Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pod płatkami śniegu - czyli sztuka improwizacji Gordiana

<< < (6/18) > >>

Gordian Morii:
Wzzzium. Tak szybko przemknął obok was powóz zaprzęgnięty w cztery rącze rumaki. Kareta najwidoczniej pomknęła w kierunku dzielnicy szlacheckiej, gdyż na jej drzwiczkach wystrugano herb Tacticusów, a jak wiadomo "Tacticus nigdy nie płaci swych mandatów". Nie mniej bohatersko przemknęliście jedną ulicę, a zaraz po niej drugą. Z trzecią poszło wam trochę gorzej, ale już czwarta była wręcz śpiewająco pokonana. Dotarliście do bramy miasta i w tym samym momencie kot zjadł kawkę, a pies pogonił kota. Taka była ich wielka, zwierzęca głupota.
Przejść taki kawał tylko po to, żeby się wrócić. Doszedłeś do bram miejskich a strażnik powiedział do Ciebie.
- Ja kumam, że Tyś gorący facet, ale tam w lesie trochę bardziej pizga niż tu. Serio chcesz wychodzić w las w samej koszuli?

Eric:
- No kurde, pasuje mi wyjść. Nie masz jakiego płaszcza wypożyczyć? - wykonał swoją najdoskonalszą impresję zbitego, kulawego, niechcianego i budzącego litość kundla. Tylko człowiek bez serca nie zmiękłby pod naporem jego spojrzenia. A Eric podświadomie wyczuwał takowe, bijące swój miarowy rytm pod powierzchnią napierśnika straży miejskiej.

Gordian Morii:
Słowa Erica dogłębnie poruszyły strażnika, tak dogłębnie, że poczuł, że coś w nim pęka. Schylając głowę nad niedolą biednego, niepełnosprawnego człowieka przetarł oczy futrzaną rękawicą i rzekł.
- Nie.
Nie pozostało Ci więc nic innego jak wrócić się do karczmy albo mimo wszystko wyruszyć na północ ryzykując zamarznięcie.

Eric:
- To szkoda - odparł wzruszony głębią uczuć, jaką dostrzegł w oczach strażnika. Był lekko strapiony, można by rzec. Faktycznie, mróz mógł tu być problemem. Nagle jednak, ni stąd ni zowąd, olśniło go! Może dlatego, że wetknięta za pas butelka trochę się przesunęła i jej szyjka zaczęła boleśnie wbijać mu się w żebra. Wyciągnął ją stamtąd i obmierzył pełnym nadziei wzrokiem.
- No cóż. Raz kozie śmierć - powiedział i łyknąwszy korzennego piwa, ruszył w stronę lasu, niepomny na mroźną zawieruchę.

Gordian Morii:
W pogardzie mają mrozu szpony tnące gnał przed siebie, gnał aż zaczął cały dygotać.
- Jasiu, coś niewyraźnie wyglądasz. - zaczepił Cię Diomedes gdy powoli zacząłeś robić się senny, a zmęczenie coraz bardziej zwalało Cię z nóg.
Każdy mniej lub bardziej rozgarnięty medyk wykryłby u Ciebie pierwsze objawy wychłodzenia i hipotermii, która bardzo szybko mogła doprowadzić do Twojego zgonu. Powieki robiły się ciężkie, nogi zaczęły przypominać kłody, a wzrok płatał Ci takie figle, że nie wiedziałeś chwilami gdzie przód a gdzie tył.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej