Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pas i ostrogi #1 - Evening

<< < (4/6) > >>

Funeris Venatio:
Ten zraniony darł się tak głośno, że trójka mężczyzn nawet nie zwróciła uwagi na to, że jakaś dziewczyna zaszła ich od tyłu z mieczem w ręku. W chwili gdy udawało im się już powoli rozszerzyć szczęki, dosłownie o kilka centymetrów, drgnęli zaskoczeni na słowa rycerza Bractwa, który wyrósł jak spod ziemi. Trochę przejęci wypuścili kleszcze z rąk, które na powrót zacisnęły się na nodze. Ta, narażona na podwójny uścisk... po prostu została amputowana. Krew polała się szerokim strumieniem, wrzaski osiągnęły apogeum, aż ranny wreszcie zemdlał. Jeden z jego towarzyszy dobył miecza, pytaj się Evening kim jest i co tutaj robi. Drugi obwiązywał jakąś szmatę na około kikuta, by zatamować krwawienie. Z lasu dobiegł pomruk.

Evening Antarii:
Zbladłam jak ściana, gdy stopa mężczyzny opadła swobodnie, oddzielając się od reszty nogi... Wszystko szło nie tak! Przecież chciałam pomóc. Wbiłam wzrok w kałużę krwi, a gdy się ocknęłam, odpowiedziałam -Evening... Jestem z Bractwa. Usłyszałam krzyki i przyszłam, aby sprawdzić co się dzieje. Byłam niedaleko.- Co złego, to nie ja. dodałam ironicznie w myślach. Miecz skierowałam ostrzem w dół, by pokazać, że nie mam zamiaru atakować. Choć oni pewnie mieli...
Zignorowałam na moment zemdlałego nieszczęśnika i jego towarzyszy, i odwróciłam się, starając się ujrzeć, co chowa się między drzewami.

Funeris Venatio:
Mężczyzna pobieżnie zmierzył kobietę wzrokiem. No tak, wygląda nawet podobnie, jak Ci wszyscy rycerze i rekruci z pobliskiej siedziby zakonnej. Opuszczał już miecz, by poprosić Evening o pomoc, gdy zza krzaków i drzew wyleciał jakiś cień. Spory, o szarawym futrze, z lśniącą paszczą upstrzoną śliną. Wgryzł się w niedoszłego medyka i wyrwał kawałek twarzy, zupełnie nie zważając na fakt, że ta mogła się jeszcze kiedyś właścicielowi do czegoś przydać. Zła psina! Drugi wyskoczył zza drzew po prawej, niedaleko Evening. Ruszył biegiem w jej kierunku chcąc przewrócić rycerzycę (!) na ziemię i tam zagryźć. Dosłownie sekundy na reakcję.



2x Warg
//Las jest 7 metrów przed Tobą, stoisz dokładnie przed nim. Ten ranny bez nogi jest oparty o pierwsze drzewo, tuż przed Tobą. Warg stoi przy nim i jego kumplu, który właśnie stracił twarz. Psina rusza na tego, który się do Ciebie odezwał, a on stoi dwa i pół metra przed Tobą. Warg z prawej dopadnie Cię za trzy sekundy. Używa ataku Przewracanie.

Evening Antarii:
  Cała sytuacja zmieniła się w mgnieniu oka. Jeden zemdlał, drugi... stracił twarz, a trzeci - trzeciego musiałam uratować.  -Uważaj! -zdążyłam krzyknąć jedynie. Chciałam go ostrzec, by przygotował oręż i się bronił. Jednak w moim kierunku też biegła jedna bestia. Nie pomogę mu, jeśli sama zginę. Widziałam, że odpiera jego ataki i dzielnie się bronił. Chwyciłam więc mocno miecz, w obie dłonie. Warg znalazł się przy mnie w kilka sekund. Gdy był wystarczająco blisko, zamachnęłam się mocno, raniąc zwierzę w pysk. Upadło skomląc niemiłosiernie, choć wciąż szczerzyło białe zęby. Rana była głęboka, skutecznie rozpłatała wilczą mordę na połówki. Jednym szybkim ruchem "ulżyłam" zwierzęciu w cierpieniach, wbijając miecz w brzuch. Parę bebechów wypłynęło na wierzch, brudząc ziemię dookoła, ale uciszyło to skutecznie warga.
  Od razu ruszyłam, by pomóc mężczyźnie, który odważnie dawał radę bestii. Radził sobie nawet dobrze, skoro jeszcze nie zginął... Warg spojrzał teraz na mnie złowrogo. Dał spokój mężczyźnie, a skoncentrował się na mnie. Ale tamten przeszedł kawałek w bok, pomachał mieczem i zawołał głośno, by odwrócić z kolei uwagę warga ode mnie. Masywna bestia skoczyła ode mnie do niego, szczerząc kły. Gdy tamta była skoncentrowana na jego krzykach, ja wskoczyłam na nią od tyłu na plecy wbijając miecz w kark. Z pyska poleciała wargowi krew, brudząc twarz mężczyzny na czerwono. Wciąż jeszcze waleczna, z ostrzem sterczącym w plecach... Jednak tamten wbił swój miecz   w przestrzeń między przednimi nogami , raniąc płuca zwierzęcia od wewnątrz.
  Mocnym szarpnięciem wyciągnęłam swoją broń. Opadłam razem z cielskiem warga na ziemię, po czym wstałam i szybko podeszłam do mężczyzny. -Nic ci nie jest? Daliśmy radę! Gdy upewniłam się, że z nim wszystko dobrze, podbiegłam do rannego. Odsunęłam martwe ciało z rozwaloną głową i sprawdziłam, czy temu nic się nie stało.

Funeris Venatio:
//Niestety, moja droga, nie wyszło Ci. Warg jest przeciwnikiem kategorii II, ty posiadasz wszystkie specjalizacje walki na poziomie I, więc według zasad gry nie posiadasz odpowiedniej ilości finiszerów, by tę bestię zabić. Możesz opisywać swoje ataki, ale nie możesz decydować, czy zabiłaś takie zwierzę. Niestety. A ty zabiłaś nawet dwa. Do tego atak warga - w opisie tego ataku jest uwzględnione, że przewrócony zostanie ten, który nie wykonał w porę UNIKU. Ty nie wykonałaś uniku, ty uderzyłaś mieczem, więc siłą rzeczy warg niestety musi Cię przewrócić. Przykro mi.

Warg spadł całym swoim cielskiem na biedną dziewczynę, która huknęła o ziemię aż miło. Zabolało ją całe ciało, pociemniało przed oczami, a w płucach zabrakło powietrza. ÂŻycie Evening uratowało głównie to, że była właśnie taka lekka i stosunkowo niewielka. Warg zatrzymał się kawałek dalej, jakieś trzy i pół metra. Odwracał się właśnie, by zaszarżować i ciąć poziomo prawą łapą. Miecz cały czas znajdował się w ręce świeżo upieczonego rycerza Bractwa. Druga z bestii nacierała wściekle na tamtego drugiego człowieka, który bronił się raczej rozpaczliwie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej