Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pośród traw i starych drzew: Kwiat jednej nocy
Progan:
- Twaja wola - rzekła Malva i czekała aż sobie pójdziesz.
Izabell:
Ach, jakimi Ty mnie drogami prowadzisz, o Pani, przeszło przez myśl elfce. Nie zamierzała jednak zawrócić, co to to nie. Chwyciła pewnie lianę dłońmi, potem objęła ją udami i, błagając Ventepi o ratunek, zaczęła subtelnie luzować uścisk, by zacząć zjeżdżać. To nie mogło być tak niebezpieczne, na jakie wyglądało, prawda?
Progan:
Liana napięła się pod Twoim ciężarem. Przesuwała się w dłoniach prężąc się. Zjeżdżając w dół czułaś jak liana przesuwa się pomiędzy Twoimi udami, jak ślizga się i przemyka drażniąc i dając dużo do myślenia. Zjechałaś 80 metrów i skończyło się. Twoje stopy dotknęły ziemi. ÂŚnieg zaskrzypiał. Zrobiło się zimno. Na górze było dużo cieplej. Kilka metrów przed Tobą był strumień, płynął sobie wartko.
Izabell:
Odetchnęła z ulgą, czując ziemię pod stopami. Nie chciała nawet myśleć o tym, że prawdopodobnie będzie musiała wrócić na górę. A może driady łaskawie same pojawią się, by odebrać kwiat?
Wspomniała słowa Pani Drzew. Musiała najpierw iść z biegiem strumienia, aż do momentu, w którym ten się rozwidli. Tak też zrobiła. Opatulając się ciepłym płaszczem ruszyła przez ponury o tej porze roku las.
Progan:
Wędrówka nie zajęła Ci dużo czasu. Już po kilkunastu minutach znalazłaś się na rozwidleniu. Widziałaś jak strumienie rozchodzą się w dwie strony, by po kilkudziesięciu metrach znów załamać swój bieg i skierować go ponownie ku sobie. Wiedziałaś więc, że strumienie łączą się ponownie, a więc przed Tobą musiała być owa polana. Była tam, widziałaś ją z daleka. Otoczona drzewami porastającymi brzegi strumienia, krzakami, które będąc bezlistne pozwalały widzieć. ÂŚrodek polany był pozbawiony śniegu. Rosła na nich świeża trawa upstrzona jeszcze szybko topniejącym śniegiem. Zauważyłaś rosnące i kwitnące zioła i trawy. Na samym zaś środku coś rozbłysło jakoby światłem. Lśnić to miał kwiat paproci.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej