Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pod płatkami śniegu - czyli sztuka improwizacji Gordiana
Gordian Morii:
- Taki kompletnie nadęty bufon. Zlazł z jakiejś góry czy jak i udaje pana, ale mniejsza z nim. - rzekł i zajął się pałaszowaniem zupy. Mlaskał przy tym jak rasowy chińczyk przy obiedzie. Wynikało to zapewne z faktu niepełnego uzębienia czy coś, ale nie mniej jednak troszkę odbierało apetyt.
Gdy skończył wytarł miskę resztką chleba i zjadając go rzekł
- Puszek to sierota, ślepy jak kret. Znalazłem go kiedyś w lesie, pod jego zdechłą matką. Spadła na nią skała w jamie i już biedaczka nie wylazła. Przygarnąłem go więc i tak se żyje pilnując mi ogródka. Przynajmniej nie muszę martwić się o nieproszonych gości. - zauważyłeś, że jego słowa stały się jakieś takie mniej szalone. Tak jakby wyszedł z roli szaleńca wstępując znów w rolę alchemika czy tam zielarza, żyjącego na odludziu.
Eric:
Ericowi zaschło w gardle.
- Masz coś do picia? - zakasłał, przyjmując kamienny wyraz twarzy. "Przyjebał jak cieniostwór w graba" nie będzie jednak już tekstem wywołującym śmiech i rubaszność. Postanowił o nim jak najszybciej zapomnieć. Podobnie jak o całej tej sytuacji, bo nagle zrobiło mu się cholernie przykro i głupio. Ten przeklęty, rogaty bydlak! Niby uratował mu życie, ale z drugiej strony wpakował go w taką nieprzyjemną kabałę... Rozdracie wewnętrzne Erica byłoby pewnie łakomym kąskiem dla niejednego wierszoklety z epoki romantyzmu. Przypadek chciał jednak, że będący tego świadkiem Diomedes na takiego nie wyglądał.
- No tak, ehm... To ja... może już pójdę? Komu w drogę temu czas! Dzięki za posiłek! - wycedził przez zaciśnięte gardło i wymknął się dyskretnie i zupełnie niepodejrzanie w stronę drzwi.
Gordian Morii:
- Do widzenia Jasiu, jakbyś się napatoczył na Puszka to uważaj, bo on nie lubi obcych. - powiedział na pożegnanie i łapiąc za pogrzebacz rozgarnął nim tlące się w palenisku drwa. Ty wyszedłeś na śnieg i mróz z jednym zadaniem. Musiałeś upolować jelenia, chociaż swoją drogą przydałoby też zająć się jakoś cieniostworem.
Eric:
- Jasne. Dbaj o siebie.
Pożegnawszy się ze starym alchemikiem natychmiast podążył ścieżką wygniecioną w śniegu przez szarżującego cieniostwora. Musiał coś zrobić ze zwłokami, nie chciał bowiem złamać staruszkowi serca ani też pozostawić śladu, który świadczyłby o jego udziale w tej okrutnej obławie. Z żałosnym wyrazem na twarzy dotarł do masywnego cielska, przysypanego już trochę delikatną warstwą śnieżnego pyłu. Nie było najmniejszych szans, by zdołał je gdziekolwiek przenieść. Spojrzał ze smutkiem na pozbawione emocji oblicze bestii i jednym błyskawicznym ruchem wyciągnął strzałę tkwiącą w jej oku. Na zesztywniałej od zimna sierści cieniostwora zakrzepła krew tworzyła wijący się zaschły ślad. Eric spoglądając w jego twarz czuł się, jakby martwy zwierz mierzył go oskarżycielskim wzrokiem. Westchnął głęboko, załamując ręce nad lekkomyślnym czynem. Po części działał w obronie własnej, ale takie usprawiedliwienia nie miały teraz żadnego znaczenia. Trzeba było się wziąć do pracy. Jedyne co mógł zrobić, by ukryć ciało ofiary przed bystrymi oczami wszechświata, to przysypać je jak największą warstwą śniegu, stworzyć kopczyk, który przy pomyślnych wiatrach odkryłyby dopiero ciekawskie promienie wiosennego słońca. Natychmiast zabrał się do roboty. Nie miał żadnych odpowiednich narzędzi, więc wszystko musiał wykonywać własnymi rękoma. Garść śniegu jedna po drugiej lądowały na obojętnym truchle, aż w końcu zdawało się, że w miejscu tym od zawsze znajdował się dziwny, nieregularny nieco pagórek. Eric, spocony i zziajany, usiadł pod tęgim grabem i przetarł dłonią mokre czoło. Od zimna paliło go w płucach, ramiona i barki miał obolałe. Zdobył się jednak jeszcze na to, by nieco staranniej zamaskować miejsce pochówku cieniostwora. Zebrał leżące w okolicy zeschłe gałęzie i przysypał nimi kopczyk. Bestia spoczęła pod płatkami śniegu. Kiedy zadowolił się już efektem wykonanej pracy, ruszył na południe, jak polecił mu Diomedes, by upolować jelenia i móc w końcu wrócić do ciepłego domu.
Gordian Morii:
Gdy tak pracowałeś sobie w pocie czoła nad zasypaniem zwłok cieniostwora usłyszałeś głuche warknięcie. Odruchowo podniosłeś głowę spoglądając w stronę źródła dźwięku. I ujrzałeś bestię. Zwabiony zapewne zapachem martwego drapieżnika warg znalazł Ciebie ukrywającego zwłoki. Zawarczał głośno eksponując Ci swoje długie śnieżnobiałe kły. Mierzyliście się wzrokiem.
Warg
//: Znajdujesz się w lesie. ÂŚnieg sięga Ci do kolan, a w konsekwencji wargowi również.
//: Mróz nieco wzrósł i jest już prawie -8 stopni.
//: Zwierzę jest oddalone od Ciebie o prawie 85 metrów.
//: Prawdopodobnie to ostatnie chwile w Twym życiu, a Ty przypomniałeś sobie o Jeleniu zemścił się skurwol ;/.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej