Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pod płatkami śniegu - czyli sztuka improwizacji Gordiana
Gordian Morii:
- Jak tam chcesz to idź i sprawdzaj. - powiedział wskazując łbem na domostwo.
- Mnie wystarczy, że widziałem jego pupilka. - tutaj z kolei wskazał w drugą stronę, na stygnące zwłoki cieniostwora.
Tymczasem w domku. Jakiś łysy czerep pojawił się w oknie i rozejrzał się po podwórku. Szybko zauważając brak wielkiej góry mięsa, która zazwyczaj leżała pod pierzyną śniegu otworzył drzwi. Starzec podpierający się laską wylazł ze swej samotni i skrzeczącym głosem zaczął nawoływać.
-Puszku! Puszek! Cip cip! Chodź do pana! - a w jego głosie było coś nietypowego.
Eric:
Eric obrzucił pełnym zawodu spojrzeniem odchodzącego taurena i wzruszył ramionami. W sumie i tak by mu się nie przydał. Tylko wyglądał groźnie, niewiele poza tym. Pocisk wystrzelony z jego kuszy miał jedynie ułamkowe szanse na trafienie do celu. Poświęcanie więc całej minuty na jej ładowanie wydawało się niezbyt opłacalne.
- Hau hau? - zawarczał nieśmiało i ostrożnie zaczął się zbliżać do staruszka, wodząc między pniami ośnieżonych drzew. ÂŚnieg z charakterystycznym trzaskiem przyjmował każdy jego krok.
Gordian Morii:
- Jasiu? - starzec rozpoznał Twój głos i odwrócił się w Twoim kierunku. Tak, szalonym alchemiko-zielarzem był nikt inny jak właśnie popieprzony Diomedes, którego spotkałeś jeszcze w Efehidon.
- A co Ty tu robisz? Gdzie jest Puszek? Nigdy nie odchodzi od domu. - zaczął wypytywać Cię krzywiąc usta w niewyraźnym grymasie ni to zniecierpliwienia, ni to gniewu.
Eric:
Eric głupkowato rozdziawił gębę. Ten przymilny staruszek, który towarzyszył mu od samego Efehidon miałby być szalonym alchemikiem mieszkającym na odludziu? Cóż, wizerunek Dioma plasował się gdzieś obok słownikowej definicji pustelnika, ale taki rozwój wydarzeń każdego wprawiłby w niemałe osłupienie. Scenarzysta ewidentnie zasypiał przy butelce whisky kończąc ten konkretny skrypt.
- Em, przyszedłem cię odwiedzić, drogi kumplu! - nie pozwolił za nadto zbić się z pantałyku i błyskawicznie odnalazł stosowne usprawiedliwienie niezapowiedzianej wizyty.
- Puszek powiadasz? Ten cieniostwór? Zobaczył jakąś sarenkę i jak za nią nie wystrzelił do lasu, to aż wszystkie graby się zachwiały niespokojnie. Co porabiasz? - zapytał niewinnie, ukradkowo próbując zajrzeć za drzwi do chatki, by odkryć prozaiczne czynności jakim oddaje się Diomedes w zaciszu własnego domostwa.
Gordian Morii:
- Ahaa sarenkę powiadasz? No może.. - kiwnął głową starzec z aprobatą. -Bo wiesz Jasiu, mieszka tu niedaleko taki jeden rogaty, który swoim rzępoleniem na jakiejś bałałajce straszy mi wszystkich moich przyjaciół, co mnie wkurza. Bo straszny samolub z niego. A co ja robię? Zupę. Kalafiorową! - Ty spostrzegłeś znów, że Corrtez gdzieś po prostu zniknął, spieprzył na widok Diomedesa, czy jak, ale słowem ulotnił się bardzo szybko pozostawiając na śniegu tylko wyraźne ślady buciorów.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej