Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zsiadłe mleko
Funeris Venatio:
Drago szybko i dokładnie wytłumaczył gdzie i jak dojechać, więc nie powinni mieć problemów ze znalezieniem swojego celu. Dojedli szybko swoje posiłki, przemierzyli korytarze całego zakonnego kompleksu i dotarli wreszcie do stajni. Funeris okulbaczył Vadera, wsiadł na niego i zaczekał chwileczkę na Patty, aż zrobi to samo.
Patty:
Razem z kolegą mścicielem, pierwszym tej płci od czasu tragicznej śmierci krasnoluda, zeszliśmy do stajni. Tam, w jednym z boksów, znajdował się koń, którego miałam okazję kupić podczas poprzedniej wyprawy. Gniady Koniś stał spokojnie i patrzył na mnie brązowymi oczami, gdy pewnymi, wyuczonymi ruchami zakładałam mu siodło i zaciągałam kolejne popręgi. Rumak miał tylko jeden uroczy zwyczaj, mianowicie wciągał powietrze, gdy dopasowywałam siodło, a gdy puszczałam wszystkie paski to powietrze wypuszczał. Tak stało się i tym razem. Pogroziłam mu palcem i dociągnęłam popręgi raz jeszcze, ale koń nie wyglądał na zbyt przejętego reprymendą.
- Gotowy? - spytałam Funerisa.
Funeris Venatio:
- Ależ oczywiście. - Dźgnął konia piętami i ruszyli przed siebie. Mijali dwie bramy, kilka posterunków i wreszcie wyjechali poza obręb murów zewnętrznych, zostawiając cytadelę i cały kompleks zakonny za sobą. Traktem chwilowo nikt nie podążał, toteż byli jedynymi istotami w zasięgu wzroku. Dzień zaczął się piękny, astas było w pełni, więc temperatura przyjemnie ogrzewała organizm. Kłusujące konie wytwarzały odpowiedni pęd, by wiatr skutecznie chłodził ciała mścicieli. Pogawędzili sobie troszkę o pierdółkach, aż wreszcie wjechali w las. Gęsty, znajdujący się dobrych kilka kilometrów na południe od Bractwa. Już za pierwszym zakrętem ujrzeli pierwsze przeszkody.
Na trakcie stały cztery wilki, rozglądając się i węsząc za zwierzyną. Szybko usłyszały rżenie koni i ruszyły do przodu.
//4x Wilk, dwa biegną na Patty, a dwa na Funerisa. Są jakieś 25 metrów dalej w linii prostej.
Poeta nie czekał długo, by zareagować. Zdawał sobie sprawę z tego, że jest w samej koszuli i spodniach, nie ma na sobie swojej zbroi, więc każda odniesiona rana może być poważna. Zawierzał jednak w swoje umiejętności, które szlifował każdego dnia. Z pochwy przytroczonej do boku konia wyjął Nelthariona i zeskoczył z kulbaki. Wylądował gładko na ziemi, wzbijając w powietrze kilka drobinek kurzu. Postąpił kilka kroków w prawo, by odciągnąć dwa stworzenia na bok, by nie pomyślały, że mogą wszystkie na raz zaatakować Patty. Wilki zbliżały się szybko, biegnąć swoim miarowym tempem. Mściciel wyciągnął przed siebie lewą wolną rękę i sięgnął w głąb swojej duszy po odrobinę energii magicznej. Zebrał kilka przyjemnych wspomnień, który w ostatnich dniach miał niemało i wypowiedział inkantację Izeshar. W jego dłoni pojawiła się kula bladego światła wielkości armatniego pocisku, która pomknęła prosto w korpus wilka. Ten oberwał mocno, cofając się mimowolnie i przewracając na bok. Jego ciało zaczęło się spopielać, futro zaczęło śmierdzieć i zniknęło pod wpływem wysokiej temperatury, a w uszach dało się słyszeć skwierczenie palonego mięsa. Jeden więc padł, gdy ten drugi już doskakiwał, by przewrócić człowieka. Funeris wykorzystał akrobatyczne sztuczki i odskoczył w bok, puszczając przeciwnika koło siebie. Zakręcił się jednocześnie w piruecie, tnąc po nogach. Lewa tylna łapa wilka dostała czubkiem miecza, plamiąc posoką piach traktu. Bestia wylądowała nieco zgrabnie, skomląc. Wściekła ruszyła znowu na zakonnika, chcąc ugryźć go swoją paszczą. Funeris zakręcił młynka i ciął przez pysk, miażdżąc szczęki zwierzęcia. To skutecznie ostudziło zapał wilka, który ostatecznie skończył z czaszką przebitą aż po połowę klingi.
Zostały dwa wilki.
Patty:
ÂŚciągnęłam lejce, wstrzymując nieco konia. Rozejrzałam się, wilki były jeszcze kawałek przed nami. Sięgnęłam po jeden z pistoletów, płynnym ruchem wysuwając go z kabury i odciągnęłam kurek, celując w jednego wilka. Dystans był więcej niż wystarczający do celnego trafienia, broń wypaliła, huk przeszedł przez las, burząc okoliczne ptactwo, nieprzyzwyczajone do podobnych ekscesów. Następnie szybko odłożyłam pistolet i sięgnęłam po szablę, dobywając jej z sykiem. Idealna broń do walki z siodła. ÂŻelazo przyjemnie ciążyło w dłoni, gdy poderwałam konia, momentalnie przechodząc do galopu. Potężny rumak ruszył przed siebie, bijąc kopytami i wzniecając tuman pyłu za nami. Gdy byłam już blisko, koń instynktownie zszedł nieco na lewo, dając mi więcej możliwości manewru i wychyliłam się z siodła, tnąc potężnie, zgodnie z wielowiekowymi tradycjami stepowych jeźdźców. Cięcie powinno wystarczyć do śmiertelnego ciosu.
46 - 1 = 45
Funeris Venatio:
Wilki nie żyły. Funeris podszedł do tych dwóch, które zabił i wyciągnął mały nożyk. Oprawił zwierzynę, przecinając skórę w odpowiednich miejscach i oddzielając ją od futra. Pozyskał w ten sposób łącznie jakieś cztery metry kwadratowe wilczej skóry. Następnie upuścił krwi, wydobył pazury i kły. Wszystko przymocował do sakw konia, które ten naturalnie nosił na grzbiecie.
Pozyskuję:
32 pazury wilka
10 litrów krwi wilka
4m2 skóry wilka
8 kłów wilka
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej