Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pod płatkami śniegu - czyli sztuka improwizacji Gordiana
Gordian Morii:
- Ano jak to mówią dobre mięsko nie jest złe. - powiedział tylko wzruszając ramionami karczmarz i odwracając się do Ciebie plecami dosypał do garnka kilka liści tymianku, gałązkę rozmarynu i jeszcze coś co wyglądało jak owoce jałowca.
- Ostatnio znajomy myśliwy przytargał mi tutaj całego dzika, ale już wszystko się kończy a dziczyzna teraz w cenie. Będę musiał posłać kogoś po jakiegoś jelenia, albo bażanta, bo to tej wieprzowiny nikt jeść nie chce. - to mówiąc nabrał do miski grubej jęczmiennej kaszy i zalał to wszystko mięsistym i gęstym gulaszem z dzika.
- Pięć grzywien. Jakieś piwo do tego?
Eric:
- No i dobrze mówią - zgodził się z oberżystą i wysupłał z mieszka zapłatę. Uiściwszy ją, wściubił widelec w dorodny płat mięsiwa i niemal natychmiastowo wetknął go sobie w usta, by nacieszyć się soczystym smakiem.
- Cóż - powiedział po przełknięciu. Mięso było jeszcze gorące, więc język piekł go niemiłosiernie, a w oczach zalśniła sugestia łezki. - Na butelkę piwka się nie obrażę. Co do zaś twoich braków na magazynie... Za odpowiednią zapłatą mogę coś upolować. Prawdę powiedziawszy całkiem nieźle sobie z tym radzę - mruknął, dmuchając na zawartość miski.
295 - 5 = 290 grzywien
Gordian Morii:
- Mówisz? - odparł zdecydowanie zainteresowany Twoją ofertą.
- ÂŁapiesz króliki z psami czy bażanty? No chyba, żeś łowczy i przytargasz mi tutaj jelenia to bardzo chętnie się nim zajmę. Mięso teraz dobre bo tłustsze, będzie szło jak... jak tłusta dziczyzna. Wyślę za Tobą Antka z wozem to odbierze od Ciebie zdobycz, tylko musi wiedzieć na kiedy.
Eric:
- Jeżeli zaraz wyjdę, to może uda mi się upolować coś w ciągu jakichś dwóch godzin. Po takim czasie możesz wysłać wóz - powiedział z ustami pełnymi ciepłego poczęstunku. Humor wyraźnie mu się poprawił po dobrym posiłku. Kiedy już osuszył miskę do cna, z zadowoleniem poklepał się po brzuchu i westchnął ciężko. Niestety alchemicy Valfden nie odkryli jeszcze leku na wzdęcia.
- Wyjdę bramą na północ. Niech Antek wjedzie głębiej w las i tam poczeka. Z resztą sam się uporam - zapewnił przysuwając pustą miskę do oberżysty.
Gordian Morii:
- Dwie godziny mówisz? - dopytywał się trochę zaskoczony karczmarz Bogdan. - No dobra, skoro tak to Antek będzie tam czekał. - odpowiedział i postawił na ladzie butelkę z korzennym piwem.
- Dobre na taką pogodę, a w lesie pewnie będzie chłodniej. - mówił a Ty miałeś wrażenie jakby ktoś Cię obserwował. Co było dziwne, bo w tym momencie w karczmie nie było dosłownie nikogo prócz wami dwoma.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej