Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pod płatkami śniegu - czyli sztuka improwizacji Gordiana

<< < (4/18) > >>

Gordian Morii:
-Diomedes jestem. - rzekł raźnie zeskakując z beczki, a wszystkie stawy chrupnęły mu przy lądowaniu w taki sposób, że aż zabolało Cię w człowieku.
- Dla przyjaciół Diom. - poprawił się i cisnął ogryzkiem jabłka w przechodzącego nieopodal kota.
-Pieprzone sierściuchy... - powiedział i podłubał palcem w nosie. Nie znalazłszy tam jednak niczego wytarł paluch w swą "szatę" i podrapał się pokrytej starczymi plamami skroni.
- To jak idziemy obaj na polowanie, nie? Prowadź Jasiu!

Eric:
- Eric, jak już coś - bąknął zdezorientowany. Imię Diomedes przemawiało gdzieś do meandrów jego podświadomości. - Byłeś kiedyś na Ignis Terra? - zapytał nagle, zastanawiając się skąd w ogóle mu się to wzięło w głowie.
- Tak czy siak, Diom... Dlaczego miałbym cię ze sobą zabrać?

Gordian Morii:
Mężczyzna szerzej otworzył oczy rozejrzał się w prawo, później w lewo a później przyłożył palec do ust. - Ciii... Jasiu. Słyszysz to? - powiedział półszeptem jakby wskazywał na coś co zaszemrało mu w okolicy. Ty jednak nie usłyszałeś kompletnie niczego.

Eric:
Eric spojrzał pobłażliwie na starca, opierając się dłonią o zimną ścianę zaułka. Cóż, widok przed jego oczami budził najwyżej politowanie i smutek. Lata samotności, bieda i picia popłuczyn najgorszych alkoholi musiały odcisnąć na brodaczu swoje piętno.
- No tak się składa, że za chuj nie słyszę - uśmiechnął się przepraszająco. - Nie zimno ci? Może zabiorę cię do swojego domu, ogrzejesz się, dojdziesz do siebie, hm? - zapytał troskliwie.

Gordian Morii:
- No właśnie, o to chodzi. - odpowiedział z satysfakcją klaszcząc w dłonie.
- Ja też, nie słyszę żadnych sprzeciwów bym mógł pójść z Tobą na polowanie. A co do domu to paniętaj! - rzekł i jeszcze raz pieprznął Cię laską
-Tam Twój dom, gdzie Twój zadek! Prowadź Jasiu! - zawołał głośno i podrygując laską zaczął gwizdać jakąś iście marszową piosenkę.
Wróćmy jednak do opisów przyrody i świata przedstawionego. Ulica na której znajdowałeś się była jakaś taka dość pusta, co prawda gdzieniegdzie udało się spotkać jakiegoś samotnego kota czy przysypiającego gołębia szukającego kolejnego głupiego, który w nowym płaszczu wybrał się na poobiedni spacer. Nie mniej ludzi było niewielu, a w najbliższej Twej okolicy znajdował się tylko Diomedes, który w tym momencie grzebał w beczce na której chwilę wcześniej siedział. Wygrzebał z niej tobołek i stary wełniany płaszcz.
- No Jasiu idziemy!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej