Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pod płatkami śniegu - czyli sztuka improwizacji Gordiana

<< < (10/18) > >>

Gordian Morii:
A na tym "zwnętrzu" prawie natychmiast uderzył w Ciebie gwałtowny powiew wiatru, który przyniósł ze sobą prawdziwy tuman śnieżnego puchu wdzierający się do oczu, uszu, nosa i za kołnierz. Nie mniej teraz ubrany jak prawdziwy poszukiwacz przygód mogłeś bez żadnego "bólu" znosić nawet arktyczne mrozy, które sprawiały, że ptaki zamarzały w locie. Tauren również ubrany jak na polarną eskapadę wyszedł przed dom z kuszą na ramieniu.
- To będzie w tamtą stronę. - rzekł wskazując na niewyraźną smużkę dymu unoszącą się na północ od Was.

Eric:
- Tak właściwie to kim jest ten twój sąsiad? - zagadnął taurena, przemieszczając się we wskazanym przez jego grube palce kierunku. Erica martwił ten szczególny widok. Pobudzał w jego mózgu rejony odpowiedzialne za intensywną rozmkinę, zupełnie jakby właśnie wypalił parę gram dobrego zielska. Nie chodziło bynajmniej o smużkę dymu na horyzoncie. Problem rozważany w szczęśliwie hermetycznym zaciszu jego umysłu dotyczył kwestii znacznie bardziej prozaicznej. Eric był bowiem bardzo konserwatywny w kwestii zasad panujących w królestwie krętorogich. Uważał, że krówki i byczki powinny być... Jakby bardziej czworonożne. I w miejsce palców mieć kopyta. Czy w nowoczesnym społeczeństwie zostałby posądzony o rasizm? Podobne dylematy nie pomagały skupić się na właściwym celu tego beztroskiego spacerku...

//WSZEM I WOBEC UPOWAÂŻNIAM PROWADZÂĄCEGO TÊ WYPRAWÊ GORDIANA MORII DO ODPISANIA JUTRO AMEN  <papież>

Gordian Morii:
- Taki jeden posrany staruch. Zdziczały alchemik i zielarz. Mieszka w tym lesie i straszy ludzi. Kiedyś nawet udało mi się zamienić z nim dwa słowa, ale potem zaczął wyzywać mnie od bawolich zadów i rogatych cieląt więc nasze stosunki uległy znacznemu ochłodzeniu. - odparł i kichnął konkretnie. Ale to kichnięcie serio było konkretne. Przetarł pysk jedwabną chustką, którą wyjął z kieszeni i ruszył przed siebie.
- Staram się, żyć w zgodzie z ludźmi, ale czasem zwyczajnie się nie da. Jak ten jego piesek narobił mi na wycieraczkę, to tak zwana pałka "się przegła" i postanowiłem się odgryźć, ale sam jestem dość marnym strzelcem więc wolałem zaczepić kogoś kto się na tym zna. No i pojawiasz się Ty.

Eric:
- Spoko wodza - pocieszył rogatego. - I na zdrowie. Niedawno taaakiego niedźwiedzia upolowałem. Jaki problem może sprawić jakaś tam psinka? - uśmiechnął się paskudnie i zdjął z pleców łuk. Z dziwnym błyskiem w oku pogładził wiązowe drewno. Odległa smużka dymu stała się nagle zaskakująco niemal bliska. Kiedy przystanął na chwilę i skupił się mocniej, mógł już poczuć zapach tego, co wypluwały z siebie kominy chatki alchemika. Kto wie, jakie toksyczne mieszaniny gazów sączące się znad alembików, probówek i zlewek mieszały się z tym dymem i unosząc wysoko do chmur powodowały później katastrofy ekologiczne. Zbliżając się, Eric stopniowo zwalniał krok. Już od dobrej chwili nie zamienił słowa z taurenem, więc wokół panowała cisza przerywana jedynie szumem wiatru niosącego blade płatki śniegu. Eric ze wzmożoną czujnością wyszukiwał w śniegu śladu psich łap i czegokolwiek, co mogło go naprowadzić na miejsce pobytu ofiary. Wystarczyła najdrobniejsza sugestia obecności - ciche parsknięcie, niemal niedosłyszalne kłapnięcie szczęk... Wycie do księżyca byłoby zbyt banalne jak na gust Erica.

Gordian Morii:
Dotarliście pod chatkę. Tuż obok niej znajdowała się buda. Ale nie była to zwyczajna buda. Była to taka jebitna buda, do której mógłbyś wprowadzić konia. W chatynce ktoś był, bo w oknach widać było światło, a ze wspomnianego komina unosił się dym.
Patrzyliście tak dłuższą chwilę na ten budyneczek wypatrując psinki.
- Nie widać skurwiela. - szepnął cichutko tauren. A w tym momencie kupa śniegu na środku podwórka poruszyła się i zaczęła wypiętrzać jak... jak coś co się gwałtownie wypiętrza. Bestia ryknęła cicho i otrzepała się ze śniegu. Podnosząc rogaty łeb do góry zaczęła niuchać wyszukując zapachów.
Mieliście pecha, bo wiało idealnie od Was, więc wykrycie takich dwóch osobników, z których jeden troszkę śmierdział, a drugi jebał krową nie było trudnym zadaniem.
- O kurwości... cieniostwór! - sapnął tauren ładując kuszę.

Cieniostwór
//: Jest popołudnie, ale Hemis więc dość ciemno.
//: -5 stopni, więc smarki w nosie zamarzają.
//: Wieje od Was idealnie w kierunku bestii, która głupia nie jest.
//: Odległość Was dzieląca to niecałe 70 metrów.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej