Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pod płatkami śniegu - czyli sztuka improwizacji Gordiana

(1/18) > >>

Eric:
Nazwa wyprawy: Pod płatkami śniegu - czyli sztuka improwizacji Gordiana
Prowadzący wyprawę: Gordian
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: brak
Uczestnicy wyprawy: Eric

Eric przechadzał się ulicami Efehidon ot tak, bez jakiegoś określonego celu. No, przynajmniej z grubsza, bo jak wiemy wszystkim nam przyświeca cel transcendencji. Niepomny na to kuternoga o wesołym i rubasznym usposobieniu uporczywie dłubał właśnie w nosie, snując się po ciemnych zakątkach podgrodzia, szukając guza, bądź okazji do sprezentowania takowego. Było mu trochę zimno, to też podrygiwał w zabawny sposób, by zwiększyć energię wewnętrzną swojego ciała i tym samym nie pozwolić dosięgnąć się mackom przenikliwego mrozu. Para kłębiła się wokół jego spękanych warg za każdym razem, gdy wypuszczał powietrze. Cóż, uroki Hemis. Wspomniałem, że było dość ciemno?

Gordian Morii:
Idąc tak ulicami miasta Eric odczuł wyraźną potrzebę. Nie była to jednak potrzeba o jakiej pomyślałby każdy kto kiedykolwiek przechadzał się z dala od własnego domu i poczuł że coś "ciśnie", ale raczej była to potrzeba zaspokojenia czegoś tak prozaicznego jak głód. Znajdował się niestety w mieście, które bardzo mało interesowało prowadzącego wyprawę. Kto wie co działoby się w portowym Atusel. Tam toczyło się życie. Balangi, imprezy, portowe picie z nieznajomymi, to było coś. A tu? Nuda i tyle. Więc trzeba było iść coś opchnąć w Obieżyświacie.

Eric:
     Burczenia w brzuchu nigdy nie należało lekceważyć. Dla wewnętrznego spokoju organizmu. Wewnętrzne zamieszki zawsze były przerażające i nigdy nie kończyły się dobrze dla właściciela ciała. Wiedziony więc tymże żołądkowym zewem, Eric postanowił odwiedzić lokal, który chyba nikomu zasadniczo nie służył jako jadłodajnia. Jeść w końcu można było wszędzie. Nawet buty były zrobione z jadalnych materiałów. No, chyba że przychodziły w zestawie z mihtrilową kolczugą, żelaznymi naramiennikami i karwaszami z czarnej rudy. Wtedy nawet człowiek doprowadzony na skraj szaleństwa przez rytmiczne wiercenie w brzuchu byłby skłonny przystopować, zatrzymać się na chwilę, docenić swoje uzębienie i zrezygnować ze smutkiem. Może ów wydarzenie rzuciłoby nawet nowe światło na jego dotychczasowe życie i skłoniło do zmiany... Co do świateł jednak. Takowe właśnie tliły się w okiennicach Obieżyświata. Jak zawsze o tej porze, zaglądając przez nie człowiek mógł jedynie zyskać najogólniejszy pogląd na to, co dzieje się w środku. Chyba że interesowała go akurat gęstość dymu papierosowego unoszącego się leniwie wewnątrz.
     Dość jednak tych bezcelowych dygresji. Przejdźmy do właściwego tematu. Miłościwie pozbawiony stopy przez Ventepi wędrowiec uchylił drzwi do środka. Natychmiast wdarł się przez nie mroźny wiatr, rozwiewający wokół pojedyncze płatki śniegu i brutalnie robiący sobie miejsce pośród fałdów dymu tytoniowego. Z nieskrywaną radością opłótł znużone stopy stałych bywalców karczmy. Figlarnie zgasił kilka świec i zakołysał żyrandolem. Głośno i bezlitośnie skrzypiał w rdzewiejących zawiasach drzwi, a w końcu brutalnie i bezprecedensowo huczał w drżących okiennicach.
     No nie, naprawdę koniec dygresji. Opatulony grubym szalem wędrowiec zamknął drzwi i zimowa hałastra zamieniła się w potulną gromadkę wygrzewającą się przy kominku.
- Dej pan coś do żarcia, byle na ciepło - tajemnicza sylwetka spoczęła na wysokim krzesełku przy ladzie i zdobyła się na te ociekające gracją i majestatem słowa.

Gordian Morii:
- Pizga nie? Nie lubię Hemis.. - powiedział oberżysta i nieśpiesznie zakręcił łyżką w kociołku.
- Musisz pan chwilę poczekać, bo mięso jeszcze twarde, no chyba żeś jest ten zielony z puszczy to zaraz Ci naręcze siana przytargam ze strychu. - dodał po chwili. Oberżysta był typowym przedstawicielem swojego zawodu, niski, gruby, łysy z wąsem, brodą i krzaczastymi brwiami, oraz co ważne całkowicie niepasującą do tego zawodu posturą prawdziwego drwala lub kowala. Słowem spotkałeś klasyczny przykład Bogdana Oberżysty.


- Mało tu ludzi o tej porze i dnia i roku. ÂŻona siedzieć w domu nie daje czy może wręcz przeciwnie tej żony szukasz?

Eric:
Eric był niezwykle wygodnicki. Dlatego też lewą ręką trzymaną na ladzie podpierał podbródek, a prawą niedbale machnął w stronę oberżysty.
- Gdzie tam. Jeszcze mi babskiego zrzędzenia nad głową brakowało. Chociaż przydałby się ktoś, kto by coś upichcić potrafił... - zwinął dłoń w pięść i ziewnął w nią ospale. W takie dni myślał tylko o ciepłym posiłku i ciepłym łóżku. W miarę możliwości jedno po drugim lub oba naraz. Uznał za najbardziej stosowne nie przyznawać się, że należy do Konkordatu. Nie przysparzało to najlepszej reputacji.
- A na dobre mięsko zawsze warto poczekać - dodał rozmarzonym głosem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej