Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pod płatkami śniegu - czyli sztuka improwizacji Gordiana

<< < (13/18) > >>

Eric:
No ja jebiu. Sąsiedzi z piekła rodem jacyś czy co? - pomyślał zdezorientowany. Ach, linio między dobrem a złem, słusznym a niemoralnym, miłością a nienawiścią, czy musisz być tak cienka?
- No dobrze, Diomku - westchnął głęboko. - Może mi o tym opowiesz w środeczku? - zaproponował, sugerując niewerbalnie, że na zewnątrz trochę pizga chłodem i delikatnie mówiąc jest nieprzyjemnie, a kawki to wolałby się napić najlepiej przy ciepłym kominku, gdyby miał jakiś wybór. Nim starzec zdążył zaprotestować, Eric podszedł do drzwi i sam "zaprosił się" do środka, by zbadać tę kalafiorową, którą starzec rzekomo pichcił sobie w jakimś kociołku. Właściwie nie wiedział, ile czasu minęło od czasu, kiedy posilił się gulaszem w Obieżyświecie, ale jego żołądek sugerował, że dawno już puścił ten incydent w niepamięć i domaga się nowej, pożywnej i kalorycznej ofiary.

Gordian Morii:
- Gdzie się pchasz niewychowany gówniarzu! - zdzielił Cię ponownie w głowę. Tak to na bank był Diomedes, nie dało się temu zaprzeczyć. Tylko on potrafił trafić trzy razy pod rząd w tego samego guza. Wszedł do domu jako pierwszy, a jego wnętrze niczym nie odbiegało od typowego domku gdzieś na granicy lasu. Tam stał stołek, tu kociołek. Gdzieś suszyły się jakieś zioła, a na kredensie leżał sobie okrągły ser. W domu unosił się rzeczywiście aromat gotowanej zupy, która dla wielu była czymś niezjadliwym bo kalafiory są ble i w ogóle. Nie mniej papu is papu więc jeść trzeba.
- A tego jelenia już oddałeś tak?

Eric:
- Właśnie kurna nie - spochmurniał. - Boguś mnie prześwięci, nie ma co. Mogę się poczęstować? - zapytał, wodząc wzrokiem nad kociołkami w poszukiwaniu tego, który zawierał zupę. Kalafiory można było przeboleć. Po jednej czy dwóch łyżkach zazwyczaj zaczynały smakować.
- Masz tu jakiś wóz, konia czy co? Upolowałbym co tutaj i sam dowiózł, coby imię oczyścić.

Gordian Morii:
- Bierz Jasiu, bierz, tylko uważaj bo mogło mi się trochę pieprzu sypnąć i może być nieco ostra. Nalej i mnie. - rzekł wskazując na kredens w którym ułożono jedna na drugiej kilka misek. 
Szybko uwinąłeś się z podaniem obiadu. Zupa była na stole, a Diomedes zajął się krojeniem dużego bochenka chleba.
- Co do jelonków, to nie wiem czy tu coś znajdziesz. Puszek ostatnio przegnał większość tych, które przychodziły mi skubać krzaki za domem, więc chyba będziesz musiał iść bardziej na południe. Tam gdzie ten rogaty mieszka.

Eric:
- Cholera by to wzięła - spochmurniał, ze zrezygnowaniem mieszając zupę łyżką. - Co to w ogóle za typ, co? Uratował mi życie, ale nie wygląda na to, żeby się wam układało... - dmuchnął na zielonkawą, parującą breję i poczęstował się nią. Nie była nawet taka zła. Jak już się przebolało te kalafiory oczywiście.
- I po co ci, do cholery, cieniostwór pilnujący posesji? - nie wytrzymał i zapytał o rzecz, która już od dłuższej chwili nękała jego strapiony umysł.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej