Tereny Valfden > Dział Wypraw

Nie ma takiego dobra, które powraca złem!

<< < (17/96) > >>

Isentor:
//Patty teoretycznie nie znasz drogi, zaś z tekstu wynika, że Kinraya zostawiła wskazówki strażnikowi bramy. Następnym razem trzymaj się wątku.


Lucas zajrzał do wnętrza stajni, w pierwszej kolejności w oczy rzuciły mu się sylwetki trzech demonów. Dwa z nich stały twardo trzymając za ramiona zwisającego do góry nogami mężczyznę. Został zawieszony na haku za piszczele w stopach, nie trzeba było patrzeć na twarz poszkodowanego, by zdać sobie sprawę jaki ból odczuwa. Niższy i nieco bardziej dostojny demon gmerał nieszczęśnika ostrzem sztyletu po podbrzuszy wykonując delikatne nacięcia.


Używając wspólnego próbował wyciągnąć od niego informacje na temat jakiegoś przedmiotu. Po tym jak Lucas rozchylił drzwi nieco mocniej uwaga demonów zwróciła się wprost na niego. Mówiący we wspólnym demon na widok paladyna zdążył jedynie rozpłatać brzuch mężczyzny. Jelita wraz z zawartością żołądka wylały się na podłogę dodając scenie tortur jeszcze więcej makabry. - Zabić go - rzucił poirytowany, po czym uderzając dłońmi wywołał szereg iskier znikając w kłębach oparów siarki. Czerwone demony spojrzały na poszlachtowane ciało nieszczęśnika, który powoli dogorywał, to na siebie, to na Lucasa, po czym znów na siebie, by w końcu wykrztusić we wspólnym - - zabić!


Ogrzy demon

Ogrze demony zaczęły zbliżać się do Lucasa stojącego w drzwiach, otaczali go od lewej i prawej strony, dzieliły ich niespełna 4 metry odległości.





//Jeśli nie jesteście pewni czy wasz atak uśmierci przeciwnika nie piszcie o jego śmierci. Pamiętajcie, by uwzględniać ruch przeciwników, oni też cały czas poruszają się w walce i wyprowadzają ataki.

Patty:
//Ok, po prostu nie doczytałem i nie wiedziałem o tych wskazówkach.

- Też mam nie najlepsze przeczucia - odpowiedziałam Gornowi i popędziłam konia, by nieco szybciej przebierał nogami. ÂŚwieżo kupiony koń dopiero przyzwyczajał się do mojej ręki, a zapewne nie pomagało mu dwóch jeźdzców. Nic na to nie mogłam jednak poradzić, dlatego jechałam przed siebie, prosto ku Sadom, uprzednio odebrawszy od strażnika u bramy odpowiednie wskazówki dotyczące trasy.

Funeris Venatio:
Demony. Pierwszy raz w swoim trzydziestoletnim życiu Funeris Venatio spotkał demony. Nie chciał. Przez ułamek sekundy jego ciało przeszył dreszcz, gdy Lucas uchylił drzwi i okazało się z kim przyjdzie im się zmierzyć. Spodziewał się tego, oczywistość, ale mimo wszystko wolał odwlekać sprawę jak najdłużej. Poeta miał jedną przewagę nad przeciwnikami - nie widzieli go. Nie wiedzieli, że czai się tuz obok Lucasa, jego przyjaciela i Wielkiego Kanclerza. Efekt zaskoczenia potrafi rozstrzygać wielkie bitwy, w których walczą dziesiątki tysięcy żołnierzy, a co dopiero potyczkę dwóch na dwóch. Funeris miał przewagę, posiadał efekt zaskoczenia. Przez głowę przemknęło mu tysiące myśli, zapisane stronice z ksiąg zakonnej biblioteki. Ten wielkolud, który był widoczny przez niewielki odcinek czystej przestrzeni między skrzydłami drzwi wyglądał jak ogrzy demon. Srebro. Był podatny na srebro. Ale jego pocisk esencji również powinien takiego demona uśmiercić. Kula życia, która niosła śmierć, paradoks.
Należało działać. Od zwrócenia na siebie uwagi przez Lucasa minęły już ze dwie, czy nawet trzy sekundy. O wiele za długo. Słyszał, jak krzyczą "zabić". Dziwnie, gardłowo, jakby nie byli stworzeni do mowy artykułowanej. Funeris cały czas trzymał zaklęcie w dłoni i tarczę na lewym ramieniu. Drugie skrzydło drzwi, które znajdowało się przed nim było przymknięte, ale na pewno nie zaryglowane. Paladyn pchnął drewniane deski butem, kopiąc z umiarkowaną siłą. Wejście stanęło otworem, a Poeta ujrzał drugiego demona. Stał mniej więcej naprzeciwko niego samego, po prawej stronie Lucasa. Dwie postacie z otchłani zbliżały się do rycerza, gdy w jedną z nich trafił pocisk esencji. Funeris wypowiedział inkantację Izeshar, uwalniając kłębiącą się moc zaklęcia. ÂŚwietlista kula czystej energii zesłanej człowiekowi przez samego Zartata pomknęła do przodu. Pchana telekinetycznym taranem pokonywała momentalnie kolejne centymetry śmierdzącego powietrza, docierając wreszcie do celu. Pocisk wielkości kuli armatniej uderzył w zaskoczonego demona. Nie zdążył nawet zareagować, gdyż od momentu pchnięcia drzwi przez paladyna do wypuszczenia pocisku minęło góra półtorej sekundy. Pocisk esencji trafił bestię w górną część korpusu, zahaczając o kark i całą głowę. Siła zaklęcia zwęgliła niepokryte pancerzem ciało. Funeris momentalnie chwycił wolną już ręką swój sztylet, który zawsze miał w małej pochwie przy pasie. Wprawnym ruchem dobył go i wycelował w to samo miejsce, w które przed momentem uderzyło zaklęcie zakonnika. Srebrny brzeszczot zaświszczał w powietrzu i trafił w wielką, szpetną jak diabli głowę. Nie bez kozery tak się mówi.
Następnie Funeris odwrócił się w stronę drugiego demona, który pokonał już kilka kroków w stronę Lucasa. Miał nadzieję, że nieco zaskoczony obrotem sprawy nie zdąży zaatakować Wielkiego Kanclerza Bractwa ÂŚwitu.

//Zdecyduj się. Raz stodoła, teraz stajnia.
Dobrze atak przeprowadzony?

Isentor:
//Atak ok.

Ogrzy demon nie zareagował, gdy ginął jego kompan, zaatakował odważnie tnąc toporem od góry, celując idealnie w głowę Lucasa.

Lucas Paladin:
Znowu zawiódł. Znów zginął człowiek, znów przez jego opieszalstwo. Ile jeszcze niewinnych skona, nim w końcu, któregoś z nich uratuje? Nie takie było jego rycerskie powołanie. Miał ratować życie, a nie je odbierać. Być może Zartat miał dla niego jakieś specjalne zadanie. Istnienie, które miałby ocalić tylko on. W końcu nie od parady mianowano go Wielkim Kanclerzem. On jest tym, kto daje przykład. Z zadumy nad makabrycznym widokiem i sensem rycerskości wyrwał Lucasa głos jego kompana i przyjaciela. Inkantacja wymówiona przez Funerisa i sztylet dla poprawy zakończyły egzystencję jednego z ogrzych demonów. Drugi był celem rycerza. Instynktownie sparował cios pawężą, co zapewne uchroniło go przed dużo poważniejszymi obrażeniami, niż te, po których jego szyję zdobiła teraz blizna. Ponieważ tarcza Lucasa była pokaźnych rozmiarów, zakonnikiem nawet nie zachwiało, a ciało atlety dawało prawdziwą siłę. Kontrując Lucas uderzył buzdyganem w prawe ramię demona, który nie zdążył wykonać bloku. Trzasnęły kości, co dawało rycerzowi pewną przewagę, jednak do zwycięstwa było jeszcze daleko. Lucas wymierzył solidnego kopniaka w tors demona, który upadł na ziemię, a człowiek chcąc skorzystać z okazji wyprowadził cios w kierunku leżącego. Dane było słyszeć jedynie zgrzyt czarnej rudy, która uderzyła o powierzchnię stodoły. Demon bowiem sprytnie po kulał się, unikając ciosu Lucasa i wstał. Następnego uderzenia nie był w stanie sparować. Szybki cios wyprowadzony w odsłonięty tors, zrobił puzzle z jego kości, a rycerz wykorzystując już całkowicie swoją przewagę chlasnął oponenta tak mocno w łeb, że aż dziw, że nie odpadł.

//Done

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej