Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pod płatkami śniegu - czyli sztuka improwizacji Gordiana
Gordian Morii:
Strzał okazał się być śmiertelny. Tak tylko tyle... Nie będzie rozkosznego pierdolenia o tym jak to przyczajony myśliwy wstrzymał oddech a wypuszczona przez niego strzała poleciała w kierunku celu jak niemy prorok zagłady. Nie będzie opisywania jak to metalowy grot przeszył skórę i warstwy tłuszczy zwierzęcia, które chroniąc je przed zimnem nie stanowiło zbyt dużej ochrony przed strzałami myśliwych, ani pazurami dzikich bestii. Nie będzie w końcu opisu przeszywanych organów wewnętrznych, ani opisu ustających procesów życiowych. Nie będzie również tego momentu upadku, w którym niczego niespodziewające się zwierzę przeniknął nagły impuls paraliżującego bólu, który spinał mięśnie i ścięgna, który wydzielał potężny zastrzyk adrenaliny tylko przyśpieszający pracę serca i krwawienie. Nie. Nie będzie już tego. Będzie tylko prosta i krótka informacja o tym, że strzał... okazał się być śmiertelnym.
Eric:
Eric zebrał trofea. I tyle. Tak jak powyżej, nie będzie tu żmudnych opisów myśliwego oprawiającego zwierzynę. Nikt nie powie, że wciął się jelonka jak w miękki papier. Nie będzie opisywania bewzględnego ostrza, które raz za razem wchodząc w skórę zwierzęcia wydawało mlaskający i nieprzyjemny odgłos. Nikt nie wspomni o głębokim szkarłacie krwi, który zbroczył krystalicznie czyste śnieżne połacie i łapy myśliwego po same łokcie. Nie pojawi się nawet najdrobniejsza wzmianka o żałośnie bezbronnym wyrazie twarzy biednego jelonka. Zero jakichkolwiek insynuacji na temat świdrujących w oskarżycielskim spojrzeniu martwych oczu. Tylko parę metrów kwadratowych skóry i majestatyczne poroże - sztuk dwie. Wszystko to, co pozostało po królu lasu, jak to o nim drzewiej mawiano.
Resztę ciała starannie rozczłonkował ostrzem miecza i ostrożnie zawinął oddzielnie w czyste płótno. Całość zapakował do worka i przerzucił go sobie przez plecy. Mięsa oberżyście nie powinno zabraknąć przez najbliższe... Tak naprawdę to nie wiedział, bo nigdy nie pracował w żadnym lokalu świadczącym usługi gastronomiczne. Miał teraz większy problem - musiał w jakiś sposób dostać się do stolicy i przytargać tam ze sobą mięso. Ruszył w stronę najbliższego traktu, licząc na to, że strapiony Antek przewrócił każdy kamień, by go odnaleźć i zrządzeniem losu już wkrótce mu to się uda... Albo że pojedzie sobie autostopkiem, korzystając z życzliwości jakiegoś naiwnego i życzliwego człowieka.
Pozyskuję:
- 2 poroża jelenia
- 2,5m2 skóry jelenia
i mięsko dla pana oberżysty Bogusława.
Gordian Morii:
Problemem jaki napotkałeś na swej drodze była waga owego mięsa. Cały jeleń ważył bowiem 150 kilogramów, z czego 90 stanowiło mięso. Po ładnym pocięciu i owinięciu mięsa w płótno, które wyciągnąłeś z pewnej nieznanej nikomu części ciała spotkałeś się z problemem jak to cholerstwo unieść. Miałeś jednak szczęście, że tuż obok w małej chatce 300 metrów dalej mieszkał sobie wielki i silny byk, któremu w sumie miałeś oddać pancerz, jak już uporasz się z robotą. Trzeba było go chyba zaprząc do roboty nie? Szczęśliwie zauważyłeś, że Corrtez wyszedł właśnie z domku z siekierą i zaczął rąbać drzewo na opał.
Eric:
- Panie byyy... Corrtez! - poprawił się i podskakując gwałtownie jak ośmiolatka, który dostała na mikołaja wymarzony przezent machał w kierunku taurena.
Gordian Morii:
Corrtez wbił siekierę w pniak i raźno podszedł do Ciebie.
- Wybacz, że tak zniknąłem, ale nie chciałem z nim rozmawiać, on jest dziwny...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej