Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pod płatkami śniegu - czyli sztuka improwizacji Gordiana
Eric:
- Nie ma sprawy - pocieszył taurena. Bardziej przejmował się w tym, jak ten uwikłał go w polowanie na niewinnego Puszka.
- Słuchaj, przydałaby mi się pomoc. Miałem upolować jelonka i dostarczyć go do Efehidon, ale nie bardzo mam jak, tony to tałatajstwo waży. ÂŻe tak powiem, wyglądasz na kogoś, kto mógłby sobie przywiesić do uszu kulę więzienną i nie zauważyć różnicy. Więc może posłużysz mi pomocą? Byłbym bardzo wdzięczny. Daleko stąd do stolicy? Jeśli tak, wystarczy, że pomożesz mi to zanieść do najbliższego traktu, tam już złapę jakąś podwózkę.
Gordian Morii:
- Do bram miasta będzie ze 3 kilometry. Pomogę Ci. - powiedział Tauren zarzucił worek z już dobrze zmrożonym mięsem na plecy i nie czekając na Erica ruszył w kierunku miasta, które jakby się dobrze przyjrzeć było dobrze widoczne na horyzoncie. Cóż Twoja misja powoli miała się ku końcowi, ruszyłeś więc za Corrtezem taszcząc pozostałe trofea i umilając sobie czas rozmową z towarzyszem powoli zmierzałeś w kierunku celu, jakim była karczma Bogdana. Miałeś też niebywałą okazję do nadania nazwy dla tej cichej kotlinki zamieszkiwanej przez szalonego Diomedesa i tajemniczego Corrteza, przedstawiciela niezwykłej rasy taurenów.
//: Możesz opisać całą trasę aż do drzwi karczmy.
Eric:
No i śmigali tak sobie, gawożąc o tym i owym, a czasem nawet tamtym i siamtym. Czas mijał im w kompletnej beztrosce i wbrew oczekiwaniom tłuszczy karmionej animacjami Pixara pod zmarzniętymi nosami nie nosili jeszcze lodowych sopli. Eric zaś ubolewał właśnie szczerze nad tym, że do systemu nie zaimplementowano opcji błyskawicznej podróży, kiedy tauren po raz trzeci już karmił go opowieścią o tym, jak jego ukochana - Mućka - postanowiła ogolić dla niego nogi. Opowieść przechodziła potem w nieco bardziej dramatyczne tony, kiedy rzuciła go dla taurena o bardziej majestatycznym porożu i lepszym sianie w spichlerzu. Właśnie wycierał słone łzy Corrteza podręczną chusteczką, gdy wpadła mu do głowy idealna nazwa dla jego domku - Rogate Ranczo! W istocie dobra ona była, nim jednak zdążył ją lepiej przemyśleć wyrosły przed nim drzwi do Obieżyświata.
- No to jesteśmy - stwierdził to, co oczywiste wszem i wobec było, po czym gestem zaprosił rogatego do środka.
- Mięso przynieślim! - krzyknął w stronę oberżysty, który pewnie ze stresu i podenerwowania pod nieobecność Erica obgryzał paznokcie, chyba że obecny wygląd był dla nich naturalny.
Gordian Morii:
Tauren odstawił worek na zaplecze a Bogdan zajął się oglądaniem mięsa.
- No no, ładny osobnik, jako że mięso jest dość tłuste to proponuję Ci 2,5 grzywny za kilogram. Masz tutaj tego 87 kilo, więc uznajmy to za 90. 225 grzywien pasuje? Zaokrąglę do 250 jak dasz mi jeszcze poroże. - zapytał i wytarł dłonie w czystą szmatkę.
- Antek wrócił wczoraj bez Ciebie, myślałem żeś olał sprawę, ale widać słowo nie dym.
Eric:
- Miałem trochę problemów, ale koniec końców się udało. Dorzucę jeszcze skórę i dasz 270, co? W zimny hemisowy wieczór jak znalazł - nie ustępował w hardych negocjacjach.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej