Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pod płatkami śniegu - czyli sztuka improwizacji Gordiana

<< < (9/18) > >>

Eric:
- Miło poznać, Corrtez - rzucił tonem, który przyrównany do basowego tembru taurena równie dobrze mógłby robić za głos wróżki zębuszki.
- Moje imię brzmi Eric. Jak doskonale widzisz, jestem człowiekiem. Pechowym, co warto nadmienić. Przybyłem do tego lasu, by upolować zwierzynę, bo trudnię się między innymi myśliwstwem właśnie. Gdyby nie ty, pewnie zginąłbym przysypany śniegiem. Jestem twoim dłużnikiem - wyznał, chyląc głowę.

Gordian Morii:
- Zapolować mówisz? - dopytał się tauren - To mam dla Ciebie propozycje, panie Ericu. - rzekł i usiadł na stołku.  - Mam tutaj niedaleko takiego starego znajomego, który ostatnio strasznie zaczął mnie irytować. Przyprowadził se sukinkot pieska obronnego, bo niby się mnie bał czy coś, a to bydle raz, że rozjebało.. przepraszam. Rozwaliło mi pół ogrodzenia to jeszcze nasr... narobiło tuż przed wycieraczką. A w nocy hałasuje tak, że po prostu nie ma przebacz. Ryczy, wyje i cholera wie co jeszcze. Dlatego trzeba mi tego psiaka jakoś w miarę bezboleśnie utłuc. Tak, żeby nikt się o niczym nie dowiedział. Mam tu stare wełniane płaszcze i ubrania z czasów gdy bawiłem się w krawca, więc będziesz miał przynajmniej solidną ochronę przed zimnem. To jak?

Eric:
- Tak jak mówiłem, jestem twoim dłużnikiem. Zgodziłbym się pewnie nawet cerować ci trzewiki i czyścić komin. Równocześnie. Mniejsza o to. Ten piesek to jakieś taru czy co? Daj mi coś do ubrania i już ja wykombinuję, jak się sierściuchem zająć, wierz mi - poklepał się w pierś, by nadać swoim słowom jeszcze większej wiarygodności. Jeśli oprze się mroźnej pogodzie, to nic go nie powstrzyma!

Gordian Morii:
- No raczej taru, chociaż nie widziałem tego na własne oczy. Ja dla bezpieczeństwa pójdę z Tobą bo w sumie nie dane mi było ujrzeć tego Pimpka czy Puszka. - powiedział i podszedł do szafy z której wyciągnął kompletny pancerz z wilczej skóry, który nie dość, że chronił przed zimnem to jeszcze nieco chronił ciało przed ewentualnymi draśnięciami.
Co prawda nie były one pierwszej jakości ani świeżości, ale wystarczyły abyś nie musiał szczękać zębami gdy tylko wysuniesz nos za próg tego domu. Gdy Ty zajęty byłeś wkładaniem pancerza Corrtez przygotował swoją wielką oburęczną kuszę i przypiął do pasa kołczan stalowych bełtów.
- No ja gotowy!

Eric:
- Oby tylko nie wabił się Cerber - mruknął sam do siebie, zakładając pancerz z wilczej skóry. Szorstki materiał nieprzyjemnie drapał nagą, wrażliwą skórę. Eric potrzebował dobrej chwili, żeby przyzwyczaić się do nowego ubioru, ale nawet wówczas nie czuł się w pełni komfortowo. Poprawił łuk na plecach, przeliczył strzały w kołczanie i z hardym wyrazem twarzy spojrzał na taurena w pełnym rynsztunku. Lada chwila z nozdrzy mogła mu buchnąć para, wskazująca na wzbierającą w nim zawziętość i pewność.
- No to do boju, rogaty bracie - mruknął i wyszedł na zewnątrz przez frontowe drzwi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej