Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pod płatkami śniegu - czyli sztuka improwizacji Gordiana

<< < (15/18) > >>

Eric:
Nie okazałeś należnego szacunku, więc w przyszłości sam go nie zaznasz, co...? Naprawdę nie mam szczęścia - pomyślał, płynnym ruchem sięgając po łuk na plecach. Dystans między nim a wargiem był zbyt duży, by już teraz miał wystrzelić w jego kierunku strzałę, ale bestia dobrze czując się na własnym terenie natychmiast ruszyła do szarży, z sekundy na sekundę zmniejszając odległość.
- Ty nie jesteś ślepym, jedynym ocalałym z miotu Puszkiem, co? - powiedział, bardziej do siebie niż kogokolwiek innego. - W takim razie... - sięgnął po strzałę i założył ją na cięciwę. Odetchnął głęboko, w pełni koncentrując się na rozmazanej szarej plamie, która nieuchronnie zbliżała się w jego kierunku. Jego spokój był zupełnie niezmącony. Jeszcze chwila chłodnej analizy sytuacji, krótki szacunek dystansu... Puścił cięciwę. Warg znajdował się już w odległości mniejszej niż dwadzieścia pięć metrów. Strzała powędrowała wprost w jego przednią lewą łapę.
23 - 1 = 22 strzały

Gordian Morii:
Trafiony pociskiem warg potknął się i z wielkim impetem wywinął koziołka co wyglądało mniej więcej tak Klik, tylko że zamiast koni był to oczywiście warg. Bestia znajdowała się już niecałe 20 metrów od Ciebie i powoli podnosiła się lekko oszołomiona upadkiem i oczywistą raną. Ruszyła na Ciebie lekko kulejąc, a więc nie rozwijając pełnej prędkości.

Eric:
Eric sięgnął po kolejną strzałę i założył ją na cięciwę. Kulejący warg stanowił widok godny politowania. I Eric miał zamiar tę litość wyegzekwować. Wypuścił pocisk, który przecinając z szaleńczą prędkością zimne powietrze zatopił się w punkcie pomiędzy ślepiami bestii. Warg zaskomlał żałośnie, przebiegł w chaotycznych pląsach jeszcze kilka kroków i padł martwy w zaspę śniegu nieopodal stóp Erica. Szkarłatna barwa krwii przecięła biały puch rozlewając się w krwawych pręgach przypominających mapy rzek z gabinetu kartografa. Eric prychnął ze złością i powściągując wargi ruszył dalej, licząc na to, że dalsza podróż nie będzie obfitować w podobne niespodzianki.
22 - 1 = 21 strzał

Gordian Morii:
Ruszyłeś więc na południe, chociaż w sumie mogłeś iść powiadomić Diomedesa o Twoim niemiłym spotkaniu z Wargiem. Byłoby na kogo zwalić śmierć Puszka nie? Ale nie ważne. Ruszyłeś w kierunku domostwa Corrteza i tak jak prorokował Diom już daleka zauważyłeś pięknego jelenia, który wygrzebywał spod śniegu korzonki traw i przykryte białym puchem bulwy. Jeleń znajdował się kawałek od Ciebie. Z tej odległości (a stałeś na górce), oceniłeś dystans na około 200 metrów. Troszkę w chui.


Jeleń

//: Opisz jak ładnie się skradasz i ubijasz bestyjkę.

Eric:
//www.youtube.com/watch?v=DGohNlOgEZ4//Dla klimatu


    - Tu jesteś, dziubek - westchnął do siebie, myśląc o tym ile trudu kosztowało go odnalezienie tego zwierzaka. Jak zwykle jego kłopoty zaczynały się od czegoś prozaicznego.
Z pozoru nietrudne zadanie zawsze wciągało go w wir niespodziewanych wydarzeń, które czasem doprowadzały na skraj śmierci, a innym razem pomagały mu odkryć legendarny, objęty klątwą skarb i przespać się z seksowną panią kapitan w jej własnej kajucie. Trochę się rozmarzył, co nigdy nie sprzyjało przy polowaniu. Płatek śniegu, który roztopił się w zetknięciu z jego nosem wyłowił go z tego niebezpiecznego stanu.
     Polizał kciuk i wystawił go przed siebie. W tej chwili nie wyczuwał żadnych silniejszych podmuchów wiatru. Było to o tyle zdradzieckie, że w kluczowym momencie przypadkowy zryw masy powietrza mógł zdradzić jego położenie i przestrzec ofiarę. Musiał działać czujnie i ostrożnie, nie podejmując najmniejszego ryzyka. Spojrzał na swój pancerz z wilczej skóry. Na białym tyle aż nadto rzucał się w oczy. Może nie potrafił się najlepiej skradać, ale na sztuce kamuflażu znał się bardzo dobrze. Wziął śniegu do garści i skrupulatnie obsmarował nim napierśnik i spodnie, by trudniej było go wypatrzyć z daleka. Ugiął nogi w kolanach i najdyskretniej jak mógł podążył w dół delikatnego zbocza, w miarę możliwości kryjąc się za pniami drzew i większymi głazami leżącymi w okolicy. Jeleń spacerował jak gdyby nigdy nic, co jakiś czas przystawiał pysk do powierzchni śniegu i wąchał, jak gdyby starał się odnaleźć jakiś trop lub pożywienie. Hemis nie tylko ludziom nastręczała kłopotów.
     Eric przystanął na moment, oparty o pień grubego dębu. Chciał zaczerpnąć tchu i ocenić w przybliżeniu dystans dzielący go od stworzenia. Jakieś 60 metrów. Nadal zbyt wiele, by móc przypuścić jakikolwiek atak. Istniało zbyt duże ryzyko niepowodzenia i spłoszenia zwierzyny. Musiał podejść bliżej, optymalnie byłoby skrócić dystans o połowę. Wypatrzył kolejną osłonę, za którą mógłby się skryć, lecz nim ruszył najpierw ustabilizował oddech i uspokoił bicie serca, które było już nieco skołatane po dość odległej przeprawie w śniegu sięgającym niemalże do kolan. Gdy doprowadził się do względnego porządku, wyłonił się zza drzewa i błyskawicznym susem dopadł do wielkiego głazu przysypanego do połowy śniegiem. Tym samym zdobył kolejne 10 metrów, sam jeleń zaś nieznacznie przesunął się w jego stronę, nieświadom śmiertelnego zagrożenia. To było to. Eric właściwie został uwięziony za tą osłoną. Jeden nieuważny ruch skończyłby cały żmudny proces zakradania się fiaskiem, po prostu musiał strzelić stąd, a był pewien, że trafi. Sięgnął po żelazną strzałę i z namaszczeniem nałożył ją na cięciwę. Nie mogła go teraz zawieść. Każdy ruch wykonywał powoli, w gigantycznym skupieniu. Rozluźnił mięśnie i dał się ponieść instynktowi. Poczekał jeszcze dwa uderzenia serca i wyłonił się zza głazu z naciągniętym łukiem. Błyskawicznie i precyzyjnie wymierzył i wypuścił strzałę.
Strzał oddaję z odległości 45 metrów
21 - 1 = 20 strzał

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej