Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pod płatkami śniegu - czyli sztuka improwizacji Gordiana

<< < (3/18) > >>

Eric:
- No, może w porywach do trzech - dodał po zastanowieniu. - Jak już przyjedzie to też niech się bardzo nie spieszy, bo może się okazać, że nie wyrobię się punktualnie co do minuty. Las rządzi się swoimi własnymi prawami - rzucił wiekopomną maksymę, którą już wkrótce powtarzać będą strwożone dzieci wymieniające się przy ognisku strasznymi opowiastkami.
- Dzięki za piwo - rzucił i wziął butelkę w dłoń. Wsadził ją za pas i rzucił ukradkowe spojrzenie w jeden i drugi bok. Nie mógł pozbyć się dziwnego wrażenia, że jest obserwowany. Gdyby jednak faktycznie tak było, wolałby się teraz podejrzanym ruchem nie zdradzić, że przeczuwa to i owo. Dlatego rozglądał się w miarę możliwości dyskretnie. Poszukiwał jakiegoś nienaturalnego ruchu za oknem, cienia przemykającego na zewnątrz.
- Wynagrodzenie omówimy, jak uda mi się coś upolować. Bywaj - rzucił i wyszedł przed lokal. Gdy tylko zamknął za sobą drzwi błyskawicznie rozejrzał się na boki, w poszukiwaniu kogoś podejrzanego.

Gordian Morii:
Nie dostrzegłeś niestety nikogo. Chociaż ktoś na Ciebie patrzył. Gapił się jak pedofil na grupkę małych dzieci, a Ciebie ogarniał coraz większy niepokój oraz strach. Co prawda to z Proganem w konkordacie było po pijaku i byliście zmęczeni, ale jednak sytuacja zaistniała. <- tak by powiedział ktoś, kto byłby wrednym skurwysynem i insynuatorem, ale na szczęście wyprawę prowadził prawdziwie złoty człowiek, który co rusz podsyłał Ci same dobre dupeczki.
Ruszyłeś dziarskim krokiem w kierunku bram miasta. Chociaż to ruszyłeś to było tylko planem, gdyż w pewnym momencie ktoś z iście snajperską precyzją trafił Cię śnieżką, która ulepiona z mokrego śniegu prawie zwaliła Cię z nóg.
-Hie hie hie hei hie hie.... - usłyszałeś w sumie cholera wie skąd.

Eric:
- ÂŻesz kurna - zmęłł w ustach klątwę i niczym kombatant wojsk aliantów z zespołem stresu pourazowego wypatrzył dzięki bezbłędnej analizie terenu odpowiednią zasłonę. Gibkim przewrotem doturlał się do ścian jednego z zaułków i przylgnął plecami do jego chropowatej powierzchni. Koordynacją ruchów i refleksem zawstydziłby niejeden odddział marines. Dopiero po zaczerpnięciu głębszego oddechu odważył się wychylić nieco głowę, by zlustrować pole bitwy. Był święcie przekonany, że wiedział, skąd nadszedł śnieżny pocisk. Uparcie wybałuszał oczy w tamtym kierunku.

Gordian Morii:
Jeb! Dostałeś śnieżką w oko! Umarłeś ;/ To bym musiał powiedzieć i w konsekwencji napisać, gdybyś postawił głowę pisząc, że wiesz skąd nadleciał pocisk. Na całe szczęście nie napisałeś tego więc będziesz żył.
Mimo wszystko ukryty za śnieżkoodporną osłoną wypatrywałeś nieznanych przeciwników, gdy w pewnym momencie doznałeś dziwnego uczucia, które najlepiej określałby ten fragment prawdziwego klasyka kinematografii i filmów animowanych Disneya.
Kolokwialnie rzecz ujmując ktoś po prostu z wielką precyzją i nieskrywaną satysfakcją przypierdzielił Ci laską w czerep. Odwróciłeś odruchowo głowę i ujrzałeś jego.



- No siemasz. - powiedział siedząc na beczce i wesoło machając nogami gryzł jabłko. Chociaż gryzł to bardzo duże uogólnienie, bo do tej niezwykle zaawansowanej czynności warto zaprząc zęby. W drugiej ręce trzymał za to sękatą laskę.

Eric:
Uderzenie trochę go zamroczyło. Równie cudowne co irytujące świetliki igrały z jego zmysłem wzroku na granicy dostrzegalności.
- No siemka - wymruczał bełkotliwie, rozmasowując czerep dłonią. - Też zawsze w ten sposób zaczepiam przechodniów - bąknął sarkastycznie, nim wyprostował się na swoją pełną wysokość.
- Chciał pan co? - zapytał niby bezinteresownie, gdy dyskretnie próbował ukryć butelkę piwa schowaną za pasem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej