Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pod płatkami śniegu - czyli sztuka improwizacji Gordiana

<< < (7/18) > >>

Eric:
- Diomuś... Zimno mi, dej płaszcza - wyszeptał błagania słabym głosem, pociągając zdrowy łyk z butelki. Dygotał na całym ciele i właśnie powoli docierało do niego, że brawurowy spacer prosto w śnieżną zawieję nie był najbardziej bystrym pomysłem w jego życiu.

Gordian Morii:
Diomedes jednak okazał się zwyczajnym ch...penisem i w tym właśnie momencie zniknął. Nie było go ani z jednej ani z drugiej strony. Cholera wie czy zamarzł czy wpadł do jakiejś ukrytej pod śniegiem nory kretoszczura. Już miałeś zawrócić i z pomocą bogów spróbować wrócić do miasta, gdy Twój przemarznięty nos uchwycił zapach dymu. Postanowiłeś więc wdrapać się na jeszcze jeden pagóreczek za którym zobaczyłeś JEGO. Wielki, bo prawie 2,5 metrowy tauren siedział sobie na środku zamarzniętego jeziora łowiąc ryby w wykutym przez siebie przeręblu. Swoją drogą ważący prawie pół tony osobnik na lodzie, który dodatkowo palił coś na dziwnym palenisku tuż obok siebie nie było zbyt mądrym pomysłem. Nie mniej, na bezrybiu i rak ryba jak to mówią.


A poza tym tauren miał przy sobie jakieś coś, co z daleka wyglądało na gorącą herbatę.

Eric:
- Diomuś... - wymamrotał, czołgając się resztkami sił po ośnieżonym zboczu pagórka. - Ty chuju garbaty! - sapnął, aż go w płucach zapiekło od dotkliwego zimna. Całun bieli i chłodu oplatał jego kończyny i skutecznie utrudniał ruchy. Wyszarpując się z objęć tego mroźnego uścisku walczył o każdy centymetr. Szron osiadł na jego rzęsach i włosach, śnieg topił się i mieszając z potem spływał po karku Erica, wywołując fale wstrząsających dreszczy. Oczy mimo tego, że jakby nieobecne, świeciły dziwnym, wodnistym blaskiem, kiedy zaś już wyłonił się zza osłony pagórka, rozbłysły nową nadzieją, zauważywszy uśmiechniętego taurena. Na skraju zamarznięcia Eric wykrzesał z siebie coś na wzór termowizji. Ten nowo odkryty zmysł przemawiał do niego wyraźnie, w swych słowach zaś umieszczał dość sprzeczne wnioski typu: "zamarznięte jezioro", "gorąca herbata", "tafla lodu" i "palenisko"... W tym stanie jednak logika nie była dziedziną najszerzej uśmiechającą się do Erica, więc nie zauważał nic lekkomyślnego w płonącym sobie w najlepsze ognisku na środku spowitego lodową warstwą zbiornika wodnego. Poza tym nigdy nie rozmawiał z byczkiem! Z jeleniem niby tak, ale to co innego... Wznosząc się na wyżyny samozaparcia poczołgał się do ciepłego kręgu światła wokół ogniska. Fala ciepła uderzyła go jak solidnie wymierzona cegłówka. Przez moment czuł, jakby jego zmarznięte kończyny płonęły.
- P-panie b-b-byczku...? - wymamrotał nieśmiało przez szczękające od zimna zęby, obejmując się rękoma i pocierając dłońmi poszczególne części ciała, by odzyskać w nich ciepło.

Gordian Morii:
-Na bogów! - zerwał się tauren a lód aż zatrzeszczał. - A co Ty tu nieszczęśniku robisz w samej koszuli?! Okradli Cię czy jak? - zdołałeś jeszcze usłyszeć po czym całkiem urwał Ci się film, a Ty pogrążyłeś się w dziwnym letargu przypominającym sen. Niby słyszałeś jakieś dźwięki i widziałeś obrazy, czułeś nawet to co działo się z Twoim ciałem, ale wszytko to było jakieś takie odległe, jakbyś zwyczajnie odpływał w daleką czasoprzestrzeń razem ze wszystkimi odczuciami, które teraz stawały się jakby oddzielnymi bytami.

Obudziłeś się, a właściwie ocknąłeś w niewielkim pomieszczeniu, w którym co ważne było ciepło. Mimo, że pachniało trochę krową i mokrą sierścią to tak czy inaczej było tu dość przytulnie.

Eric:
       Eric obudził się z silnym przeczuciem, że zaczyna tracić kontrolę nad własnym życiem. Który to już raz w ostatnich miesiącach w dziwny i trudny do opisania sposób budził się gdzie indziej niż kładł? Zagadkowość tejże problematyki potrafiła przysporzyć niezłej łamigłówki szarym komórkom. Zapalczywie drapiąc się po obolałej łepetynie sturlał się z łóżka. Mgliste wspomnienia dopiero teraz do niego docierały. Bezmiar jego głupoty, którą odkrył teraz na nowo oczami trzeźwo myślącego człowieka, przywołał na jego twarz rumieniec wstydu. Wyszedł więc w samej koszuli w mroźną zawieję i ocalił go... Pan byczek? A tak, tauren łowiący ryby w przerębli. Groteskowy widok, cholera. Najpierw gadający jeleń, teraz to. Zbyt wiele obrazów, których do końca życia nie zdoła wyrzucić z umysłu.
       Wciąż jeszcze lekko oszołomiony doszedł do drzwi, starając się nie zwracać uwagi na zapach mokrej krowy unoszący się w powietrzu. Pociągnął za klamkę i wyściubiając nos na zewnątrz zawołał:
- Jest tu kto? - co w istocie było sztandarowym tekstem na taką okazję.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej