- Wszystkie, które się tam ususzyły. Spakujecie do koszyka i przyniesiecie, nic trudnego. Musicie tylko iść tą dróżką, o tutaj... - Kobiecisko wskazało ręką na bok, gdzie faktycznie biegła ścieżka.
- No to ruszamy, Patty. Nie ma co mitrężyć, chodźmy. - No i poszli. Funeris wziął ze sobą konia, którego prowadził za uzdę po ścieżce, bo nie wiedział ile tego będą musieli nieść i w ogóle.
Szli tak kawałek, kilka minut, może kilkanaście, takie rzeczy czasem trudno określić, ale raczej kilkanaście. Przed nimi pojawił się następny zakręt, gdy na dróżce pojawiły się następne wilki. Noż to wredne bestie, nie dadzą ludziom spokoju. To było akurat wtedy, kiedy Funeris przywiązał konia do drzewa, bo musiał się odlać. Vader więc nie ucieknie, a on już może stanąć do walki.


//6x Wilk, idą po trzy. Najpierw pierwsza trójka, a potem, jakieś kilkanaście metrów dalej, następna. Te pierwsze są jakieś 10 metrów od dzielnych wojowników.

Funeris splunął, chociaż było to bardzo nieładne zachowanie w obliczu damy, jaką była Patricia de Drake. Chciał już wracać, te wilki go nieco irytowały, więc postanowił sprawę załatwić naprawdę szybko. Nie wyciągał miecza, tylko rozpostarł dłoń wyciągniętą przed siebie. Sięgnął do pokładów magicznej energii, która znajdowała się w jego nieskalanej duszy i wyciągnął ją niemalże na wierzch. Przekierował do ręki i uformował pocisk esencji, który pulsował bladym światłem. Wypowiedział inkantację Izeshar i za pomocą telekinezy posłał go do przodu, celując w łeb pierwszego z wilków. Ten dostał armatnią kulą złożoną z czystego życia, która to owe życie zakończyła. Taki mały paradoks. Z drugim postąpił tak samo, wypowiadając identyczne słowo Izeshar. Drugi wilk padł jak długi, ze spopielonym pyskiem, z którego nawet nie ciekła krew, gdyż wszystkie żyły momentalnie się zasklepiły. Dla zwierzęcia nie było już jednak ratunku. Tak samo jak dla trzeciego, który chciał się zbliżyć, ale dostał prosto w łeb srebrnym sztyletem, który został wbity mu prosto w czaszkę przez Poetę. Wystarczył szybki ruch prawą ręką, wyszarpnięcie go z małej pochwy i wprawienie w ruch wirowy. Przecięte powietrze zaświsnęło, a wilk tylko krótko zawył, gdy zarył krwawiącym pyskiem o wąską ścieżkę.

3x wilk, ze 20 metrów przed nami.

Patty:
Widząc, jak Funeris bohatersko rzuca się na pierwszą falę wilków dobyłam szabli i przemieściłam się  15 metrów do przodu, prosto przed kolejne zwierzaki. Błyskawicznie zaczerpnęłam mocy, zmieniając ją w jeden, potężny impuls.
- Aeneye! - wymówiłam inkantację i posłałam przed siebie wiązkę światła, niemal od razu oślepiając wilki. Zwierzęta zawyły przeraźliwie, kładąc sobie łapy na oczach. Aż się serce krajało. Przełamując współczucie dla biednych wilczków dobyłam szabli, skacząc do przodu. ÂŻelazo zawyło przeraźliwie w powietrzu, spadając na kark pierwszego wilka. Wyostrzona klinga gładko przecięła skórę, naruszone tętnice buchnęły krwią. Zwinnym ruchem uniknęłam ochlapania ciepłą posoką. Korzystając z impetu złożyłam się do kolejnego cięcia, ostrze szabli tylko zamigotało w powietrzu i kolejny wilk wykrwawiał się na śmierć. Ostatniego wilka dobiłam niemal z szacunkiem, dobywając ostrza sztyletu i wbijając go prosto w serce zwierzaka. Oślepione zwierzęta nawet nie mogły się bronić, przez co cała walka nieprzyjemnie zmieniła się w rzeź. Skrzywiłam się mimowolnie, po czym zabrałam się za zbieranie trofeów.

Zabieram
48 pazurów wilka
15 litrów krwi wilka
6m2 skóry wilka
12 kły wilka

Funeris Venatio:
Funeris również zabrał się za zbieranie trofeów. Potem przytroczyli wszystko na obładowanego nieco Vadera i ruszyli dalej. Po niezbyt długiej chwili doszli do niewielkiej klitki zbitej z drewna, która musiała być suszarnią na grzyby. W środku znaleźli to, co chcieli, więc Poeta zabrał się za pakowanie wszystkiego do koszyka. Polecił Patricii, by pilnowała na zewnątrz, czy nic się nie kręci. Na ten przykład kilkanaście metrów za suszarnią. Bo kto wie?



Zabieram
48 pazurów wilka
15 litrów krwi wilka
6m2 skóry wilka
12 kły wilka

Patty:
Skoro los chciał zabrać mnie na wycieczkę krajoznawczą, kim byłam, by się sprzeciwiać? Spokojnym krokiem ruszyłam za suszarnię, zachowując się, jakby to był spacer. I tak nie miałam nic lepszego do roboty, gdy Funeris wykonywał najstarszy zawód świata.

Funeris Venatio:
Tym, którym brzydkie myśli podpowiadały coś innego, narrator spieszy, by naprostować - nie, nie uprawiał prostytucji. On zbierał grzyby. Zbierał zebrane grzyby, ale zawsze.
Tymczasem przed Patty pojawił się samotny sambir. Bo mógł. Biegł na nią z dość dużą prędkością, będąc już teraz jakieś 11,77 metra przed nią.

//1x Sambir

Tymczasem... Funeris wyszedł ze wszystkim, nie wiedząc nawet, że Patty świetnie się bawi. Przymocował koszyk do siodła i już miał odwiązywać konia, gdy na niego też zaczął biec jeden sambir. A to wredne bestie, te sambiry... No żyć nie dadzą. Poeta nie czekał długo, dobył miecza i odciągnął zwierzę od konia. Kot skoczył na mściciela, chcąc zatopić w nim swoje wielkie i ostre jak brzytwa kły. Ten tylko rzucił się na plecy, puścił zwierza nad sobą i wstał szybkim, zgrabnym ruchem. Ruszył do przodu z obnażonym mieczem, wykręcając piruet w obronie przed atakiem pazurami i tnąc po grzbiecie. Bestia zawyła, a futro zaplamiło się krwią. Funeris poprawił jeszcze raz, tym razem atakując tylko ze skrętu bioder, co i tak nadało broni sporą moc. Neltharion zatopił się w ciele sambira, pod którym załamały się łapy. Dobicie go było aktem łaski, na który zakonnik się zdobył. Potem oczywiście bestię oskurował, żeby się nie zmarnowało.

Zabieram:
16 pazurów sambira
2,5m2 skóry sambira

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej